Łączna liczba wyświetleń

piątek, 26 grudnia 2025


KAMILA I SENNE MARZENIA XLIII. Następny dzień z życia dyrektorki nimfomanki. 


1. Rano w domu.


Zniecierpliwiona i podekscytowana krążyła po mieszkaniu. Krążyła nago, bo niedawno wstała z łóżka a wciąż była pod wrażeniem pewnego filmiku zobaczonego poprzedniego dnia.

Jeżeli poprzedniego wieczoru szło się spać po tym, gdy w internecie zobaczyło się film, w którym jakaś kobieta w kolejce do kasy błagalnie darła ryja do sprzedającej, żeby pospieszyła się z prezerwatywami, bo jej się ruchać chce, to było jasne, że po pobudce wciąż pozostawało się pod jego wpływem.

Filmiku, jak i własnych projekcji powstałych w wyniku postawienia siebie samej w takiej sytuacji. W takiej, czy też w jakimś sensie zbliżonej.

No bo może nie tyle o samo ruchanie chodziło, ile o wszystko co z tym związane, zaczynając od własnego, wstydliwie powstrzymywanego ekshibicjonizmu. Coraz bardziej odczuwała, że nie jest taka jak w liceum, czy na studiach. Że w przeciwieństwie do tamtych lat oddziałuje na nią to, że się mniej lub bardziej rozbierze i skupi na sobie uwagę mężczyzn.


Tak jakby miała dwie potrzeby. Pierwszą z nich była ta próżność, potrzeba docenienia jej przez facetów, ich wzrok, ich komplementy. Coś co przez lata było jej obce teraz nagle stało się potrzebne. Druga natomiast, to własna potrzeba by się bezwstydnie obnażyć, niekoniecznie w całości. Obnażyć, by poczuć rozkoszną uległość, wręcz poniżenie wynikające z faktu, że pokazuje swoje ciało obcemu mężczyźnie.

Nie wyobrażała sobie zrobienia kilku rzeczy, ale potrafiła sobie wyobrazić jak bardzo rozkoszne by to było.

No na przykład podejście do jakiegoś punktu i rzucenie w stronę sprzedawcy tekstu typu „może pan szybko podać paczkę prezerwatyw, bo ruchać mi się chce i nie wytrzymuję?”

Albo coś innego, już bardziej w kwestii ekshibicjonizmu fizycznego. Wysłać komuś jakieś nieco rozebrane foto. Komuś poznanemu w internecie, czy coś. Jakieś selfie, na przykład w pozycji siedzącej w mini, gdzie uda są bardzo mocno odsłonięte. To już by było coś podniecającego. Nie mówiąc o jakimś poważniejszym rozbieraniu się do bielizny, czy wręcz fotki w samych majtkach z zasłoniętym dłonią biustem.

Musiała przyznać, że gdy wyobrażała sobie takie sytuacje, czuła podniecenie. I ochotę by zrobić to kiedyś, albo coś w ten deseń. I raczej wiedziała, że na pewne rzeczy nigdy się nie odważy.

Ale na inne? Na tym polu miała sporo miejsca dla siebie i swoich fantazji. Tych, które wychodziło z jej własnej głowy i tych, które wymyślał Daniel. A przecież on pod tym względny bywał bardzo płodny i umiejętnie podsycał jej ukryte pragnienia.

No i właśnie… Gdzie postawić granice? Jak daleko można je przesunąć? Czy dałoby się wrzucić jakieś mocno erotyczne zdjęcie, może nawet ukazujące jakaś intymną część jej ciała, jak piersi, na forum szkolne i skasować po piętnastu minutach, tłumacząc to pomyłką? I mając świadomość, że jeżeli choć jedna osoba wpadła na forum, to bez namysłu skopiowała to zdjęcie i tak czy inaczej, w ciągu kilku godzin zobaczy je cała szkoła?

Ej, zaraz… Zaraz… Zaraz...


W jej umyśle coś zaczynało kiełkować. Marcin. Marcin, chłopak Alicji. W zasadzie narzeczony. To była świeża historia.

Zaczęła się jakiś czas temu, od Krzysztofa, kolegi ze studiów. Podczas luźnego spotkania w gronie kilku osób zwierzył się Kamili, że jego dużo młodsza siostra znalazła sobie chłopaka na poważnie, z którym już teraz była zaręczona. Niby nic szczególnego, ale…

Krzysztof i Alicja byli dziećmi i spadkobiercami dość znanego właściciela kilku tartaków w województwie. Co za tym idzie, bogatego. Krzysztof żalił się Kamili, że Alicja straciła głowę dla młodszego od niej o dwa lata amanta. OK, siostra była dość atrakcyjną młodą kobietą, ale Krzysztof miał spore podejrzenia do uczciwości Marcina, który w jego opinii po prostu chciał wykorzystać okazję i wejść w bogatą rodzinę, która miałaby mu zapewnić beztroską przyszłość. On sam był w jego opinii utracjuszem, lekkoduchem, na dodatek nie stroniącym od towarzystwa dziewczyn. Miał opinię kobieciarza. Krzysztof czuł do niego wyraźną awersję.

Współczuję, ale może się mylisz”, skomentowała wtedy Kamila wysłuchawszy całej historii.

Może, ale chyba nie”, obstawał przy swoim stary znajomy ze studiów. „Najchętniej sprawdziłbym go na wylot, ale...”

Co masz na myśli?” zapytała.

Krzysztof milczał przez chwilę, taksując ją wzrokiem. Widać było, że z czymś się bije.

No mów, o co chodzi?” ponagliła go.

Bez owijania?”, upewnił się.

No dawaj”, zachęciła go skinieniem głowy.

Co gdyby spróbowała go uwieść jakaś kobieta? Albo nawet nie to. Gdyby pojawiła się taka, wiesz… Obok niego...”

Sekundę zajęło jej by zrozumiała. Nie powstrzymała śmiechu. Nie wyobrażała sobie czegoś takiego. Ale potem...


Mniejsza o szczegóły. Jakiś czas później przypadkowo wpadła na Marcina w siłowni, w której często przebywał. Nie, nie był żadnym pakerem, ale trzeba przyznać, że dbał o sylwetkę był raczej szczupły, no i to dodawało mu uroku. Sama nie przepadała za typowymi pakerami.

Poszła na siłownię, trochę zagubiona, nie bardzo wiedząc jak się do czego zabrać. Sytuację wykorzystał obcy, młodszy z tego co wiedziała o dziesięć lat mężczyzna. Przedstawił się jako Marcin. Resztę popołudnia spędzili na rozmowie i wspólnych ćwiczeniach, po wszystkim wymieniając się numerami telefonów.

Spotkali się raz jeszcze, gdy Marcin zaproponował kawiarnię. Spotkanie przebiegało w atmosferze lekkiego flirtu, ale starała się nie przekraczać pewnych granic. To on miał wyjść z inicjatywą, ona musiała pozostać jednak dość bierna.

No tyle o historii. A teraz to foto...

W sumie przecież nie musiałoby być jakieś rozbierane. A czy odważne? Hm… W jakimś stopniu każde prywatne foto wysłane przez atrakcyjną kobietę, z kuszącym tekstem w podpisie, już samo w sobie było czymś erotycznym. Nawet gdyby na takiej fotce naprawdę nie było za wiele widać. Ot, nogi w szerszym aspekcie, albo jakąś większą część dekoltu.

Z drugiej strony wysłanie takiego zdjęcia mężowi nie byłoby niczym wybitnie szczególnym, więc czy wzbudziłoby jakieś takie inne emocje? I w sumie nie byłoby to podejrzane? Wysyłać niespecjalnie rozebrane foto człowiekowi, który w ciągu piętnastu lat widział swoją żonę w dużo, dużo bardziej erotycznych sytuacjach?

No cóż, było jedno wyjście… Zrobić takie foto, na którym nie widać twarzy. Może tylko jej część, włosy… Wtedy nawet gdyby było nagie, mogłaby się obronić, że przecież to nie ona a Kuba coś wymyśla.

Czuła, że jest coraz bardziej podekscytowana, że z minuty na minutę coraz bardziej nakręca ją ten pomysł. Wstała przechadzając się po pokoju. Rozsądek podpowiadał jej, by trochę ochłonąć i nie robić w pierwszym szale zapału czegoś, czego może potem mocno pożałować.


Ale przecież… Nawet gdyby takie foto przedostało się dalej i gdyby oglądający mieli stuprocentową pewność, że to ona, dyrektorka liceum, to jeśli nie byłoby na nim twarzy, mogłaby nad tym przejść do porządku dziennego. Mniej lub bardziej. Przecież gdyby kiedyś ktoś miał jej zarzucić, że widział jej półnagie foto, to mogłaby spokojnie skontrować „jakie moje, skoro ja tu widzę tylko jakąś dziewczynę bez twarzy?”

Podeszła do szafy. Wciąż naga. Nagość podkręcała ją jeszcze bardziej. Nie praktykowała tego typu akcji, jeśli już jej się zdarzały, to rzadko. Miała w domu firany, więc nie musiała się obawiać, że ktoś zobaczy przez okno, iż piękna właścicielka chodzi po swym domu całkowicie nago.

Na brak ubrań nie narzekała, ale jak zwykle w takich sytuacjach nie miała co na siebie włożyć. Hm… Akurat w przypadku tego co zamierzała zrobić, nie był to chyba problem...

Tym bardziej, że wciąż nie była pewna ile chce pokazać, ile może. Ale…

Wyciągnęła krótką bluzę i po chwili namysłu wciągnęła ją na siebie. Bluza faktycznie była krótka, odsłaniała niemały kawałek brzucha. Na pewno nie była to część garderoby, którą mogła włożyć do pracy. Ale tu.

No dobra, co by to tej bluzy? Jakieś majtki, tylko zwykłe, czy stringi? Albo…

Zatrzymała się w myślach z bijącym sercem, ale nie mogła uciec od myśli, która właśnie opanowała jej głowę. Może by tak w ogóle nie wkładać majtek?

Przecież mogła stanąć bokiem, oprzeć się o coś, albo jakoś tak, by co najwyżej było widać zarys pośladków i nic więcej. Stanęła tak właśnie, ale rzecz jasna ze swojego punktu widzenia nie mogła ocenić jakby to wyszło, więc zareagowała energiczniej.

Po prostu ustawiła aparat w odpowiedniej odległości od siebie, przyjęła odpowiednia postawę i odczekała aż foto pstryknie się samo. A potem zrobiła tak jeszcze kilka razy. Po piątej próbie przystąpiła do oceny.

Z zapartym tchem oglądała erotyczne fotki z sobą samą w roli głównej. Faktycznie, to było to! Niby była na tych fotkach naga od brzucha w dół, ale żadnych intymnych miejsc nie było widać. Niby naga a jednak nie. Erotyczne foto idealne!


Co jeszcze było widać? U góry fragment jej podbródka i włosy opadające na plecy jak i ramiona. U dołu jej nogi, długie, zgrabne, ponoć seksowne. Lewa noga wysunięta nieco w przód i dzięki temu ruchowi udo prezentowało się bardzo zmysłowo, pociągająco.

Kurde, do czego tu się przyczepić…?

Zamknęła oczy, odczekała minutę, dwie, dziesięć. Emocje musiały trochę ostygnąć, choć czy to było możliwe? Czy była w stanie podjąć racjonalną decyzję? Do tego miała świadomość, że lepszej okazji na spełnienia tej ukrytej fantazji długo może nie mieć.

W którymś momencie wzięła głęboki wdech, zamknęła na chwilę oczy a potem otworzyła i...

Czując jak bije jej serce znalazła kontakt do Marcina. Załadowała najbardziej udane zdjęcie i wpisała nad nim „Kochanie dobrze się dzisiaj wyspałam, myślisz, że powinnam się już ubrać?”

Ciężko oddychając odczekała sekundę, dwie, dziesięć. A potem wcisnęła przycisk „wyślij”.

By następnie rzucić telefon na ławę i wstać, by się ubrać trochę poważniej. Konkretnie zdjąć bluzkę i włożyć majtki, oraz stanik. A wkładając je miała świadomość, że w tym momencie kilka kilometrów dalej Kuba właśnie otworzył wiadomość od licealnej pani dyrektor przez „pomyłkę” zaadresowaną do niego i właśnie oglądał ją we własnej osobie niemalże nagą.

Przez kolejne minuty dalej szwendała się po mieszkaniu, nie bardzo wiedząc co zrobić, gdy nie doczeka się żadnej reakcji ze strony Marcina. Zadzwonić samej za kilka, czy kilkanaście minut, gdy spostrzeże swą „pomyłkę” i spróbować wyprostować sytuację?

Biła się z myślami. Nie… Marcin miał w końcu sam zadzwonić, by podać konkretną godzinę, o której się umówią. Więc jak zadzwoni, to i przy okazji będzie można poruszyć tą kwestię.

A tymczasem, można było wykorzystać pogodę i wyjść na tył domu, na ogródek, wystawić ku słońce swe prawie nagie ciało i popływać w basenie.



2. W południe na podwórku.




Dokładnie tak. Od niedawna dysponowali niewielkim basenem na tyłach domu. Od ściany do płotu sąsiada było dziesięć metrów i Daniel wykorzystał to tworząc basen. Jaki był, taki był, ale był.

Więc wyszła przemieszczając się po ogródku w samych majtkach i staniku. Zasadniczo nie pokazywała się tak wychodząc na zewnątrz, ale tutaj mogła mieć nadzieję, że nie zobaczy jej jakiś sąsiad z naprzeciwka, albo z boku. Tego wolałaby jednak uniknąć.

Natomiast sąsiedzi za ogródkiem… No tutaj już się ukryć chyba nie mogła. Na szczęście betonowy płot był dość sensownych rozmiarów, ale jeśli ktoś byłby na piętrze a tym bardziej drugim – bo tak duży był właśnie ten dom sąsiada – to nie miałby problemu by dostrzec, że za płotem opala się pół naga sąsiadka.

Trudno, nic na to nie mogła poradzić. Co więcej odgłosy dochodzące zza płotu świadczyły, że coś tam się dzieje. Minuta, dwie i domyśliła się, że jest tak kilka osób w wieku najpewniej nastoletnim.

W sumie nic nowego, w dużym domu mieszkały aż trzy rodziny. Seniorzy doczekali się potomstwa, które nie ruszyło w świat, tylko wykorzystało to, że może wykroić dla siebie część posiadłości, tym samym miał kto tam mieszkać. Były też dzieci w wieku szkolnym, jakaś młodsza dziewczynka i starszy chłopak o imieniu Kacper.

Musiała zignorować odgłosy dochodzące z tamtej strony płotu i oddać się myślom. Wciąż czuła wyjątkowe podekscytowanie spowodowane tym, że dłuższą chwilę wcześniej wysłała praktycznie nagie foto jednemu ze swych niedawnych uczniów.

Niesamowicie to na nią wpływało. I ostatecznie wpłynęło na nią tak, że wskakując do wody, ściągnęła z siebie stanik. Poczuła narastające podniecenie, ale dobrze rozumiała, że jest bezpieczna. Z domów stojących obok raczej nie dało się zobaczyć basenu, co najwyżej jego skrawek. I musiałby zdarzyć się cud by w tej sytuacji ktoś tam dojrzał, że atrakcyjna sąsiadka pływa w swym przydomowym basenie topless.

Trochę inaczej z tym sąsiadem za płotem. Tam z pierwszego pietra a już na pewno z drugiego dałoby się to zauważyć. Ale… Miała to na uwadze i przebywając w wodzie zanurzała się po szyję a jeśli wynurzała to frontem do swego mieszkania a plecami do sąsiadów i przyciskając ramiona do ciała starała się w jakiś sposób chronić swoje nagie piersi przed niepożądanym widokiem innych.


Pływała, albo raczej pluskała się w wodzie, czerpiąc przyjemność. To było niezwykle ożywcze. Czyn, którego się dopuściła wpływał na nią niezwykle rozgrzewająco. A fakt, że kąpała się topless w przydomowym basenie jeszcze bardziej to uczucie podkręcał. Powzięła wszelkie środki bezpieczeństwa, ale gdyby tak została zaskoczona, gdy tak któryś z chłopaków wychylił się zza płotu… Mogło wtedy zapachnieć lekką wpadką.

Momentami oddychała ciężko. W którymś momencie uniosła się ponad powierzchnię wody prężąc swe nagie piersi w stronę własnego domu i zastygła na chwilę. Trochę żałowała, że nie może odwrócić się w drugą stronę, by jej nagi biust natychmiast ogrzało słońce, ale byłoby to zbyt hardkorowe.

Po chwili ruszyła ku wyjściu. Opuściła basen i skierowała się w lewo ku miejscu, gdzie mogła rozłożyć się i spróbować trochę opalić. Ruszyła, nie wkładając stanika. Po prostu przeszła ten kawałek ze skrzyżowanymi na piersiach dłońmi, by po dotarciu na miejsce przyklęknąć a potem ułożyć na brzuchu.

Znów pożałowała, że nie może przodem. Jej piersiom mogło przydać się trochę opalenizny a padające w to wrażliwe miejsce promienie słoneczne sprawiłyby jej z pewnością mnóstwo przyjemności.

Ech, szkoda...

Ostatecznie musiała pocieszyć się tym, że wystawia ku słońcu całe swe prawie nagie ciało. Miała na sobie tylko majtki.

I to też ją rozgrzewało jak i jednak trochę deprymowało. Gdyby zobaczył ją ktoś z sąsiadów mieszkających po bokach… No nie dostrzegłby niczego intymnego, ale jednak wolałaby, by w takim wydaniu jej nie widział. Natomiast ci za płotem… Jeżeli ktoś siedział na pierwszym, czy drugim piętrze, to widziałby wszystko z odległości… Może piętnastu metrów.

Leżała tak kilka, może kilkanaście minut. Marcin wciąż nie dzwonił. Może i on był aż tak skonsternowany, że sam nie wiedział jak zareagować?


A może przesyłał właśnie otrzymane foto jednemu koledze, drugiemu, trzeciemu…?

Leżała wystawiając swe ciało ku słońcu i oddychała nierówno. Równowaga została zakłócona pod każdym względem. W jakiś sposób oddała się Marcinowi i to on zdobył przewagę. Zupełnie dla niego nieoczekiwaną.

Teraz też oddawała się sąsiadom. Jeżeli ktoś zauważył, że może sobie pooglądać atrakcyjna sąsiadkę, półnagą, jej długie nogi, nagie plecy i tyłek opięty majtkami, to mógł to właśnie robić. A ona nie musiała mieć o tym pojęcia.

Właśnie… Coś przykuło jej uwagę. Nie hałas, lecz wręcz przeciwnie. Cisza. Uświadomiła sobie, że w trakcie gdy intensywnie rozmyślała nad tym co zrobiła, za płotem ucichło, nie było słychać jakichś głośniejszych okrzyków.

Za to odniosła wrażenie, że słyszy jakieś przyciszone głosy. Ale jakby ich źródło znajdowało się ciut bliżej. Tak jakby parę osób stało tuż za płotem.

Skoncentrowała się, ale nie potrafiła rozróżnić słów. Nie odwracała się, jakby nie chcąc dać po sobie poznać, że zorientowała się, iż najpewniej jest obserwowana a przynajmniej stała się przedmiotem uwagi kilku chłopaków.

Do jej uszu dochodziły tylko strzępki rozmów, może komentarzy, albo jakiś śmieszek. Co faktycznie dowodziłoby, że to ona mogła stać się centrum uwagi. Takie dość typowe dla małolatów zachowania w podobnej sytuacji.

Zastanawiała się co zrobić i czy w ogóle zareagować. Czy może po prostu dalej leżeć i poczuć tak samo lekkie skrępowanie, jak i rozkoszną uległość z tytułu demonstrowania swego w sporej mierze nagiego ciała grupce zainteresowanych i pewnie w jakiś sposób nakręconych nastolatków.

I zanim podjęła decyzję, usłyszała jakiś odgłos i szelest. Uniosła głowę i spojrzała, że jakieś dwa metry obok niej przeleciała piłka. Spróbowała rozejrzeć się, na tyle, by nie unieść znad koca. Musiała przecież pamiętać, że stanik leży obok.

A z uwagi na to, że leżała tyłem do płotu sąsiada, nie było to łatwe i musiało minąć kilka sekund by usłyszała czyjś głos wyjaśniający sytuację.


- Przepraszamy… Piłka wpadła nam. Możemy po nią przyjść?

- Albo pani sama może nam odrzucić – zaproponował ktoś sugerując wprost coś niedwuznacznego.

Poruszyła się na kocu.

- No weźcie sobie – zareagowała w końcu, nie podnosząc głosu za bardzo.

Kilka sekund później usłyszała jak otwiera się furtka w płocie i wchodzi najpierw jeden a potem drugi chłopak. Ktoś jeszcze stanął w przejściu, ale nie wszedł na podwórko przypatrując się Kamili z dystansu.

- Dzień dobry – przywitał się Kacper. - Jednego kolegę trochę poniosło.

- Dzień dobry – odpowiedziała krótko.

Miała głowę lekko uniesioną a ręce schowane pod biustem. Tak na wszelki wypadek. Wystarczyło, że mogli widzieć prawie wszystko inne. Ją, prawie całą nagą. Prawie, z wyjątkiem pośladków, zakrywanych przez majtki, ale też nie w całości.

Poczuła lekkie mrowienie. W tej pozycji, w towarzystwie dwóch dorastających i mimo wszystko ubranych normalnie chłopaków czuła się trochę jak na wystawie. I o ile Kacper spojrzał na nią przelotnie, jakby nie chcąc uchodzić za nie wiadomo kogo, to jego towarzysz nie miał oporów przed bezczelnym wpatrywaniem się w kompletnie mu nieznaną pół nagą kobietę.

I nieco ją to zniesmaczyło. Poczuła lekką awersję do chłopaka.

Przeszedł tuż obok niej, nawet niemalże nad nią, jakby chciał ją w jakimś stopniu osaczyć. I rzeczywiście tak się poczuła. Jakby naruszył jej przestrzeń.

- Pani też korzysta z pogody – rzucił od niechcenia Kacper, jakby chcąc zatrzeć ewentualne nie najlepsze wrażenie.

- Tak jak wy – odpowiedziała krótko.


Poczuła lekkie mrowienie na skórze. Była to z lekka erotyzująca sytuacja. Ona prawie naga w towarzystwie dwóch praktycznie nieznanych jej chłopaków mogących oglądać ją do woli. Poczuła lekki ucisk w podbrzuszu.

- Bierz piłkę i wracamy – rzucił Kacper do towarzysza.

I gdy myślała, że to koniec, ten niespodziewanie zwrócił się do niej.

- Pani ma ale dobrze. Też by się chciało popływać.

Zaskoczyła ją ta propozycja, bo tak to odebrała. Bardziej poprzez ton, w którym od razu wyczuła naleganie i ochotę by pozostać tu dłużej i faktycznie skorzystać z basenu. Nim odpowiedziała usłyszała zza pleców lekki śmiech niedowierzania Kacpra.

- Daj spokój… Pani Kamilo, nie będziemy się narzucać – zreflektował się sąsiad.

- Hm… - przekrzywiła głowę, nie wiedząc co odpowiedzieć.

Normalnie nie miałaby na to ochoty, ale teraz, dzisiaj, wiedząc, że ma wolne kilkadziesiąt minut, może więcej… No i po tej niezwykle rozgrzewającej sytuacji z wysłanym zdjęciem…

I gdzieś nagle urosło w niej jakieś postanowienie, by nie zostawić tak tego drobnego policzka jaki otrzymała od drugiego z chłopaków. W jakiś irracjonalny sposób poczuła, że nadepnął jej na odcisk.

- Żaden problem dla mnie – odpowiedziała. - Chociaż uprzedzam, mam nie więcej niż jakąś godzinę. Jeśli wam tyle wystarczy, zapraszam.

Widziała, że zawahali się. To znaczy Kacper się zawahał, pewnie nie był przygotowany na takie zaproszenie i trochę nie wiedział czy się jednak nie narzuca.

Za to ten drugi chyba nie miał skrupułów. Wzruszył nieznacznie ramionami.

- Skoro pani to nie przeszkadza, to wołaj chłopaków – zwrócił się do Kacpra.

Ten wciąż chyba nie był pewny, zerknął raz jeszcze na Kamilę.


- Nie mam z tym problemu, jeśli chcecie skorzystać z basenu, to zapraszam – powtórzyła.

Tyle musiało wystarczyć. Tym bardziej, że ten drugi uznał już sprawę za rozstrzygniętą.

- Idź po resztę, ja już tu sobie poczekam – rzucił do Kacpra.

Jasne, poczekam… Zaczekam i popatrzę jak pani sąsiadka zakłada stanik, bo pewnie będzie musiała to zrobić i może przy okazji coś podejrzę…

I nie podobał się jej jego głos a w zasadzie ton. Był trochę zbyt władczy, zbyt pewny siebie, chociaż jego właściciel może nic sobą nie reprezentował.

Może dlatego to, że stał niemal nad nią i bezkarnie z bardzo bliskiej odległości patrzył na jej prawie nagie ciało tak samo ją wzburzało, jak i podniecało.

Przez chwilę miała ochotę poprosić go by się posłusznie oddalił i dał jej się w spokoju ubrać. Ale po namyśle stwierdziła, że o nic nie będzie się go prosić.

Uniosła się lekko znad koca, przycisnęła ramiona do ciała i postarała przybrać taką pozycję by natarczywy chłopak niczego nie widział. W sumie nie było to większym problemem. Tym bardziej, że nie miała wielkich, trudnych do okiełznania piersi.

Ale jednak stojąc za nią, mógł dostrzec jakieś fragmenty z boku. Niewielkie, ale jednak. Starała się to robić tak, by niczego nie widział. Mimo wszystko czuła jednak spore podniecenie, że jest obnażona i ubiera się na oczach zupełnie obcego chłopaka.

Czuła podniecenie i w jej głowie zaiskrzyło, by może jednak coś mu pokazać… Może wręcz „pomylić się”, jak przy wysłaniu fotki do Marcina i źle zapiąć stanik, w efekcie czego stanęłaby przed nim frontem z gołymi cyckami. Ech...

Nie, nie zdecydowała się na to i niczego mu nie pokazała. Chyba, że jakimś nadludzkim wysiłkiem sam dostrzegł co nieco. Ale jeśli już to bardzo mało.


Wstała z zapiętym stanikiem. On też stał i bezczelnie patrzył się na nią. Trochę w oczy, trochę lustrował wzrokiem jej ciało. Poczuła się rozbierana i nie mogła sobie czegoś odmówić.

- Zadowolony? - rzuciła niedwuznacznie w jego stronę i odwróciła od niego tyłem krocząc w stronę wejścia do basenu, mając przy tym świadomość, że chłopak z całą pewnością gapi się na jej dupę.

Ale komentarza nie zdążył wygłosić, bo przez furtkę na podwórko weszli Kacper i jeszcze dwóch chłopaków pewnie starszych nastolatków.

Chyba tylko w pierwszej sekundzie byli trochę wycofani, ale gdy powtórzyła zapewnienie, że mogą czuć się jak u siebie w domu, pewne napięcie znikło. A może zostało, tylko innego rodzaju.

- Przyniosę coś do picia – zaoferowała dodatkowo.

Odwracając się miała świadomość, że cztery pary oczu patrzą tylko w jedno miejsce. Nie nakręcało to jej, ale też nie czyniło żadnej krzywdy.

Gdy wróciła, cała czwórka korzystała z dobrodziejstwa basenu. Przeszła wzdłuż jednego z boków czując, że tym razem wszyscy patrzą na jej długie, zgrabne nogi. Sama nie do końca wiedziała co chce zrobić. Znów nabrała ochoty by trochę popływać, ale znaleźć się tam z czwórką nabuzowanych młodzieńców… Nie odpowiadało jej to. Niezależnie od wszystkiego musiała mieć na uwadze, że pewne rzeczy mogą widzieć sąsiedzi, szczególnie ci z naprzeciwka, czyli rodzina Kacpra.

A krzątając się dookoła mogła wychwycić na sobie spojrzenie Hadesa, bo jak zdążyła się zorientować, tak określano tego właśnie chłopaka, który zdążył ją zirytować. W sumie był nawet względnie przystojny a na pewno niebrzydki. Trochę wyższy od niej a ciało… No taki sobie miał, bez jakichś specjalnych efektów, ale też nie jakieś odpychające.

Spoglądał na nią raz po raz a i ona odwdzięczała mu się tym samym. W którymś momencie zmierzyli się spojrzeniami na dłużej. Nie wiedziała co wyczytać w jego oczach, poza tym, że chyba oceniał ją pod kątem osoby. Może miarkował na ile może sobie pozwolić?


W końcu jednak wyszli i ona też mogła skorzystać. Na moment postarała się zapomnieć o otoczeniu i trochę popływać, nacieszyć się wodą. Wciąż rozmyślając nad tym dlaczego Marcina jeszcze nie zadzwonił. Przecież musiał odebrać wiadomość i zorientować się co otrzymał. A może… Zresztą nieistotne.

Z jednej strony zachowywała się naturalnie, z drugiej starała się minimalnie podkręcić atmosferę, jakimiś gestami, jakimś gwałtowniejszym wypływaniem. Chłopacy przyciągnięci głośniejszym pluskiem wody mieli wytłumaczenie dlaczego akurat patrzą w jej stronę.

Choć w sumie, czy ktoś taki jak ona potrzebował stosowania dodatkowych bodźców do podgrzewania klimatu? Wystarczyło chyba po prostu przejść raz, czy drugi, zademonstrować swe ciało w stroju kąpielowym.

Zdążyła zauważyć, że goście zachowują się w stosunku do niej raczej normalnie. Kacpra zobowiązywał fakt bycia sąsiadem, dwa jego koledzy też trzymali poziom. Tylko ten Hades… Ze strzępek rozmów dowiedziała się a raczej domyśliła, że to jakiś muzyk. W sensie niby raper z tych nowoczesnych, co za bardzo rapować nie umieją, ale mają modne bity i jak się dobrze wypromują, to mogą stać się nawet względnie popularni. A ona, obracając się codziennie w gronie nastolatków była względnie zorientowana co jest mocne a co nie i rzeczywiście tę ksywę kojarzyła.

Hm, to by w dużym stopniu tłumaczyło jego zachowanie. Jakaś tam popularność podniosła mu pewność siebie, może z tego tytułu łatwiej nawiązywał kontakty z dziewczynami.

Wyprostowała się i podeszła na skraj basenu, po czym energicznym ruchem wyszła na ogródek. Znów ten plusk wody zwrócił na nią uwagę wszystkich czterech chłopaków. Uniosła ręce ku włosom, kropelki wody spadły na ziemię, może także na niebezpiecznie blisko znajdujących się chłopaków.

W jej opinii takie zachowanie było dość zmysłowe i mogło podkręcić ich emocje. I chyba podniosło, bo gdy przechodziła obok nie mogła nie zauważyć wlepionych w nią spojrzeń. Zrobiły jej na tyle dobrze, że chyba nawet za bardzo wczuła się i przez moment za bardzo zakręciła biodrami.


Sięgnęła po ręcznik wycierając włosy. Chłopacy powoli wracali do przerwanej rozmowy.

- Ty jesteś tym raperem takim? - wykorzystała moment przerwy i zwróciła się neutralnie do Hadesa.

- Tak ja – odpowiedział pewnym głosem i przybierając odpowiednią pozycję na krześle. W sensie rozwalił się na nim tak, jakby świat do niego należał.

- Podobają się pani jego kawałki? - zapytał ktoś.

- Przypuszczam, że nigdy żadnego nie słyszałam.

- Możemy pani puścić największy hit.

- Nie musicie się trudzić, nie jest to raczej coś co by mi się spodobało.

- A skąd pani wie, może się pani spodoba?

- Zawsze taka możliwość jest – wzruszyła ramionami.

- Puścimy pani ten, który ma najwięcej wyświetleń – nie ustępowali.

Chwilę później któryś z gości puścił jeden z utworów Hadesa. Słuchała nie oczekując cudów i w tym aspekcie niestety nie rozczarowała się. A może wręcz przeciwnie, poczuła z tego tytułu satysfakcję. To co usłyszała, potwierdzało jej spostrzeżenia na temat chłopaka.

Daniel jako stary fan hip hopu wielokrotnie uczulał ją na to, że najważniejsze są teksty, fajne, barwne, przemyślane linijki. Zresztą sama jako nauczycielka języka polskiego rozróżniała rzeczy lepsze od gorszych. No i tutaj… Nie usłyszała niczego co przyciągnęłoby jej uwagę. Nowoczesny, imprezowy kawałek z tekstami o dziewczynach, może nie jakimiś wulgarnymi, czy przesadnymi a już na pewno nie w tych czasach, ale po prostu… Słabizna, bez żadnej sensownej liryki.

Postanowiła zagrać trochę z ogniem. Odsunęła ręcznik, pozwalając, by opadł niżej na biodra, i przeszła obok basenu, celowo zwalniając kroku. Jej długie nogi, opalone i gładkie, błyszczały w słońcu, a ona wiedziała, że każdy jej ruch przyciąga uwagę. Hades nie ukrywał, że patrzy, a Kamila czuła, jak jego wzrok przesuwa się po jej ciele, zatrzymując się na chwilę dłużej tam, gdzie chciała, by się zatrzymał.

- I jak? - zapytał ktoś.


- Tak jak przypuszczałam, na moją playlistę to nie trafi. Nie obraźcie się za moją bezpośredniość.

- A może po prostu nie słucha pani odpowiednich rzeczy? Albo nie jest pani gotowa na to co mam do zaoferowania?

Jego słowa drażniły ją i wzbudzały emocje. Wypadał teraz właśnie jak ten nadęty typek, przekonany o swej zajebistości. Jeżeli komuś się nie podobało, to znaczy, że to była wina tego kogoś a niego własna.

Był taki właśnie pewny siebie, taki arogancki. I to właśnie sprawiało, że chciała go sprowokować jeszcze bardziej.

- Gotowa? - powtórzyła, szykując się na lekcję. - Uważasz, że jestem nastolatką, której łatwo zaimponować kilkoma rymami o imprezach, błyskotkach i dziewczynach? Szukam czegoś bardziej dojrzałego, tutaj po prostu tego nie ma.

Zamilkł na chwilę, jakby uciszony, ale widziała w nim chęć do pewnej konfrontacji.

Dojrzałego? – powtórzył a w jego głosie pojawiła się nuta prowokacji. – A co pani ma na myśli?

Na tego typu pytanie czekała. Uśmiechnęła się lekko, wiedząc, że wszystko idzie po jej myśli. Postanowiła pociągnąć temat dalej, podnosząc temperaturę jeszcze bardziej.

- Na przykład kiedy nawijasz o takich rzeczach, skupiasz się na aspekcie fizycznym, na pewnej wulgarności. W tym zupełnie nie ma emocji. A to właśnie emocje są najważniejsze. Na przykład… No dobrze, nie wiem, czy powinnam akurat ten przykład podawać… - zawahała się, przywołując na twarz przepraszający uśmiech.

- Niech pani mówi, słuchamy… - zachęcił Hades, poparty przez jednego z kolegów.

- No dobrze… Na przykład miałam kiedyś przygodę z pewną, bardzo piękną dziewczyną i…

Urwała na sekundę, niby nie zwracając uwagi na reakcję chłopaków, ich zaskoczone spojrzenia. Wiedziała, że niezależnie od tego co teraz powie, oni będą wyobrażać sobie coś innego.


- I gdybym miała napisać o tym kawałek, to nie skupiłabym się na fizycznych aspektach a jeśli już to raczej o takich subtelnych. Na przykład o tym, jak do tego doszło, że na pewnej domówce gdy stałam w kuchni, ona podeszła do mnie od tyłu, chwyciła lekko za biodra, odsunęła włosy, dmuchnęła lekko w kark, zaskakując mnie tym i siejąc mocny zamęt w głowie. I właśnie na tym, na tych emocjach, na szaleństwie w głowie należałoby się skupić a nie na tym, że poszłyśmy do pokoju, zrzuciłyśmy ciuchy i zaczęłyśmy podziwiać swoje piersi, czy… No, wystarczy – machnęła ręką.

- Nie no, niech pani kontynuuje – zaprotestował któryś z chłopaków.

- Wystarczy – ucięła bardziej zdecydowanym tonem. - To i tak za dużo.

- I jak było – po sekundzie milczenia zapytał Hades, nie odpuszczając. - Podobało się pani?

- Było inne – tym razem celowo wyrażała się oszczędnie. Wiedziała, że w ten sposób nakręca chłopaków jeszcze silniej.

- A gdyby teraz miała pani okazję? - nie ustępował Hades.

Mimo wszystko musiała docenić jego bezpośredniość. Może życie go jej nauczyło? Może triumfy na polu damsko-męskim, które zawdzięczał swej popularności wśród nastolatek sprawiły, że nabrał tej trochę bezczelnej pewności siebie? Pewnie tak.

- To zależy – wciąż starała się być oszczędna. - Od okoliczności, od nastroju… Może gdyby pojawiła się jakaś zniewalająca piękność…

- Taka jak pani?

Zauważyła lekki, prowokacyjny uśmiech na jego twarzy. Nie odwzajemniła swojego. Zamiast tego odwróciła się.

- Idę po coś do picia – oznajmiła. - Zaraz wracam.


Nie spieszyła się, mając świadomość, że kilka par oczu śledzi jej pół nagie ciało. Że są oni bardziej podnieceni niż wcześniej. Bo nie dość, że pooglądali sobie atrakcyjną starszą kobietę w bardzo skąpym stroju, to jeszcze poznali jedna z jej perwersyjnych tajemnic. Tego, że nie miała nic wspólnego z rzeczywistością nie wiedzieli i nie miało to zresztą teraz znaczenia.

Kamila wróciła nad basen, niosąc w rękach kilka butelek zimnej wody. Chłopacy wciąż byli w wodzie, ale ich rozmowa wyraźnie się urwała, gdy tylko się pojawiła. W powietrzu unosiło się napięcie, a ich spojrzenia zdawały się pytać, co dalej? Hades, jak zwykle, był tym, który pierwszy przerwał milczenie.

- Pani Kamilo, mówiła pani o emocjach, ale może czasem należy skupić się na czymś innym, bo emocje to nie wszystko?

Wiedziała, że próbuje ją prowokować, ale był za młody i hm… za słaby, by uświadomić sobie, że bierze udział w jej grze, że to ona wszystko kontroluje. Że bawi ją ta sytuacja i jednocześnie nakręca.

- Właśnie o to chodzi – znów zatrzymała się przed nimi, jakby nie zdając sobie sprawy, że prezentuje im swe pół nagie ciało, niczym na patelni. - Że w twoich kawałkach brakuje tego głębszego przekazu, tych głębszych wersów. Te o imprezach i dziewczynach są proste i w zasadzie każdy może coś takiego napisać. Ale nie ma w tym emocji. Nie ma w tym prawdziwej historii, która sprawiłaby, że ludzie czują coś więcej, niż tylko chwilową ekscytację. A jeśli tego nie ma, to i opowieść o cyckach i dupach nie wzbudza żadnych emocji.

- A może ludzie chcą usłyszeć czasami tylko coś o zabawie a nie o czymś poważniejszym? - zapytał.

- Może – zgodziła się. - Ale wtedy właśnie nie jest to dla mnie niczym istotnym. Może być dla waszych rówieśników, ale nie dla mnie, dwa razy starszej.

I nim doszli do głosu, kontynuowała chcąc jeszcze trochę podnieść atmosferę.


- Innymi słowy, gdybym miała opowiadać komuś tą historię z tamtą dziewczyną, to nie opowiadałabym o tym, jak obnażamy swoje ciała, jak dotykami swoich piersi, jak łapiemy się za pośladki, tylko o tym co działo się w mojej głowie, jak reagował mój umysł. Nie wszystko musi być dosłowne.

- To może… - zaczął trochę mniej pewnym tonem ktoś inny, ale zaraz nabrał wigoru. - Udzieli nam pani lekcji i opowie tak jak się powinno opowiadać takie historie?

Pokiwała lekko głową. Dostrzegła uśmiechy na twarzach wszystkich gości.

- Jeżeli mam opowiadać takie historie, to jednak komuś trochę bliższemu – skwitowała subtelnie.

Trochę biła się z własnymi myślami. Wiedziała, że gdyby teraz coś wymyśliła i kontynuowała temat, to na pewno nakręciłaby ich jeszcze bardziej, ale z drugiej strony, takie niedopowiedzenia, taka oszczędność, tajemnica… To też nakręcało i może nawet niemniej niż dosłowność.

- Ale może jakiś przykład – nie ustępowali.

Chciała odmówić, ale nagle coś jej przyszło do głowy.

- No dobrze… - zgodziła się. - Wyobraźcie sobie, że jesteście na imprezie, czy to w klubie, albo choćby tak jak teraz na basenie. Jest grupa ludzi, chłopacy, dziewczyny, muzyka, alkohol. I nagle zauważacie kogoś kto przyciąga waszą uwagę. I to niekoniecznie jakąś wybitną urodą. Po prostu czymś. Tym jak się zachowuje, jak patrzy, jak się uśmiecha, jak prowokuje was, byście podeszli i zaczęli rozmowę. Rozmowę, która toczy się półsłówkami, niedopowiedzeniami, które sprawiają, że jesteście jeszcze bardziej zaintrygowani. Może nawet, mówiąc wprost ugotowani. Bez żadnych dup, żadnych cycków. I to jest piękne. I o czymś takim chętnie bym posłuchała.

Ważyła słowa. Celowo jako przykład imprezy podała przykład tego basenu. Celowo użyła słów takich jak „dupa” i „cycki”. To dawało im do myślenia i utrzymywało klimat.


I
nim zdążyli to skomentować, postanowiła zachować się jeszcze odważniej, w zasadzie tak jak raczej się nie zachowywała. Niby zainteresowana tym co dookoła, odwróciła się powoli, tak aby chłopacy mieli znów bezpośredni wgląd w jej długie, nagie nogi i tyłek okryty cienkimi majtkami. Z bok, z tyłu, znowu z boku. A potem z przodu, gdy znów stanęła do nich frontem zwracając się do rapera i wbiła w niego wzrok.

- Rozumiem, że możesz mieć z tym problem, gdy nigdy czegoś podobnego nie przeżyłeś. Może nigdy nie trafiłeś na kobietę, która tak prawdziwie by cię zainteresowała, nie wiem, ale wiele na to wskazuje. Może były to tylko nieskomplikowane nastolatki...

Jej postawa i słowa zdecydowanie musiała dać mu odpowiednie skojarzenia, gdy wspominała o tej odpowiedniej kobiecie.

Chyba na chwilę stłamsiła go, ale gdy któryś z kolegów parsknął cichym śmiechem, odzyskał rezon.

- No, na taką pewnie nie… - uśmiechnął się dość bezczelnie.

Kiwnęła głową, prawidłowo odbierając jego reakcję. Wykorzystał sytuację by rzucić niedwuznaczny tekst. Tyle mógł ugrać. Ciekawiło ją, czy liczył na coś jeszcze więcej. Normalny chłopak miałby bardziej trzeźwe spojrzenia, ale on… Kto wie.

Odwróciła się raz jeszcze, robiąc kilka kroków w stronę telefonu. Zerknęła na zegar.

- Panowie… - zaczęła z wolna. - Pogoda jest piękna, ale ja mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Mam nadzieję, że spędziliście ten czas przyjemnie.

- Bardzo – skwitował to któryś.

Zrozumieli ton wypowiedzi pięknej sąsiadki. Leniwie wstali z miejsc. Nie spieszyło im się, Kamila czuła ich spojrzenia wbijające się w jej ciało, tak jakby wciąż było im mało. Te spojrzenia krępowały ją, jak i rozgrzewały.

Najwolniej zbierał się Hades komentując coś pod nosem, tak jakby czul, że to nie musi być koniec. Kacper i jego dwaj koledzy kierowali się już w stronę furtki. Kamila wiedziała, że to ten moment.

- Ktoś mógłby pomóc odnieść te butelki? - rzuciła niezbyt głośno, tak by przede wszystkim dotarły do właściwego adresata.


- Ja mogę – zaoferował się Hades. - Nie ma problemu.

- Dziękuję bardzo – spojrzała w jego oczy.

Spojrzała prowokacyjnie, uśmiechając się lekko. Tak jakby chcąc sprawić, by on rzeczywiście mógł pomyśleć, że cholera, przecież…

Odwróciła się i podążyła w stronę domu a Hades podążył za nią. Czuła erotyzm tej sytuacji. Teraz byli już tylko we dwójkę. Mało tego, to ona szła przodem a on tuż za nią kolejny raz mógł bez przeszkód oglądać jej półnagie ciało.

Wiedziała dobrze, że jego wzrok pada na jej długie, zgrabne, wciąż jednak ponętne nogi. Na jej nagie plecy, no, to pewnie najmniej przyciągało wzrok… I na jej pośladki opięte cienką tkaniną. Być może nawet w tej chwili wyobrażał sobie jak zrywa z niej te majtki, chcąc dobrać się do jej gołej dupy.

Czuła jak podnieca ją ta myśl. Nie zapanowała nad sobą i cichutko westchnęła. Czuła buzujące w niej emocje. Czuła się trochę jak striptizerka, wręcz prostytutka.

Gdy weszli do domu, zaprowadziła go na piętro w stronę kuchni, znów w tej sytuacji jeszcze bardziej była wystawiona na jego wzrok, ba tym razem on zasadniczo miał oczy centralnie na wysokości jej tyłka.

- Dziękuję – odezwała się, gdy dotarli do miejsca. - To miło z twojej strony.

- Nie ma sprawy – odparł lapidarnie. - Cieszy mnie, że mogłem pomóc tak pięknej kobiecie.

Ach, tak…

Jego słowa zabrzmiały sztywno, ale wyraził nimi to co trzeba. I gdy teraz poczuła trochę pustkę, nie bardzo wiedzieć jak to poprowadzić dalej, zauważyła, że raper nie zamierzał wyjść. Przystanął w kuchni, znów za jej plecami, gdy ona w tym czasie zaczęła zmywać szklanki.

- Podoba ci się? - zapytała prowokacyjnie, ale subtelnie po kilku sekundach.


- A ma pani wątpliwości?

Uhm… Poczuła mrowienie, jej ciało na moment zesztywniało, sytuacja zaczęła biec odpowiednim torem i nabierać rozpędu.

I nim odpowiedziała, usłyszała.

- Wie pani, że teraz w tej sytuacji… Przypomina mi pani tą historię, którą pani nam opowiedziała o tej dziewczynie.

- Tak? - nie wysiliła się na poważniejszy komentarz, ciekawa jego słów.

- No tak. Jest bardzo podobnie, zgodne z tym co pani mówiła. Też mógłbym panią zaskoczyć.

No i w jakiś sposób swój cel osiągnął. Jego pewność siebie nieco ją zaskoczyła.

- No cóż… - chrząknęła i uśmiechnęła lekko. - Może tamta dziewczyna mnie przyjemnie zaskoczyła i miała więcej atutów? Może wiedziała jak obchodzić się z kobietami?

- Uważa pani, że nie potrafię?

Rzucając głową w bok wychwyciła, że zbliżył się do niej. Poczuła jego zapach, jeszcze nie dotyk.

- Wydaje mi się, że miałbyś problem, by trafić w zmysły kobiety – odpowiedziała, jakby ignorując jego ruch.

Wtedy poczuła. Jego dłonie na swych biodrach. Powstrzymała wzdrygnięcie, znieruchomiała. Zastanawiała się jak bardzo łatwa mogła być dla niego. Czy nie powinna podroczyć się z nim jeszcze trochę, czy może pozwolić i jemu i sobie na to by akcja nabrała jeszcze większego rozpędu.

A w tym czasie jego dłonie przesunęły się wyżej. Może widząc, że piękna sąsiadka jego kolegi nie stawia oporu poczuł przyzwolenie. Kamila zastygła, jakby czekając na ciąg dalszy. Czuła mrowienie przebiegające przez jej prawie nagie ciało.

- Szkoda, że gdy weszliśmy do ogródka zapięła pani stanik. Byłoby fajniej, gdyby go pani nie miała.


Przymknęła na chwilę oczy. Mistrzem flirtu to on nie był, ale odwagi mu nie brakowało. Poczuła jego dłonie na plecach, na pasku stanika.

- Nie jestem przekonana, czy potrafisz rozpiąć stanik – subtelnym głosem postanowiła sprowokować go jeszcze mocniej, tym razem w sposób już ewidentnie oczywisty.

Kontrolowała sytuację, ale teraz… Przecież po to to wszystko to robiła, po to by przeżyć te niesamowicie zmysłowe, erotyczne emocje. Jakże łatwo było im ulec i przegrać wszystko… Na chwilę zastygła, czując narastające emocje, podniecenie, oddając się tej chwili, w której obcy, dość prosty, ale bezczelnie pewny siebie jakiś nastoletni idol nastolatek rozpinał jej stanik.

Powstrzymała głęboki oddech, by nie zdradzić swych narastających emocji, gdy poczuła jak stanik nagle poluzował się, gdy jej piersi wydostały z miseczek na wolność. Na wszelki wypadek przycisnęła nieco ramiona, ale gdyby Hades nachylił się nad nią… Nie zrobił tego, głównie dlatego, że nie przewyższał jej wzrostem.

Ale miała przecież świadomość, że widzi jej nagie plecy. I wiedziała, że on uświadomił sobie czego dokonał i że to jeszcze nie będzie koniec.

- Zadowolony? - rzuciła głową w bok, starając się zachować w miarę neutralny ton.

- Nie spodziewałem się tego.

Oho, czyżby i sam zadziwił się tym jak mu poszło?

- Może się pani odwrócić?

- Po co? - zareagowała.

- Dobrze pani wie...

Znów rzuciła głową za siebie starając się ogarnąć jego postać.

- Niewiele się nauczyłeś. Czy nie jest to sytuacja, w której pomijamy dosłowność a zostawiamy tajemnicę i niedopowiedzenia?

Trafiła w dziesiątkę i była cholernie ciekawa jego reakcji.


- To może mnie nauczysz?

Po tonie głosu zrozumiała, że jest na skraju. Że trochę się zagubił i jednak nie jest taki pewny, by wiedzieć co nastąpi dalej. Musiały to sprawić jej ostatnie słowa.

- A co chciałbyś zrobić? - zniżyła nieco głos.

Jego spojrzenie poszło w dół. Poczuła jego dłonie na biodrach.

- Chciałbym poznać tajemnicę twoich majtek.

Hm… To zabrzmiało...

- Nie musisz ich ze mnie zdejmować – podtrzymała ton. - Są inne sposoby.

Nie wiedziała, czy zrozumie. Nie chciała go prowadzić za rączkę. On sam musiał.

I o dziwo, zrozumiał. Poczuła jak chwyta materiał od dołu, z prawej strony jak delikatnie odchyla, go unosi, odsłaniając jej prawy pośladek.

Zamknęła oczy i rozchyliła lekko usta, oblizując wyschnięte wargi. Czuła szybciej bijące serce, czuła coraz większe podniecenie. Na dużo pozwalała i sobie i jeszcze bardziej temu chłopakowi. O wiele za dużo. I to ją strasznie podniecało. Chłonęła jak to samo co wcześniej, robi z drugą stroną. Jak odsłania materiał z lewej strony. Jak robi z jej majtek stringi, które praktycznie w całości odsłaniają jej nagie pośladki. Jej gołe dupsko.

- Już lepiej? - opanowała emocje i znów spojrzała w bok, starając się uchwycić postać Hadesa.

Nie odpowiedział. Nie powstrzymała drgnięcia, gdy poczuła jego dłonie na swoich nagich pośladkach. Ścisnęły je. Znów zamknęła oczy pozwalając się ponieść emocjom, tym, że pozwala macać swój nagi tyłek.

- Aj – wyrwało się z jej ust, gdy nieoczekiwanie poczuła klapsa.

Serce zabiło jej mocniej. Odważył się na to. I na coś jeszcze...

Chwycił ją za biodra i odwrócił frontem do siebie. Na chwilę zacisnęła ramiona, próbując zakryć swoje piersi, ale nie za bardzo to się udało.


- Skończmy tą grę – odezwał się podnieconym tonem. - Nauczyłem się, teraz przejdźmy do konkretów.

Pochylił się ku niej gwałtownie, całując jej szyję a ona nie powstrzymała uśmiechu. Niczego się nie nauczył, przegrał.

Pozwalała ma na na silne, gwałtowne pocałunki. Jego usta wbijały się w jej szyję, dekolt, próbowały znaleźć jej usta, ale uciekła od tego. Pozwalała mu na to by jego dłonie silnie obłapywały jej pośladki. Pozwalała mu się macać. Do momentu, gdy rozchylił jej dłonie i usiłował wziąć w usta jej piersi.

- Zaraz – powstrzymała go, próbując wykonać krok.

Ale Hades nie ustąpił. Zaskoczył ją swoją gwałtownością. Korzystając z chwili nieuwagi jego dłonie wślizgnęły się pod majtki i ściągnęły je z jej bioder.

- Ej! - zaprotestowała niezgrabnie, ale nie powstrzymała go. Hades nie odpuścił, pochylił się i majtki znalazły się na podłodze. Stała przed nim kompletnie naga.

Na chwilę przestraszyła ją ta gwałtowność młodego rapera, ale szybko zapanowała nad sobą.

- Masz wszystko co chciałeś – odezwała się.

- Nie wszystko – odpowiedział a jego wzrok przesuwał się z jej oczu po jej nagie łono.

- A czego jeszcze chcesz?

- Przecież wiesz – zbliżył się, znów próbując objąć i dobrać się do niej, ale tym razem umknęła mu.

- Spróbuj złapać króliczka!

Szybkim ruchem wydostała się z kuchni i tuszyła w stronę pokoju. Hades podążył za nią, próbując dotrzymać jej kroku.


Weszła do pokoju i podeszła do drzwi balkonowych. Były otwarte, wyszła na zewnątrz. Balkon był ukryty w cieniu murów i roślin. Oczywiście z niektórych miejsc ktoś mógłby dostrzec ją nagą, ale to ryzyko było niewielkie, wręcz żadne. Wiedziała jak i gdzie stanąć by być bezpieczna.

- Chcesz to zrobić tutaj? - zapytał zdyszany Hades.

- Co zrobić? - zapytała, panując nad głosem. - Zrobiłam to co chciałam, nie uczynię kroku więcej.

Wydawał się trochę zdezorientowany, wydał z siebie jakieś urwane słowo.

- Masz mnie nagą – oświadczyła, czując satysfakcję, że panuje nad głosem. - A ty… Ciebie też się doczekam?

Zareagował posłusznie. O dziwo. Patrzyła jak zdejmuje z siebie kąpielówki. Spojrzała na jego penisa, wyraźnie był poruszony, stał kierując się w jej stronę.

Hades jakby z satysfakcją chwycił go w dłoń, próbując zbliżyć się do Kamili.

- Stój – powstrzymała go. - Pokaż mi jak to robisz.

- Jak co robię? - chyba naprawdę nie wiedział.

- Jak to robisz – powtórzyła. - Jak to robisz, gdy widzisz tak atrakcyjną kobietę, która rozpaliła twoje zmysły i jest kompletnie naga.

Przez chwilę stali oboje w milczeniu, nadzy, patrząc na siebie. Ale Hades nie wytrzymał. Był zbyt podniecony i to podniecenie musiało znaleźć ujście w taki, czy inny sposób.

Zresztą już wcześniej chwycił w dłoń swego penisa nerwowo go podrażniając. Teraz zachęcony słowami Kamili przestał się krygować.

Po chwili gdy musiała trzymać emocje na wodzy, Kamila znów poczuła narastające podniecenie. To na co się zdecydowała, uwłaczało jej. Pozwoliła się rozebrać do naga i wymacać przede wszystkim po dupie temu w gruncie rzeczy mało przyjemnemu typowi. Owszem na koniec utarła mu nosa, stawiając szlaban, ale…


No ale była naga. On widział jej całe ciało nagie, patrzył na jej odsłonięte piersi, na jej wzgórek łonowy, na jej długie nogi, ponętne uda. Widział i intensywnie masował swego kutasa.

Tym samym znów mogła poczuć się nie tylko jak striptizerka, ale właśnie jak prostytutka. Przecież nie czerpała z tego właściwej, fizycznej przyjemności. W zasadzie tylko ta emocjonalną i z innego powodu niż powinna ją odczuwać. Poniekąd była właśnie jak prostytutka wykorzystywana przez klienta.

Na szczęście nie w całości. Postawiła szlaban w odpowiednim momencie, tam gdzie chciała. Teraz patrzyła na stojącego przed nią Hadesa intensywnie walącego konia. Chyba dotarło do niego, że osiągnął maksimum i robił to na co mógł sobie w tej sytuacji pozwolić.

Patrzyła na jego młodzieńcze, naprężone ciało, na jego dłoń zaciśniętą na penisie, na jego otwierające się usta, słuchała jego przyspieszonego oddechu.

- Może chcesz innej perspektywy? - odezwała się po chwili milczenia. - Może teraz wolisz spojrzeć na to…?

Nie czekała na odpowiedź. Odwróciła się tyłem, eksponując w stronę Hadesa swój nagi tyłek. Teraz mogła pozwolić sobie na to by ulec emocjom. Zamknęła oczy, chłonąć tą chwilę. Chwilę, w której wypinała gołą dupę w stronę walącego konia nastolatka.

Teraz i ona otworzyła usta szerzej, wzdychając cichutko. Czuła, że jej cipka jest wilgotna i prawdę mówiąc, gdyby to był ktoś inny… Jej cipka domagała się pieszczot, nawet przez chwilę przeszło jej na myśl by ją popieścić, ale powstrzymała się. Gdyby zaczęła musiałaby kontynuować aż do finału a tego wolała uniknąć.

- A może jeszcze inaczej? - zwróciła się do Hadesa, odwracając głowę.

I mówiąc to uniosła wysoko prawą nogę, opierając ją o barierkę. Poczuła ogromne podniecenie. Do tej pory Hades widział jej gołą dupę, teraz miał coś jeszcze, widział także jej nagą cipkę.


Mógł się tylko domyślać, że ta cipka jest teraz rozgrzana, wilgotna i bardzo domaga się silnych pieszczot. Domaga się tego, by ktoś zbliżył się, chwycił jej właścicielkę mocno za biodra, unieruchomił ją i wszedł ostro sztywnym kutasem zdobywając ją na własność.

Na samą myśl Kamila zamknęła oczy raz jeszcze i przytrzymała się mocniej barierki. Nie była chyba nawet do końca pewna, co by było gdyby Hades poczuł się zachęcony tym widokiem i ruszył do przodu usiłując wepchnąć rozgrzanego kutasa w jej cipkę i wyruchać do końca.

- Patrz na mnie – szepnęła, chcąc odgonić na te najbardziej perwersyjne myśli. - I masuj swojego kutasa… Wiem, że chciałbyś mnie wyruchać, ale nie teraz. Może gdy kiedyś dojrzejesz do emocjonalnej gry…

Może na swój sposób odebrał to jako zachętę do zbliżenia się do niej. Drgnęła, gdy poczuła kolejny tego dnia dotyk jego dłoni na swych pośladkach. Ale nie powstrzymała go.

- Macaj… - znów odezwała się cicho. - Powiedz jak ci się podobam, jak ci się podoba moje ciało, to może spuścisz się na nie…

- Jest zajebiste – wychrypiał po dłuższej chwili milczenia. - Ruchałbym cię do upadłego…

Milczała przez moment, zamykając na sekundę oczy po tych słowach.

- Chciałbyś się spuścić na mnie? - zapytała subtelnym tonem.

- Tak…

- To zrób to… - zachęciła go chyba dość nieudolnie próbując ukryć własne podniecenie. - Już odpowiednio długo to robisz… Wyobraź sobie, jak mnie tu rżniesz, jak pieprzysz, dając upust swoim emocjom. Nie miałeś nigdy takiej kobiety i nie wiesz jakie to uczucie, prawda…? Użyj wyobraźni, pomyśl o tym jak bierzesz mnie na własność, jak wbijasz się swoim kutasem w moją cipkę… No…

Przerwała. Z szybkości ruchów Hadesa uświadomiła sobie, że to…


- Ach…! - jęknął głośno chłopak.

Sperma wystrzeliła wprost w stronę pośladków Kamili. Ta przyjęła ten wystrzał szybszym biciem serca. Znów poczuła potworną uległość, potworne poniżenie. Pozwoliła sobie na to by przyjąć spermę na swoim ciele, w tak intymnym miejscu. By ten pewniaczek spuścił się na jej gołą dupę. Stała tak przez chwilę chłonąc ten moment. Moment, w którym sperma obcego nastolatka spływała powoli z jej nagich pośladków na jej uda.

- Ach… - znów jęknął Hades.

Ale widziała, że już się uspokaja, że emocje siłą rzeczy opadają. Wciąż jeszcze stał nagi, jego ciało drżało a jego penis był czerwony.

- W porządku – Kamila odwróciła się frontem do nastoletniego rapera. - Teraz musisz się ubrać i wyjść.

Chyba nie do końca miał na to ochotę, chyba jeszcze próbował…

- Pospiesz się – ponagliła go, nie pozwalając na reakcję. - Za góra piętnaście minut przyjedzie mój mąż. Chciałbyś go poznać? Bierz to – wskazała leżące na podłodze kąpielówki – I leć do siebie – skierowała palec w stronę sąsiada.

Minutę później usłyszała kroki schodzącego w dół Hadesa.

Chwilę stała jeszcze naga, potem udała się do łazienki by zmyć z siebie pozostałości po spermie nastoletniego rapera. Następnie wyszła do pokoju i zaczęła się ubierać.

Musiała przygotować obiad a potem wyjść do szkoły. Wakacje nie zwalniały z obowiązków nauczycielskich. I nie tylko takich.

I to o nich rozmyślała wchodząc rozedrgana do kuchni i biorąc się do pracy.



3. Po południu w szkole.



Godzinę później ubrana w spodnie, koszulę i obowiązkowo w asyście stukotu szpilek kroczyła szkolnym korytarzem. Zawsze gdy była bardziej podniecona wkładała szpilki. Czuła się w tym bardziej kobieco, bardziej erotycznie. Czy inni też tak ją wtedy odbierali? Hm...


Po drodze minęła wychodzące koleżanki z pracy, z którymi wymieniła uprzejmie przywitania. Gdy wyjmowała klucze do gabinetu zaskoczył ją Kuba, najmłodszy z grona nauczycielskiego matematyk. Nie bez słuszności oceniała go jako dość bezczelnego, pewnego siebie aroganckiego bufona.

- Cześć – rzucił niedbale. - Co tak...

- Dzień dobry – uściśliła bardziej oficjalnym tonem. Wolała by ich stosunki pozostały na bardziej służbowej stopie.

- Uhm… - rzucił, jakby nieco utemperowany, ale nie omieszkał przy tym otaksować całej sylwetki swojej przełożonej.

Kamila poczuła z tego tytułu pewną irytację, ale i lekki dreszczyk na skórze. Hm… Gdyby mogła czytać w myślach pewnie usłyszałaby teraz coś w stylu „ale ma fajne dupsko.”

Mimowolnie zacisnęła pośladki, jak gdyby Kuba rzeczywiście chciał się w nie wbić swoim kuta… Nie no, czy trochę nie przesadzała? Czy wszystko nie zaczęło się jej kojarzyć tylko z jednym?

- Masz jakąś konkretną sprawę? - zapytała otwierając drzwi.

- Wiesz co… - zaczął wolno.

- Pani dyrektor – podkreśliła soczyście.

Co za sucz...”, tak to na bank padło teraz właśnie jego głowie.

- Pani dyrektor – odezwał się bardziej zdecydowanie, jakby nie chcąc dać za wygraną. - Zostałem zobligowany przez grono licealistów do tego by podjąć temat strojów szkolnych. Wielu z nich uważa, że restrykcje polegające na zakazie przychodzenia do szkoły w krótkich spodenkach, oraz krótkich spódniczkach mocno trącą średniowieczem.

- Ach, tak… Uzasadnili to jakoś bardziej, niż tylko poprzez zastosowanie utartego sloganu?


- Uzasadniono to tym, że niektóre panie z kadry pedagogicznej potrafią czasem eksponować swą niezaprzeczalna kobiecość i ubrać się dużo odważniej, niż jest to przewidziane w regulaminie szkoły – rzucił mocno niedwuznacznie.

Na sekundę znieruchomiała. Aluzja była dość czytelna.

- Czy mieli kogoś konkretnego na myśli?

- A po co mówić o nazwiskach? Ważne, że takie fakty miały miejsce - Kuba wyraźnie droczył się z nią.

Trochę nie wiedziała co odpowiedzieć. A tak naprawdę nie miała teraz czasu i ochoty na by wchodzić w szczegóły dotyczące tej sprawy. Ani w sumie żadnej innej.

- Kuba – odezwała się nieco łagodniej. - Mam teraz na głowie inne sprawy. Do tej wrócimy kiedy indziej, w porządku?

- Oczywiście – uśmiechnął się z lekką ironią. - Cieszy mnie fakt, że potrafi pani przyjąć postawę negocjacyjną.

Jego słowa połączone ze spojrzeniem, którym nad wyraz bezczelnie przejechał ją sylwetkę od oczu po same stopy, sprawiły, że krew w jej żyłach wzburzyła się.

- Do widzenia – rzuciła tylko wytrącona z równowagi i zamknęła drzwi.

Była w swoim królestwie, ale w zasadzie tylko rozejrzała się po nim. Nie miała tu nic poważniejszego do roboty. Podeszła do okna i spojrzała na szkolne boisko, które już za kilka tygodni miało zaroić się od tłumu nastolatków. Ale póki co było puste i ciche.

Zamyśliła się przez chwilę nad Marcinem. Wciąż nie miała od niego żadnej wiadomości. Coś tu nie grało. Nawet gdyby miał jednak wbrew przypuszczeniom okazać się człowiekiem z zasadami, to jednak powinien odpisać, spróbować wyjaśnić co się stało, skąd taka wiadomość, z takim nieoczekiwanym załącznikiem? Jej telefon jednak milczał.


Może on jednak był bystrzejszy i nagle postanowił rozegrać tą akcję po swojemu? Wszystko było możliwe.

Odsunęła się od okna a chwilę później opuściła gabinet, wychodząc na pusty korytarz. Skierowała się w stronę jednej z sal lekcyjnych a ciszę panującą w szkole przerywał tylko stukot szpilek. Dziwne, czy nie, ale sprawiał jej on sporo satysfakcji i poprawiał nastrój. Tak bardzo, że idąc zaczęła kręcić biodrami, niczym modelka na wybiegu.

Otworzyła kluczem drzwi do jednej z sal, wchodząc do środka. Rzuciła okiem sprawdzając wygląd i odliczając wszystkie potrzebne rzeczy. Stoliki i krzesła stały poustawiane równo, na parapetach znajdowały się kwiaty. Wszystko było jak w najlepszym porządku.

Usiadła za biurkiem. Pani dyrektor… Uśmiechnęła się do siebie. Niby głupota a jednak dawała jej sporo satysfakcji. Gdzieś w tym życiu doszła. Ciekawe, czy prawie dwadzieścia lat temu, gdy zdawała maturę w tej samej szkole przyszło jej do głowy, że niecałe dwie dekady później będzie dyrektorką tego właśnie liceum? Chyba nie.

Z zamyślenia wyrwał ją odgłos kroków a sekundę później drzwi otworzyły się i ujrzała w nich młodego chłopaka.

- Dzień dobry pani dyrektor – usłyszała z jego ust. - Albo cześć Kamila. Proszę sobie wybrać.

Uśmiechnęła się. Wszedł w swoim dość zawadiackim stylu, ale dalekim od bufonowatej pewności siebie. Bardzo to u niego lubiła.

- Dzień dobry Christer – odpowiedziała. - Już przed chwila był taki jeden, który poczuł się zbyt pewnie z „tykaniem”.

- I jak go pani usadziła? - zapytał zaciekawiony.

- Usiądź ty – wskazała bliżej nieokreślone miejsce w sali lekcyjnej.

- Idealna okazja by spełnić swoje niezrealizowane marzenie… - urwał na chwilę tajemniczo. - I usiąść w pierwszej ławce.


Tak jak wcześniej Kuba ją, tak teraz ona otaksowała sylwetkę Christera wzrokiem. Był praktycznie jej wzrostu, co dodawało mu uroku biorąc pod uwagę charakter ich znajomości. Miał na sobie ciemną koszulkę i takie same szorty. Uwielbiała ten styl. Dzięki temu mogła dostrzec niezłą opaleniznę na jego skórze.

Był szczupły, miał jasne włosy i twarz, która uświadamiała, że wciąż jest jeszcze bardziej licealistą, niż studentem. Na szczęście oparł się pokusie zapuszczenia zarostu.

- Powiedz od razu gdzie się tak pięknie opaliłeś? - zagaiła.

- Byłem u siebie w Szwecji, nic ciekawego, ale przynajmniej właśnie to stamtąd przywiozłem. Ale pani chyba też nie próżnowała?

- Też staram się wykorzystać pogodę – odpowiedziała czując jego spojrzenie na sobie.

- Jezioro? Basen?

- Basen we własnym ogródku - sprecyzowała.

- Mam wyrazić pretensje, że nigdy mnie pani nie zaprosiła?

- Przecież w Szwecji miałeś w czym wybierać.

- Ale nie było aż takich widoków – patrzył jej prosto w oczy, wyraźnie dając do zrozumienia co ma na myśli. - I okazuje się, że pani sąsiedzi też mieli dużo fajniej.

Nie wiedziała co odpowiedzieć, woląc przemilczeć temat wydarzeń z wcześniejszej fazy tego dnia. Mogła mu to opowiedzieć, ale nie teraz.

Zamiast tego wstała i przeszła się po sali. Znów delikatnie pokręciła biodrami, starając się, by nie wyglądało to zbyt karykaturalnie. Nie odwracając się czuła, że spojrzenie Christera prześlizgnęło się po jej figurze i na pewno skupiło na jej pośladkach.

- A poza opalaniem nie przeżyła pani niczego ciekawego? - po chwili milczenia odezwał się chłopak.


- To zależy co nazywasz czymś ciekawym – odparła zagadkowo zatrzymując się przy jednym z okien wychodzącym na ulicę.

Było po pół do szesnastej na ulicach panował spory ruch.

- No nie wiem… A nie planuje pani wyjazdu na wakacje?

- Raczej nie mam ochoty. Mąż też nie ma czasu, gdy piłkarze w przerwie między sezonowej mają urlopy, sztaby w klubach pracują dużo ciężej. Tak mi to wyjaśnił.

- Skoro on nie da rady, to może ja porwałbym panią do Szwecji?

Uśmiechnęła się lekko.

- Jeśli właściwie zareklamujesz mi Szwecję w dziesięć sekund, to przemyślę.

- Lepsza liga piłkarska, niż tutaj, lepsze kluby i mniej atrakcyjne kobiety – wybrnął szybko i sprytnie.

- Hah… To pierwsze jakoś mnie nie pociąga a reszta…

- To co by panią pociągało?

Milczała przez chwilę, szukając właściwej odpowiedzi podtrzymującej ten dość przyjemny klimat. Ten czas wykorzystał Christer. Wstał z krzesła i podszedł bliżej... Nie, nie swej niedawnej nauczycielki, tylko klasowej tablicy i zatrzymał przed nią

I jakby od niechcenia, ściągnął z siebie koszulkę. Kamila zatrzymała wzrok na jego torsie. Był przyzwoicie opalony, gładki, młodzieńczy… Czuła, że jej serce zaczęło bić mocniej.

- Śniło mi się dzisiaj, że byłem w Szwecji i zaczęła się wojna, obok domu przechodzili jacyś żołnierze, znaczy, ci wrodzy i ja do nich strzelałem, ale oni jakoś nie reagowali i przechodzili dalej. Dziwnie, nie? - trochę ściszył głos.


Sprytny wybieg, by osoba, do której kierowało się słowa, przybliżyła się bardziej. I Kamila odsunęła się od okna, wracając w stronę biurka. Szła wolno słysząc stukot szpilek. Jej dłonie też sięgnęły w stronę koszulki.

- A pani coś głupiego się śniło ostatnio? - zapytał Christer.

- Głupoty śnią mi się co noc, ale na szczęście ich nie pamiętam – odpowiedziała Kamila ściągając koszulkę i oddychając pełną piersią.

- To może coś mniej głupiego?

- Wiesz co… - Kamila przystanęła przy biurku i sięgnęła dłonią w dół zrzucając szpilki. - Definitywnie najgłupsze było jak śniłam o tym, że po szkole biegają pawiany. Nie wiem, może to jakaś aluzja do paru osób stąd – czuła, że jej ręka drży, gdy sięgnęła do guzika w spodniach.

- Ma pani na myśli paru nauczycieli? Może tego Kubę? - zniżył nieco głos Christer, wsuwając rękę pod szorty. - On mi się nie podobał, chociaż na szczęście matmę miałem z Jankowską. Pani też miała do niego uraz.

- Bufon z niego – mruknęła, jakby nie chcąc zdradzić emocji w głosie. Rozpięła guzik w spodniach i zaczęła je z siebie ściągać.

Sekundę później była już w samej bieliźnie mając za plecami biurko.

Coraz bardziej rozemocjonowana klimatem i bezpośredniością ich własnych czynów patrzyła jak chłopak pochyla się zdejmując szorty. W tym samym czasie sięgnęła rękoma do tyłu rozpinając stanik. Po chwili tym razem naprawdę uwolniła swe piersi na wolność. Poczuła na nich wzrok Christera.

- No tak wszyscy mówili – kontynuował temat matematyka niedawny maturzysta. - Przecież sama pani pamięta kwietniową aferę z tymi z pierwszej klasy… - pochylił się by zdjąć bokserki.


- Nie przypominaj tego – Kamila powstrzymała go dłonią i poszła w ślady Christera chwytając za majtki i ściągając je z siebie.

Westchnęła głębiej. Skrępowana jakby chciała uniknąć bezpośredniego spojrzenia. W ten sposób oboje rozebrali się kompletnie do naga. Kamila jakby beztrosko usiadła na biurku łącząc nogi.

- Jak mnie będzie wkurzał, to może jeszcze sporo przegrać, bo…

Nie dokończyła. Christer był już przy niej i przejął kontrolę zamykając usta swej niedawnej pani dyrektor swoimi. Oboje na chwilę zatopili się w namiętnym pocałunku. Kamila poczuła jak krew szybciej krąży w jej żyłach.

Całowali się przez chwilę i to Kamila poczuła, że jest bardziej zachłanna, niż on. Dziwne… Przeszła jednak nad tym do porządku dziennego. Christer oderwał się od jej warg i wziął w usta jej piersi, domagające się takich pieszczot już co najmniej do godziny, albo dwóch. Teraz spełniał ją, wprowadzając Kamilę w sporą ekstazę, co skwitowała ciężkim westchnięciem.

Jego dłonie pieściły jej ramiona, kark, ale w miarę jak usta schodziły niżej, to i ręce podążały tą samą drogą. Przesunęły się na plecy, brzuch, część pośladków, uda…

Rozpalonej od dłuższego czasu Kamili niewiele trzeba było by osiągnąć gotowość. Odsunęła się nieco od nastolatka i rozłożyła na biurku, opierając się o nie łokciami. W tej półleżącej pozycji rozsunęła szeroko swoje długie nogi, demonstrując mu bezwstydnie swoją nagą cipkę. Widziała jak Christer patrzy na nią z błyszczącymi oczami. Jego wzrok przyprawił ją o lekkie zmieszanie, ale dużo bardziej sprawił jej satysfakcję.

- Zawsze podziwiałem twoje nogi – odezwał się z podnieceniem w głosie.

Z tymi słowami chwycił ją za kostki, rozsuwając nogi. Zbliżył usta do jednej z nich, całując je a potem łydki. Jej nogi naprawdę go pociągały. Ale ona…


- Christer, nie ma czasu na zabawę – ponagliła go subtelnym tonem, ale jednocześnie dość stanowczo. - Chcę go poczuć. Wchodź teraz!

Chyba zaskoczyła go tym bezpośrednim domaganiem się, by natychmiast przystąpił do akcji. Ale nie oponował.

- Tak bardzo chcesz mojego kutasa? - zapytał się a w jego głosie było czuć pewną satysfakcję.

Milczała przez chwilę, czując jak serce bije mocniej, gdy jego palce rozsuwały jej wargi a potem między nie wjechał jego twardy penis.

- Ach... - skwitowała krótkim jękiem.

Leżąc oparta na łokciach, zamknęła oczy i odrzuciła głowę w tył. Jej długie włosy opadły na blat. Jej ciało zaczęło delikatnie poruszać się w przód i w tył w takt ruchów posuwającego ją Christera.

- Tego właśnie chciałaś? - usłyszała.

- Tak – wydyszała pół szeptem. - Wchodź… Chcę go poczuć całego.

- Wchodzę cały – głos Christera zdradzał podniecenie, ale nie cechował się aż takimi emocjami jak jej. - Spójrz sama.

Jej wzrok powędrował wzdłuż jej ciała. Widziała jak penis Christera wchodził i wychodził na całą jego długość. Po kilku pchnięciach poczuła jak poziom podniecenia osiąga jeszcze wyższy poziom i zamknęła oczy, czując jak jej twarz przybiera błogi wyraz. Z jej rozchylających się ust wyszło westchnięcie. Potem kolejne.

Ale po chwili odczuła, że czegoś jej brakuje.

- Szybciej – ponagliła go raz jeszcze. - Chcę…

Na moment urwała, jakby czując opory przed tym co chce powiedzieć, ale… Czego tu w tym momencie było się jeszcze wstydzić?


- Zerżnij mnie – dodała bardziej zdecydowanym głosem. - Rżnij, byle mocno i szybko… Ach…!

Nieco głośniejszy jęk, był efektem natychmiastowej reakcji Christera. Chwycił leżącą na biurku nagą panią dyrektor za uda mocniej, przyciągnął jeszcze o te dwa centymetry bliżej siebie i natychmiast zaczął wypełniać jej prośbę. Jego kutas zaczął wbijać się w rozgrzaną i wilgotną cipkę pani dyrektor z wyraźnie wyższą szybkością.

- Ach… Tak… - reagowała Kamila cichymi westchnieniami.

Jej dłonie wbiły się w biurko. Był to jedyny ratunek, gdy jej ciało znalazło się pod pełną kontrolą dynamicznie pieprzącego ją Christera. Jego biodra uderzały o jej ciało z siłą i dynamiką, która sprawiała, że nawet biurko zaczęło się lekko przesuwać.

Kamila całkowicie oddała się tej chwili. Na moment otworzyła oczy chłonąc widok niedawnego maturzysty pieprzącego ją jak swoją własność. Nie wytrzymała i z jej ust popłynęły kolejne westchnięcia. Te jęki mieszały się z uderzeniami ich ciał tworząc dziką, erotyczną symfonię.

- Nie oszczędzaj mnie, rżnij… - wyszeptała jeszcze drżącym głosem, tuż przed finiszem.

Może Christer nie miał jakiegoś wybitnego doświadczenia, ale decydująca okazała się tu jego młodość. Siłą, wytrzymałość i podniecenie wynikające z kompletnej dominacji nad piękną panią dyrektor sprawiały, że każde, szybko następujące po sobie pchnięcie zbliżało ją do finiszu.

Raz jeszcze zamknęła oczy, wsłuchując się także w odgłosy dochodzące z ust pieprzącego ją Christera.

- Jeszcze… - jęknęła tym razem nieco głośniej niż zamierzała. - Ach…!

Ten ostatni jęk zwiastował nadciągający jak huragan orgazm. Christer zapewnił go jej swoimi ostatnimi soczystymi ruchami. Kilka sekund później i on sam z głośniej wyrażoną satysfakcją spuścił się w jej cipce.


Poczuła jak jego gorący kutas opuszcza jej cipkę. Oddalił się nieco, wzdychając głośniej, podczas gdy ona zastygła nieruchomo na biurku leżąc na nim kompletnie naga. Czuła z tego powodu pewien dyskomfort, wiedziała przecież gdzie jest. Ale miała świadomość, że wyczerpana ostrym rżnięciem i osiągniętym orgazmem musi odczekać chwilę.

Miała zamknięte oczy, nasłuchiwała odgłosów. Wyczuła, że Christer znów nieco przybliżył się, pewnie wpatrując się w kompletnie nagie ciało rozłożonej na biurku pani dyrektor. No mógł patrzeć sobie bezkarnie na jej nagie cycki, na jej cipkę...

- No i jak pani dyrektor? - usłyszała.

Nie odpowiedziała. Powoli zaczynała się zbierać, uniosła się, opierając łokcie o blat. Czuła jak jej mięśnie są osłabione. Spojrzała w stronę Christera, którego wyraz twarzy stanowił mieszankę satysfakcji, dumy, zadowolenia.

Powoli otwierała usta, gdy nagle usłyszała kroki tuż pod drzwiami. Jej serce zabiło mocniej i przerodziło się w panikę, gdy zobaczyła jak klamka naciska się i… Ulega.

Z bezgranicznym osłupieniem patrzyła jak drzwi otwierają się i do środka wchodzi młoda sprzątaczka. Kamila poczuła jak krew odpłynęła z jej twarzy a usta otworzyły się szeroko. Na litość boską, jakim...

- Nie…! – ni to krzyknęła, ni wydyszała w panice. - Wyjdź…! Wyjdź natychmiast!

Przerażona usiadła na biurku zakrywając rękoma najbardziej intymne części swego ciała. Ubranie leżało kawałek dalej, nie miała szansy po nie sięgnąć, zresztą teraz to już… Nie dało się zatrzeć tego co zobaczyła młoda sprzątaczka.

A przecież obok nagiej pani dyrektor, zobaczyła stojącego, równie nagiego młodego chłopaka.

- Wyjdź...! - zareagowała ponagleniem. - Potem porozmawiamy…


Kilka sekund, które potrzebowała sprzątaczka by opuścić salę ciągnęło się niczym kilka godzin. Przez cały ten czas drzwi na korytarz były uchylone.
W tym czasie przez głowę Kamili przeleciały setki myśli. Co, jeśli Kuba nie opuścił jeszcze szkoły i akurat gdzieś by tam przechodził? Co, gdyby był jeszcze ktoś inny? Co, gdyby naszła ją ochota na takie amory zwykłego dnia szkolnego?

Bicie serca nieco zwolniło, gdy wreszcie drzwi się zamknęły. Choć czuła, że jej ciało drży całe pod wpływem szoku jakiego doznała, ześlizgnęła się na podłogę.

- Zamknij te cholerne drzwi! - rzuciła w stronę Christera takim tonem, że ten nawet nie śmiał wygłosić jakiegokolwiek komentarza.

Drżącymi rękoma sięgnęła po majtki, potem stanik. Ubierała się a w jej głowie pojawiła się jakaś myśl. Może ta wpadka to ostrzeżenie? Może w innej sytuacji skończy się czymś dużo gorszym?

- Wyjaśnisz dlaczego nie zamknąłeś? - starała się by głos brzmiał względnie spokojnie.

- Nie zamknąłem przecież od razu, sama musiałaś widzieć – bronił się chłopak. - A potem tak bezpośrednio do tego przeszliśmy, że no…

Spuściła głowę wciągając spodnie. Musiała przyjąć jego tłumaczenie. To była tak samo jego wina, jak i jej.

- To młoda sprzątaczka, z Ukrainy, porozmawiam z nią o tym, żeby…

Żeby nie sprawiała kłopotów. W obliczu szoku jej mózg pracował szybciej. Dobra, wpadka koszmarna, ale czymś znacznie gorszym byłoby gdyby wpadł tu na przykład Kuba. A przecież gdyby w ciągu ostatnich kilku minut przechodził korytarzem, gdyby w pustej przecież szkole usłyszał jakieś co najmniej interesujące dźwięki…

Wolała nie myśleć, czym to się mogło skończyć.

- Idź już! - nakazała bardziej zdecydowanym tonem. - Ja jeszcze mam coś…

Gdy za młodym chłopakiem zamknęły się drzwi przysiadła jeszcze raz na biurku. Na tym samym biurku, na którym jeszcze przed chwilą jęczała rozkosznie pod ruchami rżnącego ją Christera.

Westchnęła głęboko. Czekała ją jedna ciężka rozmowa i musiała się do niej przygotować.



4. Wieczorem w domu.




Z
erknęła na zegarek widniejący w dolnym rogu monitora. Wybijała właśnie dwudziesta pierwsza. Kilka godzin wystarczyło by się względnie uspokoić. Choć czy tak naprawdę dało się? Dwie takie akcje jednego dnia, to jeszcze dałoby się ogarnąć, gdyby nie ta wpadka na sam koniec.

Z trudem utrzymywała równowagę gdy przypominała sobie wchodzącą Ukrainkę i jej szeroko otwarte oczy wlepione w rozłożoną bezwstydnie na biurku szkolną dyrektorkę kompletnie nagą. A tuż obok niej nagiego nastolatka.

- Zapomnij o tym – mruknęła do siebie.

Był na to jeden sposób. Gdy kolejny raz wspomnienie tamtego wydarzenia wróciło do niej, w głośnikach rozległ się dźwięk. Uhm… To dobijał się do niej Marcin.

A więc w końcu… Powiększyła obraz.

Hm… Wystarczyło, by przypomnieć sobie, że jest przystojny. W taki trochę niepokojący sposób. Że ma wystarczająco wiele atutów, by zakręcić kobiecie w głowie.

Na jego twarzy widniał leciutki uśmiech. Ale ta sama twarz zdradzała oznaki pewnego podekscytowania, zainteresowania.

- Cześć – usłyszała. - Wypada mi podziękować za dzisiejszy prezent, który mi wysłałaś, choć nie wiem z jakiego powodu.

- Jaki prezent? - przybrała zaintrygowany wyraz twarzy. - O czym mówisz?

- Jak to o czym? - jakby lekko zawahał się przed tymi słowami. - Mówię o twojej fotce.

- Jakiej fotce – spojrzała na niego z uwagą. - Przecież nie wysyłałam…

Urwała, udając zaniepokojenie i zdecydowanym ruchem sięgając po telefon.

- Byłaś na nim całkiem fajnie ubrana – kontynuował Marcin, gdy ona udawała, że sprawdza telefon. - Choć w zasadzie słowo „ubrana” nie jest tu najwłaściwsze...


-
Boże... – jęknęła, przerywając mu i otwierając oczy szeroko. - Ja naprawdę wysłałam to tobie? Marcin… - pozwoliła sobie na przybranie poważniejszego wyrazu twarzy z objawami lekkiej paniki. - Ja to miałam… Wysłać… Nie, nie wierzę… - tym razem pozwoliła sobie na chwilę ukryć twarz w dłoniach, przy okazji oddychając ciężej. - A ja się dziwiłam, że mąż w ogóle nie zareagował, jakby go to nie zainteresowało...

- A widzisz, mnie zainteresowało bardzo – kontynuował Marcin, nie odpuszczając wątku, nawet gdy okazało się, że to przez „przypadek”.

Tak jakby nie zamierzał tracić kontroli nad tym wszystkim.

- Marcin, to przypadek – zapewniła go, składając ręce jak do modlitwy. - Mam nadzieję, że zachowałeś się jak dżentelmen i nikomu nie pokazałeś?

- Oczywiście, że nie. Nie dzielę się takimi skarbami.

Uśmiechnęła się lekko, wciąż jednak utrzymując na twarzy wyraz szoku. Musiała tak to prowadzić by zdobył lekką przewagę. Ale nie jakąś wyraźną.

- Mam do ciebie zatem prośbę… - zaczęła wolniej. - Bądź dżentelmenem i skasuj to zdjęcie.

- Kamilo… Mam pozbyć się takiego diamentu?

- Rozumiem, że możesz mieć inne zdanie na ten temat, niż ja, ale…

- To byłoby marnotrawstwo – wszedł jej w słowo. - To byłoby jak wylewanie wody w Afryce do ścieku. Nie możesz namawiać do czegoś takiego.

Przez kilka sekund milczeli patrząc sobie w oczy na monitorach.

- Nie martw się, to będzie nasza tajemnica – dodał po chwili, dość niedwuznacznym tonem.

Nie spodobał się jej. I dobrze. To ona była tu po to by grać i nie wpaść w jego sidła a nie odwrotnie.

- Tajemnica… - powtórzyła. - Ta tajemnica przesuwa nasze granice nieco za daleko, nie sądzisz?


Milczał przez sekundę.

- A może to jakiś sygnał, żebyśmy przesunęli te granice kawałek dalej?

Znów zamilkli na moment patrząc w monitory. Kamila spasowała pierwsza. Przywołując na twarz wyraz pewnego skrępowania opuściła wzrok.

- Marcin – subtelnie poprawiła opadające na twarz włosy. - Nie jestem do tego przekonana...

- Ale nie musisz się niczego bać – zareagował natychmiast. - To tylko rozmowa, nic więcej.

- Rozmowa? - powtórzyła.

- Rozmowa. Na przykład... – zawahał się, jakby celowo. - Przy okazji tego zdjęcia naszło mnie, że nie jesteś taka powściągliwa… Chciałbym poznać, gdzie leżą granice twojej powściągliwości.

Zaśmiała się cicho, udając skrępowanie.

- Marcin, z całą pewnością nie wysyłam takich fotek komu popadnie.

- Wierzę – zapewnił. - Źle bym się poczuł, gdybym się dowiedział, że nie jestem jedynym, któremu było dane zobaczyć takie cudo.

Wyrażał się w opanowany sposób, ale jego twarz mówiła coś innego. Widziała w niej trochę skrywane podekscytowanie.

Doszła do wniosku, że patrzy na nią jak na ofiarę, jak na zwierzynę do złowienia. Świetnie, tego oczekiwała. Ten wzrok, ten wniosek musiała mieć w pamięci, na wszelki wypadek, gdyby sytuacja w którymś momencie miała wymknąć się spod kontroli.

- Jesteś jedyny – zapewniła. - To niemożliwe, bym kiedykolwiek wcześniej popełniła taki błąd. Tym bardziej, ze takie fotki wysłałam z dwa, może trzy razy – zastrzegła.

- OK – uśmiechnął się a ona odczytała w tym uśmiechu obraz jego zwycięstwa. - To jak z tą powściągliwością?

- Jestem bardzo powściągliwa – wyznała stanowczo, jednocześnie sprawiając by jej ciało mówiło coś innego. - Nie mam z tym raczej problemu.


-
Świetnie – stwierdził. - To nie powinno być dla ciebie problemem zdradzenie swojej najbardziej perwersyjnej tajemnicy.

Parsknęła cichym śmiechem. Ostro poszedł.

- To, zawsze stanowi problem. A poza tym… Ty masz w sobie coś niebezpiecznego. Nie jestem pewna...

Uhm. Taki tekst w tym momencie musiał odebrać jako najwyższą formę komplementu. I uznanie jego przewagi.

- Pewna czego? - jakby zbliżył się do monitora, wyczuwając właśnie tą przewagę.

- Pewna tego co musiałabym powiedzieć. Ani tobie, ani w ogóle nikomu.

- Aż tak perwersyjnie? - zmrużył oczy a delikatny, niedwuznaczny uśmiech nie opuszczał jego twarzy.

Tym razem widoczne było na niej także swego rodzaju napięcie.

- Nie nalegaj – przywołała na twarz pełen skrępowania uśmiech. - Nie powinnam opowiadać takich rzeczy. To zdarzyło się raz, no i wiesz… - ucięła subtelnie.

- Co się zdarzyło? No nie bądź taka – zaczynał stawać się bardziej natarczywy.

To była jego broń, jego sposób? Jak powinna na to zareagować?

Najlepiej podkręcić napięcie jeszcze bardziej.

- Nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiał. To było po prostu inne i choć było porywające, to nie wiem tak naprawdę czy powinno się wydarzyć.

Milczał przez sekundę, jakby analizując jej słowa.

- Wnioskuję z tego, że był ktoś trzeci. Albo trzecia – dodał po chwili.


Tym razem nie pozwoliła sobie na uśmiech udawanego skrępowania. Zamiast tego uważnie patrzyła Marcinowi w oczy.

- Mam się domyślać, że twój mąż się o tym nie dowiedział.

- Mój mąż wie o tym jak najbardziej – zapewniła solennie. - Wiedział przed wszystkim i wiedział po.

- Nie wierzę… - skomentował Marcin, tym razem nieco ciszej. - Pozwoliłaś sobie na jakąś… Przygodę?

- Wolę nie nazywać tego przygodą, to strasznie spłyca. Poza tym, to dużo bogatsza historia, nie da się tego opowiedzieć jednym zdaniem.

- To opowiedz, mam czas – tym razem odsunął się od monitora, jakby sugerując pełen relaks.

Wciąż zachowywała powagę.

- Powinieneś domyślić się, że to nie jest coś, o czym opowiada się ot tak – pstryknęła palcem. - To było niewątpliwie perwersyjne, ale bardzo intymne...

- Ja się nie domyślam, ja o tym wiem – skontrował błyskawicznie, jakby chcąc przypomnieć, kto kontroluje sytuację. - Ale może właśnie dlatego, że to takie intymne, powinnaś odpowiedzieć? To sprawiłoby przekroczenie pewnej granicy.

A czy to ja wspominałam, że chcę przekroczyć jakąkolwiek granicę?” przemknęło jej zgryźliwie przez głowę.

No, ale zamiast tej myśli…

- Musiałbyś spełnić chyba kilka rzeczy bym zdecydowała się to opowiedzieć.

- Jakich?

- Obiecać, że zachowasz to dla siebie… - zaczęła wyliczać.

Ta… Jakby jego słowo miała jakąkolwiek wartość...

- Zrobię to co z twoją fotką i nie podzielę się z nikim – obiecał natychmiast.


- No właśnie – chrząknęła. - Musiałbyś skasować to zdjęcie z telefonu. Teraz, przy mnie. Czułabym się o wiele pewniej.

- Kamila… Przecież obiecałem, że nikomu...

- Nie – przerwała mu bardziej zdecydowanym tonem. - Coś za coś. A moja historia jest warta więcej, niż to zdjęcie.

Te słowa wywarły na nim wrażenie. Zobaczyła, że sięga po telefon i zaczyna w nim grzebać.

- No i trzecie – kontynuowała. - Na pewno nie powiem ci tego w twarz. Mogę co najwyżej opisać na komunikatorze.

Milczał przez chwilę, wciąż grzebiąc w telefonie.

- Jestem gotów – oświadczył. Pokazał jej do monitora telefon, na którym widziała swoje foto wysłane w południe. - Z bólem serca, ale mogę skasować.

Tak… Jeśli miał minimum sprytu, to podczas tego grzebania, mógł z łatwością skopiować i zapisać gdzie indziej.

- Skasuj – skomentowała krótko.

- I teraz… - zaczął i urwał.

- Teraz się pożegnamy – wyjaśniła. - I przejdziemy do pisania.

- OK – podsumował krótko. - To czekam.

Wyłączyła obraz, przeszła do trybu pisania.

Zatarła dłonie z emocji. Swego czasu Daniel napisał dla niej coś podkręcającego. I to w tej chwili nadawało się idealnie.

Jestem” odczytała w komunikatorze.

Już zaczynam” odpisała.

Nie miała problemu z odnalezieniem tekstu. Niecała minuta i plik był już odpalony. Mogła zaczynać.

Wzięła głęboki oddech i po chwili zaczęła pisać, robiąc entery co kilka zdań.


To było dwa lata temu. Odezwał się do mnie Kuba, rok wcześniej zdał maturę. Potrzebował drobnej pomocy, korepetycji. Miał do mnie numer od czasów szkolnych, więc nie było problemu z kontaktem. Umówiliśmy się u mnie, przyszedł, porozmawialiśmy, dałam mu kilka wskazówek i się pożegnaliśmy”.

Ale kontakt został podtrzymany. Trochę zainteresował mnie projekt, który wykonywał Kuba, byłam też ciekawa, czy moja pomoc się przydała. Stąd nastąpiła wymiana wiadomości między nami, najpierw telefonicznie, potem przerzuciliśmy się na FB”.

Zaczęliśmy rozmawiać częściej. Nie tak, że codziennie, ale jednak częściej, czasem trochę dłużej i siłą rzeczy także o innych sprawach, nawet bardziej osobistych, choć nie od razu o Bóg wie jakich. Ale Kuba czasem potrafił wrzucić coś trochę niedwuznacznego”.

Wiadomo, że takie pisanie zbliża ludzi. Gdzieś, w którymś momencie przestały mnie dziwić jego niektóre aluzje. Rozumiałam, że mu się podobam, że jestem dla niego atrakcyjna i że jest to dla niego pewnym przeżyciem, że może sobie luźniej porozmawiać także o bardziej osobistych rzeczach z niedawną nauczycielką”.

Zbliżyliśmy się, na pewno przestałam go trochę traktować jako niedawnego licealistę, też potrafiłam spojrzeć jak na młodego mężczyznę, dorastającego nastolatka. Jego komplementy potrafiły mi sprawić przyjemność”.

Któregoś wieczoru nasza rozmowa posunęła się trochę dalej, Kuba wykorzystując dobrą atmosferę zasugerował, że mogłabym mu przysłać jakieś foto w bieliźnie. Oczywiście początkowo nie zgodziłam się, ale podjęłam ten flirt, nie uciekłam. I ostatecznie zdecydowałam się wysłać mu takie foto”.

Bardzo je komplementował, co sprawiło mi przyjemność, bo te komplementy nie pochodziły od byle kogo. Widziałam w Kubie młodego, dorastającego mężczyznę, miał sporo atutów, w pewien sposób imponowało mi to, że mnie adorował. I któregoś dnia zaproponował spotkanie w parku”.


Z lekkim zawahaniem zgodziłam się. Ale oprócz wahania, czułam też pewną ekscytację i przyjemność. Czułam, że Kuba będzie mnie choćby w jakiś sposób adorował, co ostatecznie faktycznie miało miejsce. Z racji tego, że było już ciepło, miałam na sobie nie za długą sukienkę i widziałam jak gapi się na moje nogi. Raczej nie drażniło mnie to, bardziej rozbrajało i sprawiało przyjemność”.

A potem kontynuowaliśmy znajomość, tylko ona stała się jeszcze bardziej bliska. Nie zdradzałam mu Bóg wie jak intymnych rzeczy, ale czegoś tam o mnie się dowiedział. Nim doszło do drugiego spotkania kilka tygodni później wysłałam mu jeszcze kolejne dwie fotki. Jedno w bieliźnie a drugie...”.

A drugie bardziej odważne, miałam na niej na sobie tylko majtki. Oczywiście piersi miałam zasłonięte dłonią a twarz uciętą w odpowiednim miejscu, by po jakimś ewentualnym wycieku nie było wpadki. Ale on wiedział, że to ja. I fakt, że wysłałam mu takie foto rozbudzał moje zmysły. To było mocno perwersyjne i mnie nakręciło”.

Wiedziałam zatem, że drugie spotkanie mogło mieć inny charakter, czułam, że Kuba może być bardziej bezpośredni. Skoro dostał trzy – bądźmy szczerzy – erotyczne zdjęcia, to i sam charakter tej znajomości uległ zmianie. Byłam ciekawa jak Kuba do tego podejdzie”.

Rozwlekała to pisanie, ale rozumiała, że właśnie z tego powodu Marcin na każdy kolejny wpis czeka z jeszcze większym zainteresowaniem i być może, podnieceniem. Od czasu do czasu widziała jakiś jego krótki komentarz pomiędzy jej wiadomościami, ale nie odpowiadała na niego, skupiając się na tej historii.

Było wczesne lato, więc znów ubrałam się lekko, sporo odsłaniając. I tym razem Kuba był odważniejszy. Prawie od razu przystąpił do akcji komplementami na temat moich nóg i ogólnie. Oczywiście podejmował także inne tematy, żeby nie zrobić złego wrażenia, ale dało się odczuć co jest dla niego najważniejsze”.

W którymś momencie posunął się dalej. Znów doszło do dyskusji na temat moich nóg i wtedy poczułam jak Kuba kładzie dłoń na moim kolanie. Powstrzymałam się od wzdrygnięcia, przygryzłam wargę i czekałam co dalej, spoglądając z lekką przyganą na Kubę. Z przyganą, ale nie zrobiłam nic by go powstrzymać”.


Chwilę później zaczął przesuwać dłoń po moich nogach, pieszcząc je i pobudzając moje zmysły. Byłam zmieszana, bo przecież nie powinnam była na coś takiego pozwalać a poza tym w parku mógł się pojawić ktoś niepożądany, ale… Ale z drugiej strony jego macanie przyprawiało mnie o przyjemny dreszczyk a do tego, on przestał być moim uczniem kawałek czasu temu”.

Miałam świadomość, że swoim przyzwalaniem sprowadzam się do roli podrzędnej, że zdaję się na inicjatywę Kuby, ale nie chciałam tego przerywać. Kuba mówił do mnie, opowiadał jak to w szkole wraz z kolegami wymieniał się uwagami na mój temat i że nigdy by wtedy nie pomyślał, że będzie dotykał moich fantastycznych nóg”.

Jego opowieści rozbrajały mnie. Głos Kuby uwodził mnie a jego dłoń sprawiała, że nogi miękły. Klimat zrobił się także nad nami. Trochę pociemniało, nadciągnęły chmury, zrobiło się bardziej nastrojowo, cicho, bezpiecznie. Może też dlatego Kuba poczuł się bardziej zmotywowany. Pochylił się ku mnie i dość bezczelnie spojrzał w dekolt. Oderwał rękę od nóg i z jakimś usprawiedliwiającym tekstem rozsunął materiał na górze, zaglądając lekko w mój biust”.

Za wiele to on zobaczyć nie mógł, ale sam fakt, że się na to odważył i że mu na to pozwoliłam… A potem z osłupieniem poczułam jak pochyla się ku mnie, jakby chciał mnie pocałować. Tym razem zareagowałam bardziej zdecydowanie, uchylając się, choć sama nie wiem, czy nie pomogły mi w tym pierwsze krople spadającego deszczu”.

Zerwaliśmy się oboje. Nie wiedziałam co zrobić, decyzję podjął Kuba. Natychmiast chwycił mnie za rękę i szybkim krokiem udaliśmy się alejką w stronę wyjścia z parku. Szczęśliwie drzewa od góry chroniły przed deszczem i nie zmokliśmy aż tak bardzo”.

Kuba prowadził, wręcz ciągnął mnie, nie mogłam iść zbyt szybko mając na stopach szpilki. Wyjawił, że niedaleko ma swoje mieszkanie, więc najlepszym wyjściem byłoby udanie się właśnie tam. Trochę się opierałam, czując, że w głowie pali się pomarańczowe światło, jeśli nie już czerwone. Ale faktycznie nie miałam za bardzo wyjścia, w trakcie dalszej drogi, sukienka trochę ucierpiała od deszczu”.


Po kilku minutach nieco zziajani wbiegliśmy do kamienicy, w której mieszkał. Kuba wpuścił mnie do mieszkania. Nagle zrobiło się ciszej, przytulniej. Za oknem akurat rozległ się pierwszy błysk nadchodzącej burzy. Zrobiło się mocno klimatycznie a ja stałam w lekkiej, przemoczonej sukience”.

Nie do końca wiedziałam co zrobić. Kuba lekkim tonem rzucił bym zdjęła sukienkę. Nie potraktowałam tej propozycji poważnie, ale z drugiej strony przemoczony materiał trochę doskwierał a do tego zaczął argumentować, że przecież już widział mnie w bieliźnie na zdjęciach. Subtelnie zasugerowałam, że między taką fotką a rozebraniem się w obcym mieszkaniu zachodzi jednak pewna różnica”.

Ale on nie chciał tego przyjmować do siebie. Widziałam w jego oczach pewne podekscytowanie. To wiele mówiło. Ale przecież nie mógłby się odważyć… Po kolejnej fali jego argumentów, uległam i udałam się do łazienki zdejmując sukienkę i wycierając ręcznikiem. Krępowało mnie i obezwładniało, że Kuba patrzył na to z odległości otwartych drzwi”.

Zdecydowanie przejął inicjatywę, chcąc zaprowadzić mnie z powrotem do pokoju. Wyrwałam się, idąc przodem. Z pewnością Kuba w tej sytuacji miał co oglądać… Wkroczyłam do pokoju, ale swobodę miałam tylko chwilowo. Kuba natychmiast znalazł się za mną, obejmując w talii”.

Próbowałam się wyrwać z jego uścisku, ale nie puszczał. Pochylił usta i wyszeptał, że możemy dokończyć to co zaczęliśmy w parku. Potrząsnęłam głową, ale…”.

Ale on przycisnął mnie, nie jakoś brutalnie, ale zdecydowanie, do ściany. Próbowałam stawić opór, ale jakimś dziwnym trafem nie wyszło mi to. Coś mnie nagle usztywniło. Oto zrobiło się prawie ciemno, było już późno, zachmurzone niego dodało swoje, co jakiś czas rozlegały się błyski i grzmoty a ja stałam w obcym mieszkaniu niedawnego licealisty w samej bieliźnie”.

Stałam, uświadamiając sobie, że jeżeli Kuba, tygodnie temu planował sobie co nieco, to właśnie jakimś cudem to zrealizował, jeszcze nie do końca, ale… Ale nie czułam w sobie siły, gdy unieruchamiając moje ręce całował mnie w szyje, schodził na dekolt, dobierając się do piersi. Serce waliło mi w tempie młota pneumatycznego, choć w głowie siedziało, że nie mogę sobie na to pozwolić, opanowało mnie ogromne podniecenie”.


To ono sprawiło, że rozpięty stanik opadł z moich ramion szybko a Kuba błyskawicznie dobrał się do moich piersi ssąc moje sutki namiętnie i nieustępliwie. Poddawałam się tym pieszczotom, opierając swe dłonie na jego atrakcyjnych barkach. Jakimś niewytłumaczalnym cudem sama podciągnęłam mu koszulkę, on zrozumiał o co mi chodzi i błyskawicznie zdjął ją z siebie”.

Nasze oddechy przyspieszyły. Wiedziałam, że zdradzam siebie, ale nie mogłam się powstrzymać. Nawet nie próbowałam przeszkodzić Kubie, gdy ten pochylił się i zdecydowanym ruchem zdjął ze mnie majtki. Zawstydzona, podniecona byłam już kompletnie naga. Zdałam sobie sprawę, że w tym momencie mógł już zrobić ze mną wszystko”.

No i niemalże zrobił, zdecydowanie kierując mnie w stronę łóżka. Znaleźliśmy się w nim oboje a nasze ciała przylgnęły do siebie. Byłam kompletnie naga, on miał na sobie spodnie. Jeszcze przez chwilę, gdy obmacywał i obcałowywał moje nagie ciało. Ściskał moje piersi, całował mój brzuch, masował moja uda, jeśli pozycja mu na to pozwalała próbował ściskać mój tyłek”.

Z upływem czasu wszystko stawało się jasne i stało, gdy Kuba oderwał się ode mnie i ściągnął z siebie spodnie, zresztą wraz z bokserkami. Mój wzrok powędrował w stronę jego prężącego się kutasa. To był ostatni moment, gdy spróbowałam zaprotestować, stwierdzić, że jednak nie można. Ale on uciszył mnie pocałunkiem i położył na mnie”.

Wciąż nie byłam pewna, ale tu już nie można było postawić znaku stopu. Poczułam jak ścianki mojej cipki rozsuwają się pod naporem sztywnego gorącego kutasa, który wchodzi w nią głęboko już za pierwszym razem. Jęknęłam cicho, czując tak rozkosz, jak i pewien ból. Ale przy kolejnych ruchach ból już się nie pojawiał”.

Była za to rozkosz, podniecenie, przyspieszone oddechy, głębokie westchnienia i ciche jęki… Leżałam na łóżku i przy akompaniamencie błysków i grzmotów dobiegających zza okna pozwalałam się już nawet nie tyle zdobywać, ile po prostu zwyczajnie rżnąć niedawnemu uczniowi. Kuba dominował od razu, jakby bał się, że w którymś momencie znajdę w sobie siłę, by przerwać to szokujące wydarzenie”.


Ale ja już się broniłam, całkowicie poddałam się tej kosmicznej wręcz świadomości sobie, że zostałam dopadnięte przez mojego niedawnego ucznia, który rozebrał mnie do naga i rżnął teraz na całego. Pieprzył mnie zdecydowanie, z każdym kolejnym pchnięciem zbliżając się do tego by zdobyć mnie całkowicie i spuścić się we mnie”.

Do czego wreszcie, nieziemsko podniecona sama go zachęciłam. Szeroko otwartymi oczami patrzyłam w jego oczy, widząc w nich olbrzymie pożądanie i determinację. Ten wzrok sprawiał, że moja cipka stawała się jeszcze bardziej wilgotna. Jeszcze szerzej rozłożyłam swoje nogi, napawając się tym, że leżę pod swym niedawnym uczniem ruchana jak jakaś stara kurwa”.

I Kuba nie wytrzymał tego, przyspieszył tempo i nagle zatrzymał a ja poczułam jak moja cipka wypełnia się jego spermą. Dokonał swego. Zsunął się ze mnie i z ciężkim westchnieniem opadł na łóżko kontemplując ostatnie chwile”.

Wykorzystałam ten moment, by wyjść po pretekstem pójścia do łazienki. Udałam się do niej na drżących nogach i z szumem w głowie. Odnalazłam sukienkę, oczywiście wciąż była mokra, obok stały szpilki. Ubrałam się. Przez chwilę medytowałam, ale… Nie mogłam już wrócić do jego pokoju. Musiałam pożegnać się z majtkami i stanikiem. Nie mając pod sobą bielizny, nie żegnając się z Kubą, błyskawicznie skierowałam się ku drzwiom i opuściłam jego mieszkanie, wybiegając na ulicę”.

To tyle Marcin, idę spać. Mam nadzieję, że czytało się dobrze”.

Wyłączyła komunikator nie czekając na reakcję Marcina. Chwilę potem w ogóle wyłączyła komputer, szykując się do wieczornego prysznica. Był już najwyższy czas.

Odwróciła głowę, usłyszawszy odgłos otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł Daniel. Patrzył na nią przez chwilę.

- Byłaś w pracy? - zapytał.

- Tak – odpowiedziała.

- Działo się coś ciekawego?


Milczała przez moment. To była jego zagrywka. Zagaił, by to od niej wydobyć mniej, lub bardziej głęboki opis wydarzeń, zamiast pozwolić jej na krótkie potwierdzenie.

- Tak – powtórzyła.

- Nie bądź taka lakoniczna, powiedz – lekko przechylony oparł się o drzwi.

- Przyszedł Christer. Spotkaliśmy się w klasie – wyznała.

- I co?

Znów zbierała się przez dwie, trzy sekundy.

- Przeleciał mnie na biurku – uciekła wzrokiem w bok.

W takich momentach czuła się najbardziej winna. Może i było to obłudne, ale zarazem ludzkie. On wiedział, ba, nie tyle wiedział, ile pozwalał i kreował różne scenariusze. Ale jednak przyznawanie się do tego twarzą w twarz nie należało do najpiękniejszych momentów w jej życiu.

- Było fajnie?

- Do pewnego momentu...

- Do jakiego? - spojrzał z większą uwagą.

- Okazało się, że zapomnieliśmy zamknąć drzwi na klucz. Na sam koniec weszła sprzątaczka, taka z Ukrainy. Ale po chwili wyszła.

Nie ukrywała niczego. Nie miała do tego prawa.

Zobaczyła jak Daniel prychnął krótkim, cichym śmiechem.

- To chyba była najciekawsza akcja, której żałuję, że nie widziałem – podsumował i udał się na drugą stronę pokoju.

A ona, poczuwszy, że jest wolna, podążyła w stronę łazienki.



5. W południe w sklepie.




Następnego dnia w okolicach południa siedziała w swoim gabinecie. Lipcowe południe było cieple, ale niebo nieco przesłoniło słonce. Siedziała przeglądając różne dokumenty, miała ich kilka do podpisania, ale wypadało to wszystko przeczytać przed złożeniem parafki. Momentami wstawała, zrzucając ze stóp szpilki i przechadzając się boso po dywanie.

Okno było uchylone, wpuszczając do środka ciut chłodniejszy wiatr. Podchodziła czasem spoglądając na puste szkolne boisko. Gdy odwracała się, jej wzrok padał na biurko i za każdym razem przypominała sobie sytuację z wczorajszego dnia, gdy kilka sal lekcyjnych obok, leżała na biurku naga z rozłożonymi szeroko nogami i wchodzącym między nie Christerem. Ciężko było zapanować nad tym wspomnieniem a jeszcze bardziej nad wpadką ze sprzątaczką. Czasem nie mogla uwierzyć, że to naprawdę się stało.

Na moment usiadła na biurku a sukienka podwinęła się odsłaniając jej nogi bardziej. Jej stopy swobodnie wisiały w powietrzu. Przeglądała kolejny wniosek o dotację samorządu na ostatni etap renowacji basenu. Gdyby samorząd wreszcie zaakceptował wniosek ona, jako dyrektorka stałaby się chyba legendą tej szkoły. Przecież basen był w budowie jeszcze w czasach, gdy sama stawiała tu pierwsze kroki jaki szesnastoletnia wówczas licealistka.

Legenda… Zaśmiała się cicho na to określenie.

Chwilę później wszystko było podpisane a ona uznała, że może się zbierać. Była dyrektorką, nie musiała przebywać tu przez osiem godzin. Taki plus bycia tak ważną personą. Zeszła z biurka, wsunęła na stopy szpilki, odłożyła papiery na biurko i minutę później zamykała drzwi z drugiej strony opuszczając szkolny budynek.

Zegarek wskazywał kilka minut po dwunastej, gdy kroczyła chodnikiem w centrum miasta. Lekki wiaterek ożywiał ją. Czuła się jakoś pewniej, męskie spojrzenia, które czuła na sobie co chwilę nie robiły na niej wrażenia, w sensie, nie peszyły jej. Nie zwracała na nie większej uwagi. Ale czoła pewną ekscytację. Wiedziała, że dzisiaj spotka się na siłowni z Marcinem i tam powinno dojść do jakichś rozstrzygających sytuacji. Czuła z tego powodu jak krew płynie szybciej w jej żyłach.


Co tam się mogło stać? Musiała być przygotowana na wiele rzeczy i zasadniczo była, ale… Ale po ludzku czuła pewnego rodzaju podekscytowanie, podniecenie. Była adorowana przez przystojnego faceta. Niezależnie od jej oceny jego osoby, musiała czuć z tego tytułu pewną satysfakcję a jej próżność była mile połechtana.

Z trudem powstrzymała uśmiech, gdy młody chłopak jadący na rowerze niemal wjechał w latarnię zagapiony w jej nogi. Może kiedyś poczułaby zażenowanie, skrępowanie, dzisiaj raczej pewną satysfakcję.

Zwolniła, gdy doszła do jednego ze sklepów odzieżowych. Jednego z takich, w którym dawno nie była. W sumie nic dziwnego, nie należała do tych, które kupują dziesięć par butów rocznie. Po sekundzie zawahania pchnęła drzwi i wkroczyła do środka.

Sklep był nie taki mały, dość przestronny z rzędami butów różnego rodzaju, ale także z odzieżą różnego asortymentu. Między alejkami kręciło się kilku klientów obu płci. Za ladą stała dziewczyna w wieku studenckim, obok niej kręcił się młodszy od niej jasnowłosy chłopak o dość ładnej, przyciągającej wzrok twarzy, zdradzającej pewność siebie, tak jak i jego ruchy, naturalne, przemyślane.

Odwróciła głowę i skierowała się na koniec sklepu do działo ze szpilkami. Jej wzrok padł na czarne z delikatnym połyskiem, który obiecywał elegancję. Osiadła na pufie a sukienka silą rzeczy podwinęła się, ukazując w dużym zakresie jej uda. Nie zwróciła na to większej uwagi, choć zastanowiła się, czy ktoś inny zwrócił. Nie podniosła jednak wzroku koncentrując się na przymierzeniu obuwia. Siedziała przez chwilę przypatrując się jak leży a potem wstała robiąc krok ku półce. Wyglądało na to, że trafiła na coś co jej się spodobało.

Sięgnęła po drugi model, burgundowe, te, które chwilę wcześniej widziała na wystawie. Zdjęła ze stopy czarną, gdy dźwięk smsa odwrócił jej uwagę. Sięgnęła po telefon odczytując krótką wiadomość od Daniela. Gdy odkładała poczuła nagle ruch obok siebie.


- Jeśli pani pozwoli… - usłyszała głębszy głos, trochę zaskakujący zważywszy że wychodził z ust blondyna, którego widziała wcześniej za ladą.

Zamarła na moment, gdy chłopak przyklęknął nieco obok niej a nieco przed nią, ale dopiero później… Wstrzymała oddech, gdy poczuła niespodziewanie jak jego ciepła i zaskakująco pewna dłoń chwyciła jej bosą stopę. Delikatnie, ale zdecydowanie uniósł ją jakby była czymś wyjątkowo cennym. Poczuła jak jej oddech zamarł, jak to ciepło rozlało się po jej nodze a przez ciało przebiegł lekki dreszczyk. Dotyk młodego sprzedawcy, głownie z uwagi na zaskoczenie stal się czymś intymnym, w pewien sposób zniewalającym. Jego palce zdążyły objąć jej piętę i musnąć kostkę. Na moment poczuła się zaskakująco bezbronna. Trochę ją to zamurowało.

- Idealnie pasują – powiedział podnosząc wzrok. Jego przenikliwe oczy spotkały się z jej spojrzeniem. Widziała w nich pewność siebie i może coś co mogłaby określić jako subtelną prowokację. – Co pani myśli?

Odczekała sekundę ważąc w myślach sposoby reakcji. Czy wbić lekką szpilkę, czy może jednak podjąć próbę flirtu.

- Są ładne – odparła poprzedzając słowa chrząknięciem. – Nawet odważne. Choć może nie tak jak… - nie dokończyła, subtelnie dając jednak do zrozumienia co a raczej kogo miała na myśli.

- Odważne? – powtórzył prostując się. – Myślę, że akurat pani wie jak nosić takie buty. To one muszą się dostosować do pani a nie odwrotnie.

Hmmm…? Takie słowa w ustach nastolatka?

- Skąd ta pewność? – uniosła nieco głowę patrząc w górę. – Znasz mnie na tyle, by ocenić moją wartość? Czy może to…


Zwykły chytry trik sprzedawcy”, dokończyła w myślach.

Wstała, jakby sprawdzając jak leży szpilka na stopie. Przy okazji mogla stwierdzić, że chłopak jest jej wzrostu, może minimalnie wyższy o raczej szczuplej sylwetce. Jego jasne włosy opadały po obu stronach prawie do ramion. Czuła jego zapach, może bardziej zapach jego wypranego ubrania.

- Jestem Tomek – powiedział a ona nie miała pewności, czy chłopak chce zawrzeć nową znajomość, czy po prostu nawiązać bliższy kontakt z klientką. – Dorabiam tu w wakacje. I – zawahał się na moment, albo po prostu zrobił bardziej efektowną pauzę. – Znam się na ludziach a pani wygląda na kogoś kto nie boi się ryzyka.

Tym razem nie powstrzymała lekkiego uśmiechu. Takie słowa w wykonaniu młodego chłopaka do starszej kobiety brzmiały… No, dziwnie. A może jednak go nie doceniała? Może on…

Coś sobie postanowił i za wszelką cenę chciał tego postanowienia dotrzymać?

- Ryzyko? – powtórzyła. – A co ty możesz wiedzieć o ryzyku?

Swoim lekkim uśmiechem wyrażała pewien dystans do niego, ale to go nie speszyło. Stal wyprostowany i nie spuszczał z niej oczu.

A teraz także na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek, jakby znalazł okazję do tego by popisać się czymś.

- Na przykład zainteresowanie sobą pewnej modelki na ubiegłorocznej imprezie i… - zawahał się niedwuznacznie. – Namówienie jej w późniejszej fazie znajomości – zaakcentował subtelnie ostatnie słowo. – na subtelne, ale rozbierane zdjęcia.

- A teraz w jakiej fazie znajomości jesteście? – zapytała, również patrząc mu w oczy.

- Singlowej – odpowiedział krótko. – Przynajmniej ja a Ania… Nie mam większego pojęcia.


- Preferujesz krótkie znajomości… - skwitowała.

- Przeciwnie – zaprzeczył. – To trwało przez prawie rok. Ale czasem coś się kończy.

- A co teraz chcesz zacząć? – rzuciła niewinnie.

Otworzył usta, ale milczał przez moment, jakby ustalając warunki gry. Nie poruszył się. Stal pewnie panując nad każdym ruchem.

- Może przyjdzie jeszcze czas by się pan o tym dowiedziała.

Parsknęła cichutko. Chyba trochę przeszarżował. Ale może to i lepiej. Nadało mu to bardziej młodzieńczego, trochę nieporadnego sznytu. To lepiej.

- Gdzie chodzisz do szkoły? – zapytała niedbale,. Jakby jej to nie interesowało.

- Po wakacjach klasa maturalna w liceum, w Poznaniu – zaskoczył ją trochę. – Tutaj przyjeżdżam na wakacje, rok temu też tu pracowałem. To sklep mojego wuja.

Pokiwała głową, ukradkiem lustrując jego sylwetkę. Był ubrany w czarne szorty odsłaniające jego jego opalone nogi i czarną koszulkę, efektownie kontrastującą z jego blond włosami opadającymi po bokach na jego ramiona. Jego twarz, czasem bardziej ściągnięta z lekko wysuniętą szczęką momentami kojarzyła się jej z młodym mężczyzną, ale gdy jego niebieskie oczy wpatrywały się w nią z lekką ciekawością, uśmiechem stwarzał wrażenie bardziej chłopięcego.

- A bardziej pracujesz, czy zajmujesz się klientkami? – zapytała lekko zaczepnie.

Powoli otwierał usta, jakby szukając odpowiedzi.

- Tylko z wyjątkowymi – odpowiedział w końcu.

- Uhm… - skwitowała krótko. – To komplement, tak?

- Kobiety, które słyszą to milion razy dziennie traktują to raczej jako rutynę.

- Ewentualnie jako tani chwyt sprzedawcy w stronę klientki – kontynuowała zaczepny flirt.


- Wypraszam sobie… Mój chwyt nie był taki tani – zareagował subtelnie i błyskotliwie nawiązując czytelnie do sytuacji, gdy chwycił jej stopę.

Przygryzła wargę, nie wiedząc do końca jak zareagować. Jego odpowiedź była śmiała, to jej imponowało. Jego pewność w ruchach, w postawie, jego błyskotliwość w odpowiedziach. Ale czy czasem nie wypadałoby utemperować go trochę?

Chociaż… Nie sprawiał wrażenia nadętego bufona, był raczej daleki od tego. Może po prostu na swój sposób trenował flirt ze starszą, atrakcyjną kobietą?

- Tani, czy nie, przyzna pani, że zrobił wrażenie – dodał po sekundzie a jego glosie zabrzmiała nuta figlarności.

Pozwoliła sobie na to, by lekki uśmiech błąkał się na jej ustach. Czy powinna go wyprostować, czy może jednak trochę ulec?

- Powiedzmy, że trochę mnie zaskoczyłeś – po chwili zawahania wybrała drugą opcję. – Ale mam wrażenie, że ćwiczysz to na każdej klientce.

- Tylko na takich, które intrygują – odparł raczej banalnie. – Na takich, które kryją pod sobą…

Urwał, wyraźnie przesuwając wzrok w dól na jej odsłonięte w sporej mierze nogi. Poczuła się lekko osaczona, jej twarz zrobiła się poważniejsza. Jego niedwuznaczne spojrzenie, jego uwaga skupiona jej ciele, na jej nogach i jego słowa sprawiły, że poczuła na skórze lekkie mrowienie.

- … tajemnicę – dokończył a jego spojrzenie znów przeniosło się na jej twarz.

Zagiął ją. Rozegrał to bardzo intrygująco, musiała to przyznać sama przed sobą. Patrzyła na niego poważniejszym wzrokiem starając się ani nie uciekać od tego kontaktu, ani nie zdradzać zaciekawienia jakie w niej wzbudzał.

- Tajemnicę… - powtórzyła subtelniej. – I co? Kusi cię, żeby takową poznać?


Na chwilę wyłączyła się ze świata. Miała świadomość, że ten flirt może stać się przedmiotem obserwacji jakiegoś ciekawskiego klienta, albo, co chyba trochę gorsze, kogoś z rodziny Tomka. Ale trochę przestała o to dbać.

Chociaż gdyby teraz wszedł jakiś znajomy… Ale nie, może i flirt z osiemnastolatkiem nie był czymś, co chciałaby eksponować dla szerszej publiczności, ale też nie nosił w sobie czynu nagannego.

- A może klucz do niej mam już w rękach? – zapytał.

- Trochę cię ponosi – wyprostowała się bardziej, próbując go zgasić. – A może ty się pochwalisz jakimiś tajemnicami?

- Gitara, gram w kapeli metalowej – odpowiedział. – Także fotografia. Lubię robić zdjęcia. Pamięta pani co mówiłem o swojej, hm… ex? Proszę…

Pochyli się, sięgając do kieszeni po telefon i klikając w niego.

- Wspominasz o niej tak często, że zaraz nazwę ją swoją przyjaciółką – wbiła złośliwie szpilkę.

- Pani zobaczy, że nie da się tak łatwo zapomnieć. Może za dobre zdjęcia zrobiłem?

Przysunął się bliżej, stając obok, tak, że jej ramię poczuło tak dotyk jego ramienia jak i włosów opadających delikatnie na nagie fragmenty jej skóry. Znów poczuła przyjemne ciarki. Gdy on szybkimi ruchami stukał w telefonie wyszukując odpowiedni folder, ona ukradkiem przeniosła spojrzenie na jego tak blisko znajdującą się twarz. Chłonęła zapach jego ubrania. Jego zapach.

- Co pani na to? – wreszcie znalazł i na sekundę oderwał oczy od telefonu spoglądając na nią. – Albo lepiej to – przesunął palcem.

Nie spodziewała się zobaczyć czegoś spektakularnego i to co widziała pewnie takim nie było, ale…


- Albo to – przesunął palcem raz jeszcze.

Zerknęła z ciekawością na zdjęcia jego byłej dziewczyny, niby modelki. No i chyba nie kłamał, faktycznie była ładna, może nawet bardzo. Na jednym zdjęciu siedziała bokiem na stole z odchyloną głową a największe wrażenie robiły jej opuszczone włosy sięgające blatu. Drugie foto też było efektowne – bohaterka stała tyłem w szpilkach i jeansach, odsłaniając nagie plecy a jej dłonie krzyżowały się nad głową.

- Ładne – skwitowała, uznając, że nie ma co kryć komplementu.

- Pani też powinna mieć takie zdjęcia – spojrzał na nią.

A ona na niego. Ich oczy były bardzo blisko a ciała się stykały. Z pewnym żalem uznała, że musi się trochę odsunąć.

- Może moją tajemnicą jest to, że też takowe mam?

- Założymy się, że zrobiłbym pani jeszcze lepsze?

Nie wytrzymała i parsknęła cichym, krótkim śmiechem.

- Lubisz przekraczać granice – pokiwała głową. – Może jednak wróćmy do tego po co tu jestem.

Rozejrzała się. Szpilki leżały tam gdzie je zostawiła. Ale...

- Może jeszcze coś pani zaproponuję – odezwał się, widząc rozglądającą się Kamilę.

- Nie musisz bawić się w akwizytora.

- Na przykład to – zignorował jej uwagę robiąc dwa kroki w drugą stronę półek.

Sięgnął ręką po coś wiszącego na stojaku. Nie musiała się wysilać by zobaczyć, że podaje jej stringi.

- Nie wiem, czy będą pasować, ale mamy do dyspozycji przymierzalnię – dodał, wręczając jej majtki.


Odpuściła sobie moralizowanie. Pokręciła tylko pobłażliwie głową.

- Jesteś pewny tego co proponujesz? – spojrzała na niego z nauczycielskim wyrazem twarzy.

- A jest pani pewna, że chce znać odpowiedź?

Nie odpowiedziała, patrząc mu w oczy. Intrygował i był pewny siebie. Ćwiczył, sprawdzał jak daleko może się posunąć. Trochę zasługiwał na utemperowanie. Ale musiała przyznać, że robiąc to wszystko robił na niej duże wrażenie.

- Ile klientek zagoniłeś już do przymierzalni? – przenikliwie spojrzała mu w oczy.

Subtelnie, choć akurat zupełnie nieintencjonalnie przesunęła palcami po materiale stringów. Zauważył to.

- Traktuje pani te majtki, jakby chciała wyczytać z nich ich historię. A ta historia zacznie się pisać dopiero od przymierzalni.

To przesądziło. Po tej kolejnej zaskakującej odpowiedzi wiedziała już, że nie ma prawa potraktować tej sytuacji jak zwyczajną. Poczuła szybciej bijące serce.

Rozejrzała się dookoła. Chyba nikt nie zwracał na nich uwagi. Jakaś pani kupowała właśnie towar przy kasie, robiąc dużo szumu. Inni zdawali się zajmować swoimi sprawami.

- Gdzie macie tutaj przymierzalnię? – zapytała, znów patrząc mu w oczy.

- Mamy dwie – zrobił krok, zmuszając i ją by ruszyła. – Jedną dla klientów, drugą… Dla klientów specjalnych.

- Specjalnych? – powtórzyła podejrzliwie. – Mam wrażenie graniczące z pewnością, że wskażesz mi właśnie tą.


- A ma pani jakieś wątpliwości? – zatrzymał się przed drzwiami i otworzył je.

Pościł ją przodem. Pomieszczenie było średniej wielkości, znajdowało się w nim lustro i niewielki stolik.

Weszli oboje. Odwróciła się, patrząc jak blondyn zamyka drzwi za sobą. Serce zabiło jej mocniej, choć prawdę mówiąc już chwilę wcześniej wywróżyła taki właśnie scenariusz.

Niemniej nie mogla tego tak zostawić.

- Świetnie, że zamknąłeś drzwi. Obawiam się tylko, że z niewłaściwej strony – skomentowała patrząc mu w oczy.

- A pamięta pani, jak się pytała co ja wiem co o ryzyku? – przypomniał sytuację sprzed kilku minut. – Oto co wiem. Ja zaryzykowałem, teraz może pani.

Stali przez moment na wprost siebie w milczeniu. Kobieca, konserwatywna z wychowania licealna dyrektorka kilka lat przed czterdziestką i osiemnastoletni intrygujący, niebanalny, działający na emocje licealista.

- Teraz tylko zastanawiam się, jakiego rodzaju reprymendę zanotuje pani na mnie.

W trakcie wypowiadania tych slow na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Był to uśmiech chłopięcy, licealisty, który coś tam spsocił. To przesądziło. Gdyby uśmiechnął się jak doświadczony cwaniaczek, zwycięzca, wtedy nie zrobiłaby tego, co...

Nie spuszczając z niego wzroku sięgnęła dłonią w stronę zapięcia. Poczuła jak materiał sukienki poluzował się i opadła ona do bioder, po czym zsunęła ją z siebie. Schyliła się podnosząc ją i wyprostowała, znów spoglądając na Tomka. Patrzył na jej ciało. Jego uśmiech lekko przygasł a twarz przybrała nieco poważniejszy wyraz. Sprawiło jej to satysfakcję.

Ale to była łatwiejsza część zadania.

- Widzę, że ci się podoba – rzuciła z niespecjalnie ukrywaną satysfakcją.

- Mam wrażenie graniczące z pewnością, że nie tylko mi – odparował.


Nie odpowiedziała. Zamiast tego odwróciła się od niego, stając przed lustrem. Z jej ust wydobył się cięższy, bezgłośny oddech. Wsunęła palce pod gumkę i zsunęła majtki z bioder eksponując przed nim golą dupę. Po kolei uniosła stopy, tak by zdjąć majtki całkowicie.

Mając świadomość, że przy tym pochyleniu się Tomek mógł zobaczyć coś więcej, niż tylko jej wypięte pośladki.

Nie czuła potrzeby komentowania. W milczeniu wciągnęła na siebie sklepowe stringi sprawdzając jak leżą i przeglądając się w lustrze. Przez chwilę zmieniła pozycję patrząc na swą sylwetkę w lustrze z boku.

- I jak? Zadowolona z akwizytora? – usłyszała w końcu zza pleców.

Nie odpowiedziała zrazu, ani nie zwróciła się w jego stroju, wciąż patrząc jak prezentuje się z boku.

- Myślę, że zadowolona tak samo ja, jak i publiczność – odpowiedziała, wreszcie patrząc w jego twarz.

Wiedziała, że wywołała w nim emocje, choć starał się ich nie okazywać. Stał oparty lekko o ścianę a ręce miał założone na piersiach. Tak jakby był jakimś strażnikiem.

Musiała przyznać, że robił na niej wrażenie, swą postawą, ogólnie wizerunkiem. I z pewną satysfakcją zarejestrowała, że ona sama panuje nad emocjami lepiej, że wie co chce zrobić a czego nie.

Pytanie, czy on chciał na tym poprzestać. Była strasznie ciekawa jego inwencji i kolejnych kroków.

- Publiczność najchętniej biłaby brawo wszystkim co tylko ma… - skomentował mocno niedwuznacznie nieco stonowanym tonem

- Tomaszu… - uśmiechnęła się łagodnie. – Stąpasz po cienkim lodzie.

Nie czekając na odpowiedź, chwyciła stringi i znów pochyliła się, ściągając je z siebie. Znów mógł zobaczyć jej dupę i możliwe, że coś więcej, choć starała się zrobić to tak, by ograniczyć mu możliwość oglądania.


Stukot jej szpilek, których nie zdjęła, rozbrzmiał po pomieszczeniu, jeszcze bardziej potęgując erotyczną atmosferę, gdy przeszła do stolika. Kątem oka widziała jak Tomek patrzy na jej nagie ciało, zasłonięte tylko stanikiem. Na jej długie niczym nie osłonięte nogi, na jej nagie pośladki.

Na jej wzgórek łonowy, którego, choćby chciała nie mogla przed nim całkowicie ukryć.

Gdy chwyciła swoje własne stringi, by je włożyć na siebie, on wreszcie się ruszył. Pomieszczenie było wystarczająco niewielki by ten jeden krok sprawił, że stanął tuż przed nią. Zauważyła ruch jego rąk, które w mgnieniu oka wylądowały na jej biodrach. Odruchowo cofnęła się. Nie pościł.

- Może publiczność chciałaby czegoś więcej – skomentował jej wycofanie.

Ciepło płynące z dotyku jego dłoni wpływało na nią. Na sekundę zatrzymała się przy tym odczuciu. Ale tylko na tyle. Spojrzała mu w oczy i chwyciła jego nadgarstki, odrywając je od bioder.

- Publiczność musi się liczyć z tym, że nie zawsze dostaje to, czego oczekiwała.

Odwróciła się, dając mu po raz ostatni okazję na to by zobaczył jej nagi tyłek. Tym razem już nie zaryzykowała schylenia po majtki, najpierw sięgnęła po sukienkę wkładając ją na siebie. Dopiero potem majtki.

Trochę to trwało i robiła to w milczeniu. Widocznie wytraciła go z równowagi, może wreszcie wyszedł z niego bardziej typowy nastolatek, nie wiedzący do końca jak się zachować w tej sytuacji. A na pewno taki, który nie chciał nalegać jakoś wybitniej i wyjść na bezrozumnego napaleńca.

W pełni ubrana odwróciła się, szukając kontaktu wzrokowego. Przywołała subtelny uśmiech na twarzy.

Na moment zbliżyła się do niego, kładąc ręce na jego barkach.

- Teraz będziesz miał co robić po pracy, nie?

Uśmiechnęła się szerzej i nie czekając na jego reakcję chwyciła sklepowe stringi i otworzyła drzwi wychodząc na zewnątrz.





6. Po południu na siłowni.




Popołudniowe słońce nie straciło jeszcze na sile, gdy kroczyła miejskim chodnikiem w centrum miasta a stukot szpilek wkomponowywał się w odgłos miejskiego gwaru. Szła w stronę siłowni w swoim standardowym stroju, czyli sukienka i szpilki. Standardowo też przyciągała męskie spojrzenia i te szybko urywane i te odważniejsze. Tym razem może potrzebowała tego. Pompowały jej ego i dodawały pewności przed spotkaniem z Marcinem.

Niech sobie myśli, że to on prowadzi tą grę”. Z tym nie było problemu. Gorzej, że w głowie wciąż miała sytuację sprzed kilku godzin w sklepowej przebieralni. W ogóle ten flirt z Tomkiem… A raczej sam Tomek. Naprawdę intrygujący. Ciekawe czy miał świadomość, że nie brakło tak wiele, by to wszystko skończyło się trochę inaczej? Hm, trochę…

Miała solidne wrażenie, że to się jeszcze nie skończyło. Tylko, że… Czy nie przesadza z z tym wszystkim? Czy nie za dużo już tego? Ta akcja z tym Hadesem, Christer… Poza tym, to chyba ona musiałaby się w tym momencie wykazać inicjatywą a to raczej nie było jej domeną. W zasadzie w jej przypadku wystarczyło by weszła tam raz jeszcze i po prostu spojrzała na niego zachęcająco, ale…

Urwała tę myśl, gdy jej oczom ukazały się drzwi prowadzące do siłowni. Pchnęła je, wchodząc do środka, od razu poczuła chłód płynący z klimatyzacji. Siłownia była dość duża i dobrze wyposażona w kilka bieżni, strefę wolnych ciężarów, maszyny i kącik do strechingu. W środku była trochę więcej niż dziesięć osób, w tym z dwie dziewczyny.

Dostrzegła też Marcina, ale on nie zauważył jej. Może i dobrze, zdążyła przemknąć do szatni a tam zdjęła sukienkę zostając w samej bieliźnie. Wciągnęła legginsy czując jak ciasno opinają jej biodra. Wszystko było jasne – będą patrzeć. Wyszła z szatni.

Na sali od razu wyczula na sobie kilka spojrzeń. Dwóch facetów przy sztangach przerwało rozmowę patrząc na nią przez chwilę. Stojący za nimi łysy paker z tatuażami gapił się jeszcze bardziej bezpośrednio gdy przechodziła obok niego. Tym razem, to, że cieszyła się zainteresowaniem dodawało jej energii i było czymś pożądanym.


Stanęła obok bieżni, udając, że nie dostrzega Marcina zajętego rozmową z jakimiś dwoma normalniej wyglądającymi facetami pewnie w jego wieku. Nie mogło to długo trwać. Raptem trzydzieści sekund później usłyszała za plecami jego głos.

- Widzę, że nie każesz na siebie czekać.

Odwróciła się, przywołując na twarz subtelny uśmiech. Marcin stal obok. Był faktycznie przystojny, niemal wygolony do zera bo bokach, z zaczesanymi włosami z przodu. Raczej szczupły, z minimalnym zarysem mięśni. Przyciągająca wzrok twarz i pewien luz jaki miał w sobie. I dla przeciwwagi wzrok, którymi wbijał się w nią jakby próbując zdeprymować, zdobyć przewagę. Miał na sobie szorty i koszulkę.

- Myślałam, że to ja będę pierwsza- odpowiedziała. - Nie każdy tak punktualnie wpada na siłownię.

- Gdy umawiam się z kimś takim, staram się nie spóźnić.

Jego wzrok przesunął się po jej ciele, zatrzymując na legginsach. Nie był nachalny, ale wystarczająco wyraźny, by pokazać, że dostrzega każdy szczegół.

Tak, było jasne, że potrafi zrobić wrażenie od pierwszej chwili.

- Z kimś takim? - powtórzyła, wchodząc na bieżnie i włączając wolne tempo. - To brzmi, jakbyś miał jakieś oczekiwania.

Stanął obok bieżni, ale nie za blisko. Celowo. Z tej pozycji widział więcej, jej każdy ruch, jej poruszające się nogi.

- Powiedzmy, że po wczorajszym incydencie z tym zdjęciem… No wiesz, takie zdjęcia nie trafiają do każdego.

- Ech… - skrzywiła się lekko. - Myślałam, że wczoraj wieczorem wszystko już wyjaśniliśmy

Zauważyła, że facet z tatuażem teraz robił przysiady, ale jego wzrok non stop kierował się w jej stronę. Zauważył to i Marcin a na jego twarzy pojawił się lekki, triumfalny uśmiech.


Odebrała to z lekkim niesmakiem. Wyraz triumfu, oznaczał jego przewagę nad innymi mężczyznami. To on był blisko tej piękności na bieżni, niezależnie od tego jak mogłoby to się skończyć, jutro mógłby im opowiadać, że po siłowni pieprzył ją w domu we wszystkich pozycjach a oni mogliby w to uwierzyć.

- Być może - skwitował. - Czasem przypadki nie muszą być takie przypadkowe.

- Nie każdy przypadek trzeba od razu analizować - spojrzała w jego stronę. - Czasami to zwykłe zbiegi okoliczności.

- W takim razie mam szczęście do takich zbiegów okoliczności, zwłaszcza gdy teraz widzę, że jednak wiesz co na siebie włożyć.

Jego wzrok przebiegł się po legginsach. Uśmiechnęła się w duchu, znajdując okazję.

- Cieszę się, że doceniasz mój wybór A ty... Przyszedłeś tutaj by ćwiczyć, czy komentować mój strój? – odbiła z subtelną zaczepką.

- Ćwiczyć oczywiście - odpowiedział, opierając się o maszynę. - Choć szczerze mówiąc ten widok mnie trochę rozprasza.

- Uhm… - wyłączyła bieżnię i zeszła, niemal ocierając się o Marcina.

Nie czekała na jego reakcję. Ruszyła w stronę strefy z hantlami. Nie czekała na niego, wiedząc, że idzie za nią, że widzi każdy jej ruch, jej ciało opięte ciasnymi legginsami, szczególnie jej tyłek.

- To może zamiast na widoku powinieneś skupić się na sztangach? - odwróciła się, dochodząc na miejsce.

- Łatwo powiedzieć - patrzył jej prosto w oczy. - Ale jak tu się skupić, gdy dostaje się takie prezenty?

Parsknęła krótkim śmiechem. Na to mogla sobie pozwolić. Wiedziała, że nawiązał do zdjęcia, ale pewnie i tego, że idąc za nią widział to co pewnie musiało wpływać na jego emocje.


- Nie wspominaj o tych prezentach - sięgnęła po coś lżejszego i zaczęła wykonywać powolne ruchy. - Ciesz się. Nie każdy ma okazję dostać coś, co nie było przeznaczone dla niego.

Zauważyła, że zmiana miejsca nie umknęła uwadze innych bywalców siłowni. A Marcin czerpał chyba z tego tytułu satysfakcję.

- Pomyłka, czy nie, zrobiło wrażenie - zniżył nieco głos. - A coś mi mówi, że lubisz robić dobre wrażenie.

Żeby nie było, że interesuje go tylko ona, sam sięgnął po coś cięższego i zaczął się tym bawić.

- To jeszcze nie oznacza, że ktoś kto lubi robić wrażenie, lubi także rozdawać prezenty - odparowała.

Milczał przez moment dźwigając ciężar i patrząc na nią. Jego wzrok znów prześlizgnął się po legginsach.

- Często tu bywasz? - zapytał zmieniając temat.

- Jak nietrudno się domyślić, nie - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - A ty? Co ciebie tu sprowadza? Rzecz jasna oprócz widoków - wbiła lekką szpilkę.

Tym razem zmusiła go do lekkiego uśmiechu.

- Widoki to tylko bonus. Lubię dbać o formę. I o dobre towarzystwo - dodał po sekundzie.

- To brzmi jakbyś miał doświadczenie w wybieraniu towarzystwa.

- Mam - odparł patrząc jej prosto w oczy. - A z kimś takim jak ty, to już nie wybór towarzystwa. To wyzwanie.

Hipnotyzował ją wzrokiem. Głosem i postawą również. Starał się być opanowany, raczej spokojny, jakby chciał tym przejąc nad nią kontrolę. Wyczuwała to. Ale nie myślała, że będzie taki śmiały prawie od razu. Może to przez to zdjęcie, może przez jej wczorajszą opowieść?


Jej legginsy ciasno opinające jej uda, kończąc się w połowie, eksponowały długie, zgrabne nogi. Każdy krok na siłowni, każdy ruch hantlami przyciągał spojrzenia – nie tylko Marcina, ale i innych mężczyzn. Łysy paker z tatuażami, który wciąż zerkał z kąta, nie krył zainteresowania. Dwóch kolesi przy sztangach, którzy chwilę wcześniej przerwali rozmowę, teraz wymieniali półsłówka, rzucając ukradkowe spojrzenia. Nawet dziewczyna na bieżni obok zwolniła tempo, jakby chciała lepiej przyjrzeć się tej kobiecie, która zdawała się dominować przestrzeń samą swoją obecnością. Kamila czuła to wszystko, a adrenalina krążyła w jej żyłach jak prąd. Wiedziała, że jest w centrum uwagi, i choć grała neutralność, jej ruchy – subtelne, ale celowe – zdradzały nutę prowokacji.

Marcin stał obok, wciąż z tym swoim hipnotyzującym wzrokiem, który zdawał się rozbierać ją warstwa po warstwie. Jego słowa, choć lekkie, miały w sobie ciężar intencji. Kamila chwyciła lżejszy hantel, wykonując powolne uniesienia ramion, czując, jak legginsy podkreślają każdy mięsień jej nóg. Wiedziała, że Marcin to widzi. I że chce widzieć więcej.

- To brzmi, jakbyś lubił stawiać sobie wysoko poprzeczkę - skomentowała w końcu.

- Tylko wtedy, gdy nagroda jest warta wysiłku - odparł błyskawicznie, opierając się o stojak z ciężarami. Jego ton był swobodny, ale oczy zdradzały, że testuje grunt. - A ty, Kamila, wyglądasz na kogoś, kto lubi, gdy faceci muszą się postarać.

Uśmiechnęła się kącikiem ust, odkładając hantel z lekkim stuknięciem. Zrobiła krok w stronę maszyny do wyciskania, świadomie przechodząc tuż obok niego. Jej ramię musnęło jego, a zapach jej perfum zmieszał się z zapachem siłowni - metalu, potu i klimatyzacji. Czuła, jak spojrzenia innych mężczyzn podążają za nią, ale to Marcin był teraz w centrum jej gry.

I miała świadomość, że daje mu w ten sposób wygrywać. Trochę ją to bolało.

- Starania to jedno - odpowiedziała, siadając na ławce i regulując obciążenie. - Ale niektórzy faceci bardziej lubią mówić, niż działać. - Spojrzała na niego z lekkim wyzwaniem w oczach. - A ty w której grupie jesteś?


Zaśmiał się cicho, ale w jego śmiechu było coś drapieżnego. Podszedł bliżej, opierając dłonie o krawędź maszyny, tak że jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko jej.

- Powiedzmy, że wolę pokazywać, niż opowiadać. Ale najpierw muszę wiedzieć, czy gra jest warta świeczki.

- Och, więc to ja mam być nagrodą? - odparła, unosząc podbródek. Jej głos był lekki, ale w oczach błysnęło coś, co mogło być zarówno zaproszeniem, jak i ostrzeżeniem. - Trochę dużo zakładasz, Marcin.

- Może - przyznał, nie odrywając od niej wzroku. - Ale to zdjęcie, które mi „przypadkiem” wysłałaś, mówiło więcej, niż twoje słowa teraz.

Kamila poczuła, jak jej serce przyspiesza. Atmosfera gęstniała, a jego słowa były jak iskra w suchej trawie. Wiedziała, że musi utrzymać kontrolę, ale jego pewność siebie, ten sposób, w jaki balansował na granicy flirtu i prowokacji, budził w niej coś, czego nie mogła zignorować. Odchyliła się lekko na ławce, pozwalając, by legginsy podkreśliły zarys jej pośladków. Zauważyła, jak jego spojrzenie na ułamek sekundy zsunęło się niżej.

Co by nie powiedzieć, nie miała większego doświadczenia z takimi typami. W sumie to niemal żadnego.

- Ile razy mam tłumaczyć, że to był przypadek?

- Może i przypadek. A jednak teraz jesteś tu, w legginsach, które wyglądają, jakbyś chciała, żeby wszyscy je zauważyli - rzucił, a jego uśmiech stał się bardziej zadziorny. - W tym ja.

Kamila parsknęła cicho, odkładając drążek. Wstała, robiąc krok w jego stronę, tak że ich twarze dzieliło tylko kilkanaście centymetrów. Czuła ciepło jego oddechu i spojrzenia innych na siłowni, które zdawały się przyciągać jak magnes. Łysy paker przestał udawać, że ćwiczy, i teraz otwarcie gapił się na nich. Dwóch innych facetów wymieniło spojrzenia, jakby obstawiali, co zaraz się wydarzy.

- Nie przyszło ci do głowy, że może i chcę, żeby zauważono... - odpowiedziała wolno, zniżając głos do niemal szeptu. - Ale to nie musi oznaczać, że każdy dostaje to, na co patrzy?


- To dobrze - zgodził się. - Nagroda zawsze powinna trafić tylko dla wybranych.

Zostawiła to bez odpowiedzi, ruszając w stronę strefy stretchingowej. Wiedziała, że idzie za nią. Czuła to w każdym kroku, w każdym spojrzeniu, które wbijało się w jej plecy.

Na macie do stretchingu zatrzymała się, przyjmując pozycję, która wymagała lekkiego pochylenia. Legginsy napięły się jeszcze bardziej, a ona doskonale zdawała sobie sprawę, że Marcin - i nie tylko on - ma teraz idealny widok. Usłyszała, jak ktoś na siłowni gwizdnął cicho, ale nie odwróciła się. Zamiast tego spojrzała na Marcina przez ramię, posyłając mu subtelny uśmiech.

- Nie stój tak, pomóż mi - rzuciła, wskazując na matę. - Chyba że boisz się, że nie nadążysz.

Marcin podszedł bliżej, a jego ruchy były płynne, jakby doskonale wiedział, co robi. Stanął za nią, udając, że pomaga jej w rozciąganiu, ale jego dłonie musnęły jej ramiona, zatrzymując się chwilę dłużej, niż było to potrzebne. Kamila poczuła ciepło jego palców i lekki dreszczyk, ale nie cofnęła się.

W miarę jak płynął czas siłownia powoli pustoszała. Słońce za oknem chyliło się ku zachodowi, rzucając ciepłe, pomarańczowe refleksy na lśniące maszyny. Dwóch facetów przy sztangach zwinęło swoje rzeczy i ruszyło do szatni, rzucając ostatnie spojrzenia w stronę Kamili. Łysy paker z tatuażami też zniknął, zostawiając po sobie tylko echo ciężkich oddechów. Została tylko dziewczyna na bieżni, ale i ona, wycierając czoło ręcznikiem, zbierała się do wyjścia. Gwar siłowni cichł, ustępując miejsca subtelnemu szumowi klimatyzacji i rytmicznemu stukotowi butów Kamili, gdy przesuwała się po macie do stretchingu.

Marcin stał blisko, bliżej niż powinien. Jego obecność była jak ciepły powiew, który muskał jej skórę, budząc dreszcze. Kamila, w swoich legginsach do połowy ud, czuła, jak każdy jej ruch – czy to pochylenie, czy wyprost – jest przez niego obserwowany. Nie krył tego. Jego spojrzenie, choć opanowane, miało w sobie coś drapieżnego, jakby chciał ją rozgryźć, zdobyć, zanim ona zdąży postawić granice. I choć Kamila powtarzała sobie, że to ona prowadzi grę, że jest tu po dowód dla Alicji, jego pewność siebie i ten cholerny urok sprawiały, że jej serce biło szybciej, a myśli zaczynały się plątać.

- Coś mi mówi, że lubisz, gdy robi się gorąco – odezwał się po krótkiej chwili.


Kamila zatrzymała się w połowie rozciągania, unosząc wzrok. Jej nogi, napięte w legginsach, przyciągały jego uwagę, a ona świadomie pozwoliła, by ten moment trwał chwilę dłużej.

Może to był jeden z tych momentów, by podkręcić atmosferę?

- To ty podkręcasz temperaturę, Marcin. Ja tylko próbuję nadążyć.

- Nadążasz lepiej, niż myślisz - odparł, robiąc krok bliżej i przechylił głowę, a w jego oczach błysnęło coś, co sprawiło, że Kamila poczuła ciepło rozlewające się po jej ciele. - Wiesz, co jest w tobie najbardziej intrygujące? Że próbujesz grać chłodno, ale twoje ruchy… - zawiesił głos, przesuwając spojrzenie po jej sylwetce - …mówią coś innego.

Pozwoliła sobie na krótki, cichy śmiech, ale w jej śmiechu było więcej napięcia, niż chciała przyznać. Odwróciła się, przyjmując kolejną pozycję do rozciągania, lekkie pochylenie, które podkreśliło krzywiznę jej bioder i napięcie legginsów. Wiedziała, że to działa na niego, i choć miała być neutralna, ta gra zaczynała ją wciągać.

- A może to ty zwyczajnie widzisz to, co chcesz zobaczyć?

- Może - przyznał, a jego uśmiech stał się bardziej zadziorny. Zbliżył się jeszcze o krok, tak że dzieliło ich tylko kilka centymetrów. Siłownia była teraz niemal pusta, dziewczyna z bieżni zniknęła, a ostatnie kroki gdzieś w oddali ucichły. - Ale to zdjęcie, które mi wysłałaś… To nie był przypadek, Kamila. Nie do końca.

Jej oddech na moment zamarł. Wiedziała, że wraca do tego tematu, by ją wytrącić z równowagi. I, cholera, działało. Jego głos, niski i sugestywny, w połączeniu z tym, jak stał – pewny siebie, z lekkim uśmiechem, który mówił „mam cię”.

I to akurat było płytkie. Irytowało ją. I dobrze, na wszelki wypadek, gdyby miało zakręcić się w jej głowie mogla sobie przypomnieć, że jest irytujący, zbyt pewny siebie.

- Wciąż o tym zdjęciu? - skrzywiła twarz, prostując się i odwracając do niego. Stała teraz naprzeciw, ich twarze były tak blisko, że czuła ciepło jego oddechu. - Może po prostu lubisz fantazjować, Marcin.


- Fantazjować? - powtórzył, a jego oczy błysnęły. - Nie muszę. Hm, mam przed sobą coś lepszego niż fantazje. — Jego dłoń, jakby przypadkiem, musnęła jej przedramię, gdy poprawiał swoją pozycję. Dotyk był lekki, ale elektryzujący, jak iskra, która przeskakuje między nimi. - Pytanie, czy ty masz odwagę, by pójść o krok dalej.

Kamila poczuła, jak jej ciało reaguje na jego słowa, na ten dotyk, na jego bliskość. Jej umysł krzyczał, że to gra, że musi pamiętać o Alicji, o dowodzie, o tym, że Marcin jest dokładnie tym, za kogo uważał go Krzysztof – kobieciarzem, który poluje na okazje. Ale jej ciało, jej skóra, jej przyspieszony puls mówiły coś innego. Czuła, jak urok Marcina powoli ją oplata, jak jego słowa wbijają się w nią, podkręcając napięcie, które i tak już było niemal namacalne.

- Nie wiem o jakiej odwadze mówisz - wzruszyła lekko ramionami.

- Wiesz – skwitował krótko - Myślę, że oboje lubimy, gdy robi się… intensywnie.

- Intensywnie? - powtórzyła, unosząc podbródek i patrząc mu prosto w oczy. - To brzmi, jakbyś miał coś konkretnego na myśli.

- Może mam - odparł, a jego dłoń znów zawisła w powietrzu, jakby chciał chwycić ją za biodro, ale się powstrzymał. - Ale to nie jest rozmowa na środek siłowni. - Rozejrzał się, jakby chciał podkreślić, że są niemal sami. - Chyba że lubisz, gdy inni patrzą.

Kamila poczuła, jak jej serce bije mocniej. Siłownia była teraz ich areną, a on wyraźnie testował jej granice. Jego słowa, ten ton, ta pewność siebie, wszystko to sprawiało, że czuła się jak mucha w jego sieci. Ale nie była muchą. Była myśliwym, a on zwierzyną. Musiała tylko pamiętać, po co tu jest.

Coś zasugerował. Czy to b był moment by pozwoliła mu poprowadzić wszystko dalej?

- Inni? - rzuciła, rozglądając się . – Jest tu prawie pusto, poza tym myślę, że to ty lubisz być w centrum uwagi.


- Tylko wtedy, gdy jest na co patrzeć - odparł, a jego głos był miękki, ale pełen intencji. Podszedł bliżej, stając tuż za nią. - I uwierz mi, Kamila, teraz nie widzę nikogo innego.

Jej oddech przyspieszył. Czuła jego obecność za sobą, jego ciepło, jego spojrzenie. Wiedziała, że gra staje się coraz bardziej niebezpieczna, że jego urok działa na nią mocniej, niż chciałaby przyznać. Ale nie mogła się cofnąć. Nie teraz. Nie, gdy była tak blisko celu.

Siłownia była już niemal całkowicie pusta. Ostatnie kroki dziewczyny z bieżni ucichły w oddali, a szatnia pochłonęła resztki dźwięków. Tylko szum klimatyzacji i ciche brzęczenie neonów wypełniały przestrzeń. Kamila stała na macie do stretchingu, czując, jak legginsy do połowy ud napinają się na jej skórze, eksponując każdy mięsień, każdą krzywiznę. Jej oddech był szybszy, niż chciałaby przyznać, a serce biło w rytmie, który zdradzał, że gra z Marcinem weszła na nowy, niebezpieczny poziom. On stał tuż za nią, tak blisko, że czuła ciepło jego ciała, a jego spojrzenie niemal paliło jej plecy.

Marcin nie ukrywał już swoich intencji. Jego głos, dotychczas wyważony, stał się bardziej szorstki, bezpośredni, jakby uznał, że pora zrzucić maskę.

- Wiesz, Kamila, te legginsy to tortura - powiedział, a w jego tonie było coś, co sprawiło, że jej skóra zapłonęła. - Wyglądasz, jakbyś chciała, żebym stracił kontrolę.

Kamila odwróciła się powoli, unosząc brew. Jej oczy błyszczały, ale w głowie wciąż tliła się myśl o Alicji, o dowodzie, o tym, że to ona ma tu przewagę. Jednak jego bliskość, jego bezczelność, ten sposób, w jaki wbijał się w nią wzrokiem, sprawiał, że jej ciało reagowało wbrew rozumowi.

- Może to ty lubisz się torturować, patrząc na coś, czego nie możesz mieć?

Marcin zaśmiał się cicho, ale w jego śmiechu nie było już tej nonszalanckiej lekkości. To był śmiech drapieżnika, który wie, że ofiara jest w jego zasięgu. Zrobił krok bliżej, tak że ich ciała niemal się stykały.

- Nie mogę mieć? - zapytał, a jego dłoń, tym razem bez wahania, musnęła jej biodro, zatrzymując się na krawędzi legginsów. - A może to ty chcesz, żebym sprawdził, jak bardzo jesteś powściągliwa? Albo jak nie jesteś?

Jego palce, ciepłe i pewne, leżały na jej skórze, a ten dotyk wysyłał fale gorąca przez jej ciało. Wiedziała, że powinna się cofnąć, powiedzieć coś, co przywróci dystans, ale nie… Zamiast tego przechyliła głowę, pa


trząc mu w oczy.

- Jesteś bardzo pewny siebie – odparła ciszej, by jej głos nie zadrżał a i przy okazji podkręcając klimat. — Ale uważaj. Nie każdy lubi, gdy ktoś przekracza granice.

Jego dłoń przesunęła się odrobinę niżej, muskając krawędź legginsów, jakby testował, jak daleko może się posunąć.

- Myślę, że ty lubisz, gdy ktoś je przesuwa. To zdjęcie, ta rozmowa wczoraj… Nie oszukujmy się, Kamila. Ty chcesz, żeby to poszło dalej.

Jego słowa były jak cios, precyzyjny i bezpośredni. Czuła, jak atmosfera między nimi gęstnieje, jak napięcie erotyczne osiąga punkt, w którym trudno już myśleć trzeźwo. Siłownia była pusta, a oni stali w rogu, gdzie cienie rzucane przez gasnące światło tworzyły intymną aurę. Kamila wiedziała, że to moment, w którym może już mówić o dowodzie, że Marcin jest dokładnie tym, za kogo uważał go Krzysztof. Ale jego urok, jego bezczelność, sposób, w jaki patrzył na nią, jakby już ją miał, sprawiał, że nie chciała tego jeszcze kończyć.

- Może - rzuciła, a jej głos był niemal szeptem. Zrobiła krok w jego stronę, celowo zmniejszając dystans, tak że ich ciała niemal się dotykały. Jej dłoń musnęła jego ramię, niby przypadkiem, ale z wystarczającą siłą, by poczuł, że gra nie jest jednostronna. - Ale jeśli myślisz, że to takie proste, to się mylisz.

- Nic w tobie nie jest proste, Kamila. Ale to tylko sprawia, że bardziej chcę to rozgryźć.

- A co, jeśli to ja rozgryzę ciebie pierwsza?

- Spróbuj - rzucił, a jego dłoń, jakby przypadkiem, zsunęła się niżej, muskając jej udo tuż pod krawędzią legginsów. - Ale ostrzegam, mogę cię zaskoczyć.

Kamila poczuła, jak jej ciało reaguje na ten dotyk, na jego bezczelność, na to, jak otwarcie ją prowokował. Wiedziała, że jest jeszcze daleko do wejścia na krawędź, że jeden krok, to za mało, by stracić kontrolę. I czekała na ten moment, którego potrzebowała. Dowód. Musiała go zdobyć, nawet jeśli oznaczało to pójście o krok za daleko.


- Chciałabym powiedzieć, byś zaskoczył mnie - szepnęła, a jej oczy błysnęły wyzwaniem. – Ale obawiam, że czas na mnie.

Odwróciła się, ruszając w stronę szatni, wiedząc doskonale że Marcin idzie za nią. Nie przeliczyła się. Nie mógł jej zostawić, nawet jeśli oznaczało to, że wejdzie za nią do szatni.

W niej było cicho, tylko odległy szum pryszniców w tle. Kamila zatrzymała się przy swojej szafce, odwracając się do Marcina, który stał w progu, oparty o framugę. Jego oczy nie odrywały się od niej, a w jego postawie było coś, co mówiło, że nie zamierza odpuścić.

Przystanęła, opierając się o szafkę. Jej legginsy wciąż przyciągały jego wzrok, a ona świadomie uniosła jedną nogę, opierając ją o ławkę, by podkreślić ich kształt.

Marcin wszedł do środka, zamykając drzwi za sobą. Jego ruchy były płynne, ale w jego oczach było coś, co sprawiało, że Kamila poczuła dreszcz.

- Nie musisz mnie prowokować - powiedział, zbliżając się. - Wiem, czego chcesz.

Jego dłonie znalazły się na jej biodrach, tym razem bez wahania. Czuła ich ciepło przez cienki materiał legginsów, a jego bliskość była niemal przytłaczająca. Opanowała swój oddech. Wiedziała, że to moment, w którym może zdobyć dowód, wystarczyło pozwolić mu pójść dalej, pozwolić, by przekroczył granicę, która potwierdzi jego niewierność wobec Alicji. Ale…

- A ty wiesz, czego ja chcę? — szepnęła, patrząc mu w oczy. Jej dłonie, jakby mimochodem, spoczęły na jego klatce piersiowej, czując napięte mięśnie pod koszulką. — Bo coś mi mówi, że lubisz brać więcej, niż ci się należy. A tymczasem… - dodała szybko, nie dając mu czasu na odpowiedź – Ja będę musiała wziąć prysznic.

- Prysznic? – powtórzył. – To brzmi jak zaproszenie.

Prychnęła lekkim śmiechem.

- Śnisz. Przyzwyczaj się, że nie wszystko jest zaproszeniem. Idę sama.

- Możesz potrzebować pomocy by umyć ci plecy.

Uśmiechnęła się lekko słysząc ten średnio ambitny komentarz. Nie świadczyło to o nim najlepiej. I moglu dodać jej animuszu, gdy uświadomiła sobie, że może to ona jednak kontroluje sytuację bardziej.


- Woda wystarczy, dzięki. – jej głos był ostry, ale z nutą zadziorności, która miała go trzymać w szachu. - Nie potrzebuję asysty.

- A jednak stoisz tu i rozmawiasz. - jego oczy błyszczały, a dłoń musnęła jej ramię, jakby chciał ją zatrzymać. - To już coś.

- To już wszystko - odwróciła się, ruszając w stronę pryszniców. Jej biodra kołysały się lekko, ale nie dała mu szansy na dalszą grę. Wiedziała, że jego spojrzenie podąża za nią, że jego pożądanie jest jej atutem, ale nie zamierzała ryzykować więcej, niż musiała. Dowód dla Alicji musiał być zdobyty na jej warunkach.

Weszła do łazienki, gdzie rząd kabin prysznicowych lśnił w świetle neonów. Zamknęła drzwi kabiny za sobą, upewniając się, że są zabezpieczone. Szum wody, gdy odkręciła kran, wypełnił przestrzeń, a para zaczęła unosić się w powietrzu, tworząc mgiełkę, która dodawała intymności. Postawiła torbę na ławce w kabinie, z dala od wody, i zaczęła się rozbierać. Najpierw zsunęła top, odsłaniając sportowy stanik, który przylegał do jej niewielkich piersi, zarysowując sutki, wciąż lekko napięte od adrenaliny. Potem ściągnęła legginsy, powoli, czując, jak materiał ociera się o jej uda, odsłaniając czarne stringi. W końcu zsunęła stanik i majtki, składając je starannie i chowając do torby. Stała teraz naga, jej skóra lśniąca w świetle, a krople potu mieszały się z wilgocią pary.

Weszła pod prysznic, a ciepła woda spłynęła po jej ciele, wywołując dreszcz. Strumienie pieściły jej ramiona, spływały po obojczykach, między piersiami, gdzie sutki stwardniały pod wpływem kontrastu temperatury. Woda ściekała po jej płaskim brzuchu, po krzywiznach bioder, aż do wzgórka łonowego i wilgotnych fałd jej cipki. Każdy strumień był jak delikatny dotyk, który sprawiał, że jej ciało reagowało, mimo że jej umysł był skupiony na planie. Myła się powoli, namydlając skórę żelem o zapachu cytrusów, czując, jak piana spływa po jej udach, po łydkach, aż do stóp. Jej dłonie przesuwały się po ciele – po piersiach, gdzie sutki były wrażliwe na każdy dotyk, po brzuchu, który napiął się pod jej palcami, po pośladkach, które masowała, jakby chciała rozładować napięcie.

Jej myśli krążyły wokół tego, co się stało. Marcin był nachalny, jego pożądanie oczywiste, sposób, w jaki jego oczy pożerały ją, jak jego dłoń musnęła jej ramię, zdradzały, że jest gotów przekroczyć granice. Wiedziała, że zdobyła już część dowodu, jego słowa, jego reakcje, które mogła opisać Alicji. Ale potrzebowała czegoś więcej, czegoś niepodważalnego. Planowała włączyć dyktafon w telefonie, gdy wróci do szatni, by nagrać jego dalsze próby, jego wyznania, które potwierdzą jego intencje. Czuła, że gra jest ryzykowna, Marcin był napalony, a jego pewność siebie mogła sprawić, że stanie się bardziej natarczywy. Zagrożenie było realne, zamknięta szatnia.. Czy mogło to sprawić, że sytuacja wymknie się spod kontroli? Nie no, chyba nie. Poza tym była zdeterminowana, musiała zachować kontrolę, wykorzystać jego pożądanie, by zdobyć dowód, a potem zniknąć, zanim zrobi się za gorąco.


Woda spływała po jej ciele, a ona zamknęła oczy, czując, jak napięcie powoli ustępuje, choć jej cipka wciąż pulsowała lekko, zdradzając, że chemia z Marcinem zostawiła ślad. Wiedziała, że jej ciało reagowało na jego bliskość, na jego spojrzenie, ale nie mogła pozwolić, by to przejęło kontrolę. Musiała być sprytniejsza, szybsza. Alicja potrzebowała dowodu, a ona chciała zakończyć tę grę na swoich zasadach.

Wyłączyła wodę, czując, jak ostatnie krople spływają po jej skórze. Wyszła spod prysznica, sięgając po ręcznik. Osuszyła ciało, zaczynając od ramion, przez piersi, gdzie sutki wciąż były wrażliwe, po brzuch i uda, aż do cipki, którą wytarła ostrożnie, czując lekkie mrowienie. Owinięta ręcznikiem, który ciasno przylegał do jej ciała, podkreślając krągłości, sięgnęła do torby i wyciągnęła telefon. Włączyła dyktafon, upewniając się, że jest gotowy do nagrywania. Plan był prosty, wyciągnąć z całej tej sytuacji jak najwięcej.

Otworzyła drzwi kabiny i weszła do szatni, wciąż owinięta ręcznikiem. Marcin stał tam, oparty o szafkę. Hamował się, ale jego oczy błyszczały z pożądania. Szatnia była cicha, niemal klaustrofobiczna, a napięcie między nimi wisiało w powietrzu jak para po prysznicu.

- Widzę, że wytrzymałeś – skwitowała rzucając torbę obok ławki.

- Mam nadzieję, że ty będziesz stać w tym ręczniku dużo krócej.

Uśmiech rozszerzył jej twarz. Czy to jedno zdanie nie wystarczało za dowód? Czy nie zdarzyło się tak, że Alicji wystarczy tak naprawdę cale pięć sekund nagrywania? Przecież na dobrą sprawę mogla to już kończyć…

- Czasem możesz się zdziwić – zerknęła w jego stronę. – Ostatecznie mogę poczekać aż przyjedzie mój mąż.

- A do czego ci on? – oderwał się od szafki zbliżając do niej na odległość nie większą niż pół metra. – Twoje zdjęcie wczoraj pokazało tyle, że nie musisz się niczego wstydzić.

- To, co stało się przypadkowo, nie musi oznaczać, że teraz zrobię coś celowo, nie…? – przeciągnęła ostatnie słowo.

A jej ton dal mu nadzieję. Przysunął się jeszcze bliżej, dotykając jej ramion. Nie ociekła. Czekała na ciąg dalszy.


- Skoro raz zadecydował przypadek… - sięgnął dłonią w kierunku zawiązania. – To niech decyduje i drugi.

Nie zareagowała. Patrzyła mu prosto w oczy, czując jak ręcznik zakrywający jej ciało luzuje się i opada. Na chwilę uniosła dłonie, gdy opadający ręcznik odsłonił jej nagie piersi, ale potem cofnęła je, pozwalając opaść.

Stala przed nim naga a on opuścił wzrok niżej taksując jej nagie piersi.

- Juliusz Cezar powiedziałby, że ręcznik został rzucony… - skwitowała, z zadowoleniem przyjmując, że mimo tak napiętej sytuacji jej umysł pozostaje błyskotliwy.

Choć doskonale wiedziała, że taki komentarz zwyczajnie daje przyzwolenie na coś więcej.

- A ja rzucę ciebie na tą ławkę...

- Wow! – powstrzymała go zdecydowanie wyciągając przed siebie ręce. – Nie tak szybko...

- Przestań grać – jego głos zabrzmiał zdecydowanie a ona znów na nią naparł. – Wiesz czego chcesz, tak samo jak ja.

Milczała przez sekundę. Maila dość dowodów, by zamknąć całą historię. Ale...

Czuła to podniecenie. Stala naga w szatni naprzeciw tego uwodziciela, ruchacza po prostu. Wiedziała, czego od niej chce. I wiedziała, że rozpala go mocno. To, że doprowadziła go do takiego stanu sprawiało jej satysfakcję. I coś w niej nie chciało tego przerywać.

Jej spojrzenie przy tej myśli pobiegło mimowolnie w stronę jego spodenek. Nie umknęło mu to.

- Chcesz zobaczyć więcej? – znów przysunął się bliżej. – Sięgnij sama. Albo ci pomogę.


Nie odpowiedziała. Czuła jego oddech na twarzy. Zamknęła oczy. Jej dłoń wylądowała na jego ramionach, potem zsunęła się na klatkę piersiową. W tym samym czasie poczuła jak on obejmuje ją, tylko na sekundę za biodra, by szybko zsunąć dłonie na jej pośladki. Złapał ją za dupę, jakby chcąc podkreślić swoja władze.

- Marcin… - szepnęła.

Ale on nie ustawał. Jego usta wylądowały na jej szyi przyprawiając ją o dreszcze. Rozchyliła lekko usta, czując wyraźnie szybsze bicie serca. To już przekraczało granice i to zdecydowanie. Jeszcze bardziej przekroczyło, gdy jego głowa pochyliła się a jego usta pocałowały jedną z jej piersi, musnęły jej sutek a potem zaczęły go ssać.

- Ej… - próbowała go powstrzymać.

Jej pierś wypadła z jego ust, wróciły one na jej szyję. To ułatwiło zadanie. Drżącą ręką sięgnęła w kierunku jego spodenek, napierając przez materiał. Wyczula twardego penisa i usłyszała pomruk aprobaty.

- Chcesz go? – zapytał.

Nie odpowiedziała, ale dal jej trochę luzu. Sama zsunęła w tej nie do końca wygodnej pozycji jego spodenki z bioder a jej oczom ukazał się sprężysty penis.

Nie traciła czasu. Mruknęła cicho i przesunęła dłonią po całej jego długości. Nie zatrzymała się. Pozwalając by on całował jej usta, twarz, szyję, masowała zachłannie i natarczywie jego sterczącego, sprężystego penisa.

Czuła się z tym zadziwiająco dobrze.

- Uklęknij – zażądał po chwili stonowanym, ale natarczywym tonem.

- To ja dyktuję warunki – odparowała natychmiast cicho. – Boisz się…?

- Nie boję… Chcę cię rżnąć na tej ławce… - jego głos stal się nierówny.

- A może ty powinieneś wylądować na ławce?


Pchnęła go, sama zaskoczona swoją pewnością siebie i inicjatywą. Znalazł się w pozycji pół siedzącej, pół leżącej a ona masowała jego kutasa.

- Chciałeś mnie zaliczyć? – szepnęła. – Fajnie ci się mnie macało?

Mruknął w odpowiedzi. Wiedziała, że chciał czegoś innego. Że, tak jak mówił, chciał ją przelecieć, ale nie zamierzała mu tego dawać. Nie, to za dużo. Nie mogla sobie pozwolić na to by zaliczył ja taki ruchacz a przy okazji narzeczony jej koleżanki.

Miała obawy, czy to utrzyma, czy on nie sprzeciwi się, myśląc, że jest tak blisko celu, tak blisko wyruchania jej. Ale z jego twarzy wyczytała coś innego. Był u skraju. Może przez tą grę na siłowni i w czasie gdy brała prysznic. Może chciał się już po prostu spuścić, może liczył, że to nie ostatni raz, że to gra wstępna. I ustąpił.

Chociaż…

- Wystarczy - odezwał się w którymś momencie. - Teraz...

- Nie - przerwała mu zdecydowanie. - Nie dzisiaj - dodała, jakby dając mu w ten sposób nadzieję, że to jeszcze nie koniec znajomości. - Albo tak, albo cześć...

Przyjął jej warunki gry. Na szczęście.

Pomogła mu w dojściu. Przyklęknęła, jej usta delikatnie muskały jego jądra. Jej gorący oddech pobudzał jego penisa. Zamknęła oczy przez chwilę autentycznie czując ochotę by wziąć go w usta, by obciągnąć mu chociaż przez moment. Oblizała wargi i rozchyliła usta, ale ostatecznie powstrzymała się. Jej dłoń na jego kutasie musiała wystarczyć.

I wystarczyła. Wyraz jego twarzy po ukradkowym spojrzeniu powiedział jej wszystko. Klika ruchów dłonią i… Mogla patrzyć jak z jego penisa tryska lawa spermy. Patrzyła, napawając się na swój sposób tym widokiem.

Osunął się z westchnieniem a ona wiedziała, że to jest moment, którego nie mogla przegapić. Szybko wciągnęła bieliznę a potem sukienkę i szpilki. Tak naprawdę wystarczyło może dwadzieścia sekund i już była gotowa do wyjścia. Ubrała się błyskawicznie, niczym sekretarka ze starych peerelowskich dowcipów.

- Poczekaj… - usłyszała, gdy skierowała pierwszy krok ku drzwiom.

Ale nie czekała. W rytm stukotu szpilek po posadzce bez słowa przemierzyła dystans dzielący ją do wyjścia, otworzyła drzwi i wyżla na zewnątrz.

Słonce już zaszło a ten dzień się jeszcze nie zakończył. I choć nie znała szczegółów, to wiedziała, że zakończy się wyjątkowo mocnym akordem.

Tyle, że tym razem to nie ona miała prowadzić akcję.



7. Wieczorem w szkole.




Krótka sukienka, ta sama, którą miała na sobie przez cały dzień, zafalowała, gdy wysiadła z samochodu na szkolnym parkingu. Była odświeżona po prysznicu a sprawnie i pomyślnie przeprowadzona na siłowni akcja z Marcinem poprawiła jej humor, przynajmniej na chwilę. Wciąż była podekscytowana i wiedziała, że za chwilę to uczucie będzie stopniowo rosnąć.

Jej nogi lśniły w blasku latarni a szpilki stukały o chodnik, dodając jej aury kobiecości.

- Poleciałbym… - skomentował Daniel, po tym gdy zamknął samochód i dołączył do niej.

Powstrzymała uśmiech satysfakcji. Pewnym krokiem wkroczyła do szkoły, wchodząc po schodach. Już na schodach między pierwszym a drugim piętrem minęła pierwszych licealistów, którzy witali ją z należnym pani dyrektor szacunkiem.

Ich spojrzenia ślizgały się po jej nogach wyraźnie odsłoniętych bardziej, niż to miało miejsce zazwyczaj. Nie mogli odpuścić sobie takiego widoku i nawet obecność domniemanego małżonka pani dyrektor nie powstrzymywała ich przed gapieniem się.

Na drugim piętrze postanowiła skierować swe kroki w stronę auli. Weszła do środka. Muzyka grała głośno. Rzuciła okiem obejmując przestrzeń. Było tam pewnie około stu osób, w miażdżącej większości licealistów, do tego jacyś pojedynczy nauczyciele. Niektórzy dostrzegli obecność pani dyrektor. Znów poczuła na sobie spojrzenia szczególnie licealistów płci męskiej.

Daniel chwilowo trzymał się z boku. Widziała na jego twarzy delikatny, domyślny uśmiech. Chciał sobie popatrzeć tym razem nie na żonę, jako taką a na panią dyrektor. Cóż, ta sytuacja nie do końca spełniała jego oczekiwania, ale może w jakiejś części…

- I jak ci się podoba? - skierowała twarz w jego stronę, by lepiej zrozumiał w tym hałasie.


- Pani dyrektor najbardziej mi się podoba.

Jakby na potwierdzenie tych słów, zbliżył się do niej i objął w talii. Z jednej strony nieco krępowała ją ta „degradacja” z roli pani dyrektor do małżonki, ale z drugiej rozumiała ten gest. Poza tym miała powód, by być mu oddana jeszcze bardziej, niż to miało miejsce zazwyczaj.

Stali tak przez chwilę. Trzy osoby na scenie demonstrowały swoje walory muzyczne, publiczność klaskała, skakała, bawiła się, ci którzy przechodzili obok zatrzymywali swoje spojrzenie na sylwetce pani dyrektor.

A Daniel nie odpuszczał. Delikatnie przejechał palcami wzdłuż jej biodra. Subtelny i z lekka erotyczny gest. Jakby zaznaczał młodym licealistom granicę między patrzeniem a posiadaniem. A chociaż ją to lekko deprymowało, to nie zamierzała mu w tym przeszkadzać.

Czuła podekscytowanie. Wiedziała, że Daniel ma plan na ten wieczór. I to wszystko. Nie znała żadnych szczegółów, mogła się ich tylko domyślać. I domyślała się, że nie będzie to niewiele znaczący epizodzik. Ale co konkretnie?

- Chodźmy – ścisnął ją lekko po chwili. - Masz klucz? - zapytał, gdy opuścili aulę kierując się na trzecie, ostatnie piętro.

- Tak – wyjęła z torebki.

W miarę kolejnych kroków, muzyka nieco cichła, za to wzrastał odgłos stukotu szpilek. Jakby była to jakaś symbolika.

Na ostatnim piętrze był spokój, jeżeli można było tak powiedzieć, ignorując decybele dobiegające z auli. Spokój, bo nie kręcił się tu już żaden z licealistów. Tu nie było niczego atrakcyjnego.

- Co planujesz? - zatrzymała się przed salą 48, ostatnią na korytarzu i otwierając kluczem drzwi.


Tylko kiwnął głową w nic nie mówiącym geście.

Weszli do środka. Sala była pusta, krzesła i ławki stały równo ustawione w rzędach. Kamila podeszła do biurka kładąc na nich torebkę. Odwróciła się w stronę Daniel, który zamknął drzwi. Zwróciła uwagę na to, że pamiętał o zatrzasku.

- Poleciałbyś? - zapytała z delikatnym subtelnym uśmiechem, opierając się o biurko.

Nie wiedziała w sumie dlaczego zapytała. Czy kryło się za tym coś więcej? Może jakby nagle przestraszyła się czegoś poważniejszego, wyjątkowo perwersyjnego, uznając, że gdyby wszystko miało zacząć się i skończyć tutaj, to… To nie byłoby to aż takie trudne do zrealizowania.

Ale miała świadomość, że Daniel na tym nie poprzestanie. Że miał w zanadrzu coś wyjątkowego.

Daniel usiadł na stoliku obok drzwi, zachowując dystans do niej. Patrzyła na niego przenikliwie, próbując się domyślić. Był dla niej wszystkim, był tym, który odpowiadał za odkrywanie i realizowanie jej perwersyjnych pragnień. Był jedyny w swoim rodzaju.

Musiała wręcz przyjąć, że był jej twórcą. Stworzył ją, jak jakiś mechanizm działający tylko i wyłącznie pod jego kontrolą.

- Nie chcę, żeby to zabrzmiało jakoś tak obłudnie, ale po takich dniach jak ten, czuję, że kocham cię jeszcze bardziej. Rozumiesz co mam na myśli…

- Jasne, dzięki – skwitował krótko.

I oboje roześmieli się cicho. To najgłupsze z możliwych skwitowanie jej słów sprawiło, że napięcie na sekundę zelżało.

Z jednej strony po takim dniu była zdeterminowana by zrobić dla niego wszystko. Z drugiej nie tłumiło to naturalnego lęku przed tym co wymyślił.


-
Rozbierz się – polecił krótko, nawet nie patrząc na nią.

Serce zabiło nieco mocniej. Poczuła, że nogi się zachwiały.

Oczywiście część jej osobowości w naturalny sposób zbuntowała się, ale tak naprawdę nie miała najmniejszego zamiaru polemizować z tym poleceniem. Chwyciła za brzegi sukienki i zdjęła ją przez głowę. Jej długie nogi odsłoniły się w całości. Spojrzenie Daniela, które zlustrowało tę właśnie część jej ciała i wyraz jego twarzy dodał jej pewności siebie.

- I resztę – uzupełnił – I od razu opowiedz mi wszystko.

Wszystko to się dzisiaj stało”, domyśliła się. I to chyba było bardziej krępujące, niż zdejmowanie bielizny.

- Po szkole poszłam do sklepu po szpilki – zaczęła niezbyt głośno, siląc się na dość neutralny ton. - Tam zagadał do mnie taki dość odważny blondyn. Miał na imię Tomek. Zagadał, nawiązując odważnie do moich nóg. Strasznie mnie to ujęło, czułam się osaczona jego słowami, jego ruchami zdradzającymi pewność siebie – kontynuowała sięgając dłońmi do zapięcia. - Czułam się trochę jak na wystawie, w którymś momencie przyklęknął i włożył mi szpilkę na stopę, jego dotyk, wiesz… Flirtowaliśmy sobie, on okazał się całkiem pojętny, błyskotliwy... Nie powiem, zainteresował mnie, urzekł na swój sposób.

Przełknęła ślinę przed ostatnim zdaniem i zdjęła stanik odsłaniając swe nagie cycki w szkolnej sali całkowicie.

- Skończyło się tym, że zaproponował mi stringi. Poszliśmy do przymierzalni i tam rozebrałam się przed nim… Zdjęłam sukienkę a potem majtki, widział wszystko… - spojrzała w oczy Daniela. – Ale na tym się skończyło.

Kiwnął głową, zarówno w geście tego, że przyjął tą informację, opowieść, jak i jednocześnie wskazując na jej majtki.

Wsunęła palce pod gumkę, zsuwając majtki w dół.


-
Na siłowni starałam się zrobić furorę, poszłam w tej sukience, szpilkach. Marcin od razu się do mnie przykleił, adorował, szukał kontaktu, dotyku, byłam w leginsach, zwracałam uwagę jego i nie tylko. Był coraz bardziej natarczywy. Po ćwiczeniach poszliśmy do szatni, chciał wejść pod prysznic ze mną, ale nie pozwoliłam... Gdy wyszłam w ręczniku, przykleił się do mnie. Był podniecony, ręcznik opadł... Przykleił się, pomacał mnie trochę, namawiał, żebym wsadziła rękę w jego spodenki, więc…

Zatrzymała na chwilę wywód i pochyliła się, by ściągnąć z siebie majtki całkowicie. Uniosła po kolei obie stopy i wyprostowała, odkładając majtki na krzesło.

- Chwyciłam jego penisa, zaczęłam mu walić, wybierając to, niż miałabym pozwolić mu na coś więcej ze mną. Miałam nad nim kontrolę. Spuścił się a ja nagrałam wszystko na dyktafon. Jutro prześlę to Krzysztofowi.

Zamilkła stojąc wyprostowana i czując chłód biurka na swoim tyłku. Była kompletnie naga w szkole. Gdyby miała o tym zapomnieć, to hałas, owszem tu sporo stłumiony, dobiegający z auli jej o tym przypominał. Muzyka i jakieś głośniejsze nawoływania licealistów.

Ale była też naga psychicznie. Mimo tego wszystkiego co ich łączyło, opowiadanie takich rzeczy nigdy nie miało prawa przychodzić jej łatwo. No i w sumie na tym polegał też cały urok.

Było naga pod każdym względem i podlegała jego władzy. Czuła ją w każdym aspekcie. Jej serce bilo mocniej w oczekiwaniu na jego rozkazy. Bo, że takie nastąpią nie ulegało żadnej wątpliwości.

- Nie stój tak – odezwał się po chwili milczenia. - Przejdź się. Chcę widzieć jak wygląda twoje ciało w ruchu.


Spojrzała mu w oczy. To była władza. I to był mężczyzna jej życia. A ona zamierzała mu się oddać.

Ruszyła w stronę drzwi, w stronę Daniela. Była w szpilkach, więc jej łydki i uda napinały się przy każdym kroku. Wiedziała doskonale, że Daniela właśnie to pociągało najbardziej i pragnęła mu to dać. I teraz też, widziała, że swoim spojrzeniem taksuje jej nogi, w ogóle nie patrząc na cycki, czy gdzie indziej.

Gdy odwróciła się wracając w stronę biurka starała się nieco bardziej zakołysać biodrami. Czuła podniecenie tą bezpośrednią demonstracją, tym paradowaniem przed Danielem z gołą dupą centralnie na widoku. Te dwa uczucia dominowały w tym momencie, podniecenie i niepokój przed tym co ma się stać.

- Chcesz jeszcze? - zapytała subtelnie, gdy znów dotarła do biurka i odwróciła się w stronę męża.

Odniosła wrażenie, że nie był pewny czego chce, tak jakby w jego głowie urodziło się coś jeszcze, ale… Ale chyba ostatecznie odpuścił.

Wiedziała dlaczego Daniel zrobił to wszystko. Raz, że lubił rozbudowane gry. Dwa, że chciał by weszła na wyższy poziom erotyczny, by zmysłowość zapanowała nad jej ciałem. I dokonał tego, miłość, pożądanie, podniecenie i niepokój mieszały się w jednym tyglu.

Wstał, ale wtedy i ona kroczyła już w jego stronę zatrzymując tuż przed nim. Zarzuciła dłonie na jego ramiona i spojrzała z powagą.

- Niezależnie co wymyśliłeś… - zaczęła trochę niezdarnie. - Kocham cię. Jesteś wszystkim co mam.

Jej oczy błyszczały, autentycznie z każdą minutą czuła coraz większe oddanie.


Uśmiechnął się bardziej oczami, niż ustami, ale to chyba lepiej. Ich usta zetknęły się w długim, namiętnym pocałunku, takim, jakie w małżeństwach z iluś letnim już stażem nie zdarzają się często. Ale teraz całowali się namiętnie a jego język wsunął się między jej usta, sprawiając, że nogi ugięły się pod ciężarem pożądania i podniecenia. Poczuła jego dłonie na biodrach, tam gdzie najbardziej lubiła.

Trochę trwało zanim oderwali się od siebie. Kamila poczuła, że jednak nie chciałaby stąd wychodzić, by ta akcja zaczęła i skończyła się w tej sali. Ale miała prawie pewność, że…

Daniel cofnął się do drzwi i przekręcił zatrzask. Następnie drzwi się otwarły i hałas muzyki, oraz jakichś urwanych krzyków wzmógł się.

Serce zabiło jej mocniej. Oto było wyzwanie.

- Przejdziemy się na spacer? - usłyszała z ust Daniela.

Posłusznie podążyła w stronę korytarza. Hałas muzyki z dołu i odgłosów wydawanych przez licealistów uderzył ją niemal namacalnie. Stanęła na korytarzu, na jednym z jego końców kompletnie naga, jedynie w szpilkach na stopach.

Odetchnęła ciężej. Wiedziała, że nie będzie potrafiła ukryć swego rozedrgania, podniecenia i niepokoju, może wręcz strachu. Ale Daniel był tym, który miał prawo to widzieć. Miał prawo widzieć ją tak bardzo nagą, jak tylko naga mogła być.

Ich dłonie splotły się i Kamila posłusznie ruszyła u boku Daniela w stronę drugiego końca. Czuła, że nogi ma jak z waty, ale z determinacją zacisnęła usta. To było poświęcenie, na które musiała wyrazić gotowość.

Szła drżącym krokiem, czując jak wszystko w niej buzuje. Nawet te nie największych przecież rozmiarów nagie piersi falowały w rytm stukotu szpilek. Nagość sprawiała, że była kompletnie bezbronna, ale dłoń Daniela jej dłoni przypominała, że nie do końca. Szli niespiesznym krokiem w stronę drugiego końca korytarza, w kierunku biurka dyżurnych.


Szła kompletnie naga z cyckami na wierzchu, z gołą, trzęsącą się pod wpływem kroków dupą. Z nagim łonem, wystawionym bezwstydnie na oczy kogoś, komu mogłoby wpaść do głowy wbiec w jakimś, nieznanym celu na ostatnie piętro.

Szpilki stukały o podłogę wybijając metronom jej strachu zmieszanego z oddaniem i podnieceniem.

Korytarz na tym, trzecim piętrze był niby bezpieczny, licealiści bawili się piętro niżej, jeżeli mieli udać się w innym kierunku, to raczej w dół, ku wyjściu, nie na górę, bo nie było tu niczego, ale… Ale zawsze komuś mogło coś przyjść do głowy, ot tak. Poza tym, oprócz tutejszych uczniów, byli też pewnie licealiści z innych szkół, któremuś mogłoby przyjść do głowy pozwiedzać nieznaną mu szkołę. Ot, z czystej ciekawości.

Ryzyko wpadki zatem istniało i wcale nie było takie minimalne. Musiała liczyć się z czymś kompromitującym, czymś potwornie wstydliwym. To sprawiało, że jej wnętrze paliło się żywym ogniem. Tylko Daniel umiał rozpalić w niej taki ogień.

Schody na krańcu korytarza zbliżyły się. Oblizała wyschnięte wargi i powstrzymała westchnięcie. Przez moment przyszło jej do głowy, iż Daniel zejdzie z nią na dół, ale nie… Nie zdecydowałby się na takie poniżenie małżonki.

- Jesteśmy u celu królewno – oznajmił spokojnym, nieco ściszonym głosem, jakby nie chcąc zwracać niczyjej uwagi na dole, choć nie podobno, by w tamtym hałasie ktoś ich mógł usłyszeć.

Jej wzrok nieustannie kierował się w bok, w stronę schodów. Tak jakby chciała kontrolować, czy jednak na pewno nikt nie wbiegnie. Choć gdyby wbiegł, to co? Schowałaby się za Danielem i natychmiast nakazała nieproszonemu gościowi wykonać odwrót? Byłby to tylko częściowy ratunek.


K
ażda głośniejsza odzywka na niższym piętrze, każdy jakiś mocniejszy tupot kroków wywoływały u niej alergiczną reakcję. Ciężko oddychała, jej oczy były szeroko otwarte a jej nogi drżały.

Daniel musiał to dostrzec.

- Jesteś najpiękniejsza – odezwał się a jego ton wreszcie zdradzał większe emocje. - Ale twoje trzęsące się nogi są definicją piękna.

Ścisnęła mu dłoń, ale nie zdążyła skomentować.

- Nie stój tak, uklęknij.

Nie zamierzała wchodzić w polemikę, posłusznie uklękła, oddychając ciężko. I nie zamierzała czekać na kolejne polecenie. Jej dłonie sięgnęły do zamka jego spodni. Siłowała się z nim przez sekundę, dwie a potem rozpięła i opuściła jego spodnie wraz z bokserkami w dół. Skoro na była kompletnie naga, to i on...

Choć czy w razie ewentualnej wpadki, w czymś jej to pomagało? Chyba jeszcze gorzej...

Jego kutas nie sterczał jeszcze, co tak naprawdę lubiła. Uwielbiała bawić się, gdy jeszcze był miękki, by sama mogła go doprowadzić do twardości i teraz to robiła. Masowała go subtelnie, przesuwała dłonią po całej jego długości, by chwilę później nerwowo jak i zmysłowo zwilżyć językiem wargi i wsunąć go w usta.

Z satysfakcją czuła jego reakcję. Jej gorące usta wpłynęły na jego twardość niemal od razu. Z sekundy na sekundę stawał się coraz sztywniejszy, coraz większy, wypełniając ją całkowicie. Przytrzymała dłońmi jego biodra i przesuwała swe usta po całej długości kutasa Daniela. Chciała by docierał do niej jak najgłębiej. By wchodził w jej gardło. A gdy tak się działo, lekkie drgnięcia Daniela przyprawiały ją o rozkosz.

Hałas powodowany przez muzykę nie ustępował, ale ten w wykonaniu licealistów jakby ustał. Może to ją uspokoiło. A może po prostu chciała się oddać w całości, ignorując ryzyko katastrofalnej wpadki. Obciąganie pochłaniało ją coraz silniej.


Zamknęła oczy i na chwilę wybiegła wyobraźnią poza swe ciało. Zobaczyła wszystko w szerszej perspektywie. Dziesiątki licealistów piętro niżej, szalejące przy swojej muzyce, rozmawiające, śmiejące się i robiące wszystkie te rzeczy jakie robi przeciętny nastolatek. Nie mających przy tym pojęcia, że raptem piętro wyżej, na zupełnie otwartej przestrzeni, na dostępnym dla wszystkich korytarzu ich szkolna pani dyrektor zupełnie naga, niczym wyuzdana kurwa obciąga kutasa swego męża.

Poczuła potworny ucisk w podbrzuszu. I chyba przyszedł w odpowiednim momencie, bo nagle Daniel wyciągnął sprzęt z jej ust. Otworzyła oczy z lekkim niepokojem. Mógł to przecież zrobić, bo dostrzegł jakieś ryzyko, ale…

Ale nie o to chodziło. Chwycił ją i podniósł. Znów przypomniała sobie jak miękkie ma nogi. Teraz chyba jeszcze bardziej, niż podczas spaceru. Na szczęście…

- Oprzyj się o biurko! - nakazał.

Zrobiła to bez wahania. Odwróciła się od niego i pochyliła, z ulgą znajdując oparcie na biurku. Odetchnęła ciężej, gdy Daniel rozsunął jej nogi.

Jej dupsko było wypięte w stronę korytarza, ale ewentualnemu podglądaczowi zasłaniałby je Daniel. Poczuła jak jego sztywny penis wsuwa się między jej uda. Jak wjeżdża w jej wilgotną, rozgrzaną cipkę.

- Ach… - drgnęła lekko i jęknęła cicho.

Daniel nie bawił się w ceregiele. Może też chciał to skończyć szybciej, może też nie chciał kusić losu. Po dwóch, trzech spokojniejszych ruchach, którymi przygotował jej cipkę zaczął ją posuwać mocniej, szybciej. Wbijał się w nią głęboko swoim kutasem za każdym pchnięciem.

- Tak… - jęknęła cicho, nie mając pewności, czy usłyszał, więc powtórzyła raz jeszcze, nieco głośniej, nieco wyższym głosem – Tak...


Tego potrzebowała. Tu ta perwersja się dopełniała. Tu była rżnięta na szkolnym korytarzu w nieodległej obecności dziesiątek licealistów. Gdzie oni piętro niżej bawili się w towarzystwie kolegów i koleżanek, nie mając świadomości, że piętro wyżej ich pani dyrektor, niczym jakaś aktorka w pornosie publicznie daje dupy swojemu mężowi.

Daniel był pobudzony, przecież chwilę wcześniej ustami wykonała swoją powinność wzorowo, więc wiedziała, że nie będzie to trwało za długo.

Odgłos jego jąder zderzających się z jej ciałem był w tym przypadku niczym odgłosy z armaty zagłuszające nawet muzykę. Było to tak samo podniecające, jak i przerażające. Jej serce biło jak szalone, tak z podniecenia, jak i z niepokoju. Ale nikt nie słyszał, nikt nie wbiegł. Może gdyby jeszcze ona sama zaczęła jęczeć jak to czasami maiła w zwyczaju.

- Uhm… - przygryzła wargę by nie wybuchnąć głośniej. - Ach… - wyrwało się jej przy kolejnym szybkim, głębokim pchnięciu.

Czuła jak Daniel przyspieszył, jak jego dłonie zacisnęły się na jej biodrach mocniej, niewoląc ją skutecznie. Czuła każdy ruch, każde pchnięcie, aż w końcu wyczuła, że to…

- Ach… - tym razem to westchnięcie z ust Daniela zbiegło się z jego wystrzałem w jej cipce.

Zatrzymał się a ona poczuła jak jej cipkę wypełniła jego sperma. Przymknęła oczy, delektując się tym uczuciem. Miała w sobie wytrysk swego pana.

Wciąż opierała się o biurko, jakby chłonąc absurd i absolutną pornografię tej sceny. Naga dyrektorka szkoły, wypinająca dupę na szkolnym korytarzu, zagrożona w każdej chwili koszmarną wpadką i olbrzymią katastrofą. Ale stała, chłonąc tę scenę, ten erotyzm. Jej nagie ciało lśniło od potu, piersi unosiły się z każdym oddechem a z cipki spływała sperma. Wszystko to w asyście odgłosów z auli, czy sprzed wejścia do niej – muzyki, śmiechów, krzyków, odgłosów nóg.


Tak samo celebrował tę chwilę Daniel podciągając spodnie.

- Chodź – zawyrokował w końcu. - Wracamy do sali. Nie za szybko, żebyś poczuła każdy krok – dodał po sekundzie.

Wyprostowała się, znów czując się bezbronna wobec wszystkich ewentualnych konsekwencji wynikających z jej nagości, chwyciła dłoń Daniela i wolnym, niemal ceremonialnym spacerem udali się w stronę sali lekcyjnej.

Stukot jej szpilek pewnie w rzeczywistości ginął w hałasie dobiegającym z niższego piętra, ale w jej uszach brzmiał o wiele głośniej. I tak jak poniekąd zdradzał ją przed uczniami, tak dodawał animuszu i kobiecości. Każdy krok sprawiał, że jej nagie piersi falowały lekko a tyłek poruszał w hipnotycznym rytmie. Dochodzący czasem z dołu głośniejszy tupot przyspieszał bicie jej serca, ale nie tempo spaceru. Szła wolno dostosowując się do Daniela, tak jakby zresztą nagle w jej umyśle do głosu doszło pragnienie, by ktoś wbiegł na to piętro, i stanął w korytarzu patrząc jak jego szkolna dyrektorka kroczy dumnie kompletnie naga zmysłowo kręcąc dupą.

Może ktoś inny na miejscu jej męża dodatkowo upajałby się tym triumfem, rzucał hasła typu „Czujesz to? Jesteś naga, pod moja kontrolą”. Ale Daniel nie musiał. Trzymając ją za rękę mówił wszystko co było potrzebne. I to było wszystko co chciała w tym momencie czuć. Wszystko co najważniejsze.

A jednak nie, gdzieś już kilka kroków przed salą zerknął w jej stronę.

- Chciałabyś jeszcze tak kiedyś?

Uśmiechnęła się lekko.

- Jeśli zrobisz to tak jak dziś…


D
oszli do drzwi. Akurat rumor na dole przybrał taki rozmiar, że przez chwilę miała pewność, że ktoś wbiega po schodach na górę. Ale Daniel już otwierał drzwi a ona stwierdziła, że po raz kolejny było to tylko złudzenie i nikt się nie pojawił.

Weszli do środka. Daniel wpuścił ją pierwszą a potem zamknął drzwi. Tutaj stukot jej szpilek był już tak samo donośny, jak i subtelny. Ucichł, gdy dotarła do biurka nauczyciela i usiadła na nim bokiem. Westchnęła ciężko, wypuszczając z płuc powietrze i wsunęła dłoń we włosy, poprawiając je.

Była wciąż naga. Nie sięgnęła po sukienkę, opierała się naga o biurko, jakby w ewentualnym przygotowaniu na jakąś niespodziankę od Daniela, chociaż logika podpowiadała, że to już koniec. Przeleciał ją w wyjątkowo perwersyjnych okolicznościach i pewne napięcie opadło. Więc… Może po prostu syciła się swoją nagością, oddaniem posłuszeństwem.

- Jak wrażenia? - zapytał po sekundzie.

Uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że jest w tym momencie bardzo kobieca i pełna wdzięku, co kontrastowało z jej nagością w szkolnej sali i spermą ściekającą po jej udzie. Była kobieca do granic i wyuzdana do granic.

- Jeśli mam stąpać po krawędzi przepaści, to tylko w twoim towarzystwie – wysiliła się na bardziej wyszukaną odpowiedź.

Wstała z biurka, podchodząc do męża. Poczuła jego spojrzenia na swojej sylwetce. Szpilki sprawiały, że jej ciało ruszało się w sposób bardziej zmysłowy, niż zwykle. I wiedziała, że Daniel to widział.

- Kiedyś zrobię ci całą sesję w tej sali – skomentował. - A potem nagram filmik i wrzucę do internetu.


Uśmiechnęła się tylko mając świadomość, że to tylko jego fantazja, że w rzeczywistości taki filmik może jej nagrać, ale nigdzie nie wrzuci.

Jej spojrzenie utkwiło głęboko w oczach Daniela. Oparła dłonie na jego ramionach, pochyliła się i pocałowała. Ich usta złączyły się raz jeszcze . Ich pocałunek był głęboki, namiętny, głęboki. Jego dłonie na jej biodrach rozpaliły ją, znów przypominając, że on, ubrany jest jej panem a ona, kompletnie naga, jego poddaną.

Oderwali się jednak w końcu od siebie. Przez moment patrzyli sobie głęboko w oczy.

- Co mi jeszcze zgotujesz? - zapytała w końcu.

- Niewiele tego zostało, nie? - odparł. - Nagość w internecie? Coś jeszcze?

Milczała, patrząc mu w oczy. To brzmiało już trochę inaczej, niż poprzednia uwaga, zresztą nie było to nic nowego w jego ustach. Od czasu do czasu potrafił coś w ten deseń zasugerować.

Wiedział jednak, że pełne obnażenie nie wchodzi w grę. Że to niemożliwe, by mógł zdecydować o pełnym obnażeniu jej, jego żony i szkolnej pani dyrektor. Na oczach rodziny, znajomych, sąsiadów, licealistów i tysięcy, lub i milionów zwykłych ludzi.

- Pomyślę – dodał, widząc jej rozterki. - Zobaczymy co z tego będzie. Teraz się ubierz.

Trzy minuty później znów kroczyła korytarzem, tym razem rzecz jasna już w pełni ubrana. Piętro niżej znów minęli kilka osób, których wzrok poczuła na swojej sylwetce. Byłoby przejawem pewnej perwersji, gdyby raz jeszcze weszła na aulę. Kilka minut po tym, gdy przeszła nago szkolnym korytarzem, by na jego końcu dać się wyruchać w usta i w cipkę. Na samą myśl o tym poczuła miękkość w podbrzuszu.

Nie weszli tam jednak. Musiała zadowolić się perwersyjną myślą typu… „Gdyby ściany mogły mówić… Dowiedzielibyście się, że wasza pani dyrektor chwilę wcześniej paradowała korytarzem z gołą dupą a potem dała się wyruchać”. Uśmiechnęła się do siebie na tę myśl.


W
yszli na zewnątrz. W odległości dwudziestu, trzydziestu metrów dostrzegła grupka pięciu licealistów. Dostrzegła jakiś nerwowy ruch jednego z nich, chowającego za siebie puszkę. Przez moment zastanowiła się czy nie podjąć interwencji, gdy…

- Cho – usłyszała głos Daniela i...

I poczuła jak klepnął ją w tyłek. Wyprostowała się na moment, patrząc na męża a pewną dezaprobatą. Spojrzenie zbiegło się z cichym chichotem dobiegającym ze strony nastolatków.

- Chodź – powtórzył, nie dając jej czasu na reakcję. - Bo za chwilę dam im powód do jeszcze większej ekscytacji.

Z jednej strony, chcąc trzymać się dyrektorskiego autorytetu, patrzyła na Daniela z lekkim potępieniem, z drugiej ten czyn… Sprawił, że znów trochę zmiękła. Poczuła dyskomfort, który paradoksalnie zrobił jej dobrze.

Wsiedli do samochodu. Daniel odpalił i ruszyli. Przez opuszczoną szybę do środka wdarł się przyjemny chłodniejszy wiaterek.

Przez chwilę jechali w milczeniu a za oknem migały światła miasta. Po takim dniu coraz bardziej marzyła o łóżku i chwili spokoju.

- I co? Film się już skończył? - rzucił Daniel znad kierownicy.

Dobrze ją znał. Wiedział, że przeżywa ostatnie kilkadziesiąt minut i zastanawia, czy to zdarzyło się naprawdę, czy było tylko chorym, wyuzdanym snem.

- Myślisz, że ten film mogłaby zobaczyć rada pedagogiczna na jakimś zebraniu? - Ech, znam prze… - urwała, wiedząc jaką odpowiedź usłyszy.

- Myślę, że parę osób byłoby zachwyconych – skomentował zgodnie z oczekiwaniami.

- Ale może ja niekoniecznie.

- Ale nie o tym mówimy.


-
Jutro prześlę to nagranie Krzysztofowi – zmieniła temat wracając do wydarzeń z siłowni.

- A nie dzisiaj?

- Na dzisiaj mam inne plany?

- Jakie? - Daniel na chwilę oderwał wzrok od szyby. - Drugie dzień się jeszcze nie skończył? A może zaczynasz już trzeci?

No właśnie. To było to, do czego chciała nawiązać.

- Nie chcę trzeciego dnia – odezwała się po chwili i czuła trochę jakby jej własny głos brzmiał obco. - Czuję się z tym brzydko, z tym co wcześniej – doprecyzowała. - To co zrobiliśmy teraz, na tym powinniśmy się skoncentrować, jeśli już trzeba. I tobie i mnie. Nie chcę być więcej brudna.

- A jesteś?

- Trochę mnie umyłeś – stwierdziła. - To była esencja. Tyle powinno nam wystarczyć. Nie chcę zabrzmieć jak hipokrytka, wiesz co mam na myśli. Ciebie chcę i tego, byśmy zamknęli się w naszym universum.

Nie oczekiwała poważniejszej reakcji. Wiedziała, że Daniel w takich sytuacjach lubi przetrawić słowa, namyślić się. Że nie odpowie jej od razu.

- Myślę, że już najadłeś się wystarczająco – dodała aluzyjnie, na wszelki wypadek.

- OK, OK – podsumował zdawkowo.

Wydawało się jej, że te słowa do niego trafiły. I chyba mogła mieć nadzieję, że zrozumie jej rozterki. Nie naciskała, dając mu czas. Mknęli do domu, wiatr chłodził ciało a oni milczeli po chwili osiągając cel.

Kilka minut wystarczyło by oboje znaleźli się w sypialni. Daniel nie certolił się, chwilę później leżał w łóżku w samych bokserkach. Kamila stała przez moment przypatrując się swojemu panu i władcy. Zaczęła się powoli rozbierać. Nie tylko z sukienki, zdjęła też stanik a po chwili zawahania również i majtki. Przy samym łóżku zsunęła szpilki a potem wspięła się na Daniela siadając na nim okrakiem.

- Jak tam twój kutas? - zagadnęła subtelnie, kontrastując ton z treścią. - Oddycha jeszcze?


- Właśnie go dusisz – odparł.

Z lekką satysfakcją zauważyła, że ożywił się jej aktywnością. Nie był to najczęstszy widok w ich wspólnym pożyciu.

- A proszę bardzo – skwitowała, unosząc biodra i pochylając nad mężem. - Teraz lepiej?

- To jest twój plan na ten wieczór, o którym wspomniałaś w samochodzie?

- To jest mój plan A. Żebyś mnie kochał a nie ruchał.

- Mam nadzieję, że żadnych planów B nie masz?

- No… Czasami możesz się zdziwić.

Zareagował jak przewidziała. Zrzucił ją z siebie, obok i sam znalazł się na górze. Jej uda rozsunęły się szeroko i zapraszająco.

- Tak dobrze? - zapytał sprawdzając palcami wilgotność jej cipki.

- Tak – jej głos się zniżył. - Kochaj mnie, powoli, leniwie. Możesz mówić o piłce, żużlu i wyjaśniać spalonego. Ale nigdzie się nie spiesz.

- A ty mi coś powiesz?

Poczuła jak jej cipka otwiera się i rozsuwa się pod naporem jego kutasa. Jej ciało na moment zastygło.

- Tak – szepnęła. - Kocham cię.

Zamknęła oczy, czując jak jego penis wycofał się i faktycznie niespiesznym tempem wdarł się znów. Tego chciała i on to odczytał.

- A ty? - dopytała.

- Ja na pewno nie znajdę się na spalonym – usłyszała nad sobą i poczuła kolejne pchnięcie w głąb jej cipki.


7 komentarzy:

  1. Opowiadanie na które czekałem jak na przyjście Mikołaja z prezentami.
    Długie i soczyste wątki, rozpalały wyobraźnię do czerwoności -jak nogi Kamili ❤️
    Za to uwielbiam Twoje opowiadania.
    Z wielkim oddaniem Twemu talentowi.
    Dziękuję i pozdrawiam
    T

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest super … wszystko za co polubiłem tą serie… tylo nie każ nam czekać tak długo na kolejną. Czesc … więcej jak przetrawię całość i zacznę zwracać uwagę na detale

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja czekałem w końcu na ten styl, na te opisy, na te detale.... Tego się nie da podrobić. Genialne jak zawsze. Jestem po pierwszych dwóch rozdziałach, bo szczęście trzeba sobie dawkować, ale to jest właśnie to. Ćwiczę silną wolę, aby nie łyknąc wszystkiego na raz :) Doskonale się czyta.
    Dziękuję!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. A co tu się dzieje taka cisza ? Mi się podoba wszystko za co cenię autora tu jest .

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety myślę, że nieobecność autora zrobiła swoje, no i jeszcze się nie rozeszła informacja o publikacji. Zaglądam tutaj raz na kilka miesięcy z nadzieją więc trafiłem. :)
    Co do opowiadania, świetne w stylu autora. Zakończenie z Danielem -zaskakujące, referując do stylu poprzednich części. Na pewno będę polecał innym i czekam z ciekawością czy autor jeszcze nas czymś zaskoczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za komentarze.

    Co do przyszłości, to już od dobrych kilku lat informuję, że każde kolejne opowiadanie może być ostatnim, nie inaczej jest teraz.

    Jakieś pomysły zawsze są, przy czym każdy pomysł wymaga dopracowania a z tym już trudniej, bo raczej nie zadowalam się bylejactwem i z każdym kolejnym tekstem zawsze chciałbym albo podnieść poziom, albo wrzucić coś nowego a przynajmniej o to drugie jest coraz ciężej.

    I na przykład, w zamieszczonym opowiadaniu są akcje, które można rozwinąć, narzuca się tu przede wszystkim ładnie rozpoczęta historia z Tomkiem, no ale jak wyżej napisałem - zawsze staram się dążyć do tego by efekt był jak najlepszy, stąd nie wiadomo, czy taki pomysł kiedykolwiek się rozwinie.

    Pozdro wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak jest tu kilka możliwych nowych wątków . Szkoda by było gdyby seria się skończyła ale co zrobić gdy brak czasu a mi że i trochę motywacji do pisania po tylu latach

    OdpowiedzUsuń